FANDOM


Bądź kimś, kim nie jesteś


No Screenshot 2
Twórca: Bajazyd
Chronologia

Krótki opis

Szkoła, miejsce które przez, niektórych jest omijane szerokim łukiem. To ciągły plac boju, a także miejsce, gdzie nawiązują się stałe przyjaźnie, mamy styczność z nowymi doświadczeniami. Jak sobie poradzą nasi bohaterowie ? Czy intrygi będą na tyle silne, że zniszczą powstałą więź przyjaźni ?

Bohaterowie

Fabuła

Szkoła pod wieloma względami przypomina dżunglę. Tutaj rozgrywa się walka o najlepsze miejsce na stołówce, oraz wejście w krąg "tych popularnych". Aby dołączyć do ich grona, trzeba spełniać takie wymaganie jak: po pierwsze (i najważniejsze) należeć to grona cheerleadelek, lub być członkiem drużyny szkolnej, w jakimś sporcie (wykluczone są szachy). Jeśli zdecydujesz się zostać zawodnikiem, wybieraj pomiędzy koszem, a futbolem. To są dwie najbardziej rozchwytywane dyscypliny. Jak jesteś wysoki, wybierz koszykówkę, ale jeśli wolisz uganiać się za piłką w kształcie jajka, futbol jest jak najbardziej dla ciebie. Teraz możemy omówić kolejną ważną kwestię, a mianowicie "korytarz". Szkolny korytarz jest miejscem specyficznym. W rankingu najbardziej pożądanych miejsc, zajmuje najniższe podium, zaraz po boisku, oraz przed łazienkami. To właśnie te miejsce, gdzie rozpoczyna się rozgrywka. Masz dwa wyjścia, zaistnieć, lub zostać zapomnianym na wieki...

W czasie przerw, na tym "deptaku" władają oczywiście ci "popularni". Zwykli uczniowie wolą nie wchodzić im w drogę, bo już nie jeden skończył z głową w sedesie. I tak właśnie teraz, przy ścianie pomyka jakiś rudowłosy chłopak. Pędzi tak szybko, że karteczki z jego torby zaczynają fruwać. On jest po prostu niesiony na skrzydłach, bo jak inaczej można wytłumaczyć to, że jeszcze się nie przewrócił przez swoje rozwiązane sznurowadło? Chłopak zatrzymuje się dopiero przy szafce. Z niewielkimi trudnościami wpisuje szyfr, po czym rękawem swojej pomarańczowej bluzki, wyciera kropelki potu. Nagle zauważa dwóch nauczycieli wychodzących z sali lekcyjnej. Mężczyźni rozmawiają o jakimś bukiecie. Rudowłosy przysuwa się bliżej, i przysłuchuje się:

- Mówię ci ! Ona przysłała mi bukiet pokrzyw ! Co to może znaczyć ? - mówi młodszy z nich, poprawiając swoje okulary

- Czy ja wiem ? Po prostu twoja narzeczona jest jakaś dziwna - burknął z irytacją

Rudzielec przewrócił tylko swoimi niebieskimi oczami, po czym ponownie zaczął gdzieś biec. Śpieszył się tak bardzo, że po drodze przewrócił jakiegoś chłopca, jedzącego batonik. Z impetem uderzył w drzwi, które prawie co wyrwały się z nawiasów. Ze złością na twarzy, kroczył w stronę zakapturzonego chłopaka, siedzącego na murku, brzdąkając jakieś smętne melodie na gitarze. Fineasz zaszedł go od tyłu, a odchyliwszy słuchawkę, wrzasnął chłopakowi do ucha. Ten zerwał się z krzykiem :

- Flynn ! Co ty wyprawiasz ?! Chcesz żeby mi ucho odleciało ?!

- Ben, nie przesadzaj. Co najmniej pękłby ci bębenek, ale żeby od razu strata ucha ? To już lekka przesada

- Dobra, rudasie. Mów lepiej, co cię sprowadza do mojej samotni?

- Bukiet z pokrzyw.

- Ooo ?! Dla mnie ?

- Przestań się zgrywać. Lepiej powiedz, dlaczego przysyłasz takie prezenty ? Nie dość tobie rozrywki po twojej ostatniej akcji z klejem ?

- Muszę przyznać, że psor przyklejony do ściany wyglądał bardzo dobrze.

- A to, kiedy majstrowałeś przy dzwonku, żeby szybciej minęła matematyka ?

- To już był czysty geniusz.

- Na twoim miejscu zacząłbym się modlić, aby psorek nie dowiedział się, że to właśnie ty wysłałeś mu ten jakże cudowny upominek. On kocha swoją narzeczoną, i odbiera to bardzo poważnie.

- A czym jest właściwie miłość ? To jakieś upośledzenie w mózgu. Trochę stresu z tak banalnego powodu mu nie zaszkodzi.

Fineasz wzruszył tylko ramionami.

- Wyłącz te swoje samograje, i chodź.

- Dobra. Wiesz co ? Zaczynasz mówić jak moi rodzice.

- Mówię serio, pośpiesz się.

- A co ? Umówiłeś się z kimś ?

- Nie, ale za chwilę na parkingu zjawią się skejterzy.

- Czego drżysz ? Przecież znasz jedną z nich.

- Właśnie, jedną...

- To źle ?

- Chyba...

Rudowłosy spojrzał z utęsknieniem na parking.

- Popatrz ! Już są !

- Rudasie, na serio się ich boisz ?

- A ty nie ?!

- No dobra, chodź już.

Chłopcy chwiejnym krokiem wkroczyli na schody. Fineasz przymrużył oczy, i zaczął biec z nadzieją, że na nikogo nie wpadnie. Ben, zupełne przeciwieństwo rudego, schodził bardzo pewnie. Było mu wszystko obojętne, bo przecież : "Jakieś dziwolągi na kawałku drewna z kołami, nie będą mi mówić, co mam robić".

Na zrządzenie losu, właśnie w tym momencie kiedy na parkingu pojawili się skejterzy z pukawkami na farbę (właśnie te narzędzie siało strach wśród uczniów), Benowi rozwiązało się sznurowadło "Super, lepiej być nie może" pomyślał chłopak. Benjamin schylił się, po czym zaczął ustawiać swój but do porządku dziennego, kiedy bum !!! Jakaś dziewczyna wjechała w niebieskowłosego. Nicola złapała się za kostkę, a Ben w tym czasie zaczął masować obolałą głowę.

- Jak ty chodzisz pokrako !

- Co !! Że niby to moja wina ?! - powiedział wskazując palcem na siebie

- No raczej. Jak ktoś ma takie koślawe nogi, to się nie dziwię.

- Czyli przeprosin się nie doczekam !

- Niby za co ? To ty się taki urodziłeś !

- Ej, pani generał, widziałaś kiedyś własne odbicie ?

- Za chwilę to ty swoje zobaczysz !

- Grozisz mi ?!

- Dziewczyna ci grozi ?!

- Mam pewne wątpliwości, czy na pewno dziewczyna !

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.