FANDOM


Czekoladowa zdrada o posmaku krwi i siana

No Screenshot 2
Autor: EkawekaDxC
Opublikowano: 31.08.2016
Krótki one-short do drugiej edycji konkursu (nie)wymiarowego FunnyFranky.

Baljeet czuje, że jego związek z Nazz powoli przechodzi do historii. Buford radzi mu, by wywołał w niej zazdrość, podrywając jej kuzynkę.

Bohaterowie

Fabuła

- Nie chce mi się żyć.
- Nie marudź.
Buford i Baljeet siedzieli w kawiarni od dziesięciu minut, które Rai spędził na narzekaniu. Jego kawa zdążyła już wystygnąć, jednak on nawet nie zwrócił na to uwagi. Przecież nawet nie lubi kawy.
Z kolei Buford miał już dość wysłuchiwania jego jęków. Przyszedł tu w końcu po to, by spędzić miło czas, podczas gdy Baljeet bez przerwy obarczał go swoimi problemami.
A dla hindusa było to bardzo ważne. Już od dłuższego czasu spotyka się z Nazz. Na początku wszystko układało się dobrze. Para nie mogła żyć bez siebie, obdarowywali się prezentami i przy pierwszej lepszej okazji okazywali swoją miłość namiętnymi pocałunkami. Niestety, od kilku dni tygodni było już inaczej. Spotkania stały się rutyną, a i pocałunki nie miały już tego samego smaku. O prezentach nawet nie wspominając, gdyż takowych nie było.
Dlatego tak bardzo martwił się o przyszłość tego związku. Obawiał się, że dziewczyna prędzej czy później się nim znudzi i znajdzie sobie innego chłopaka. Jeżeli już nie znalazła.
- Nazz nie jest taka. - oznajmił Buford widząc, co jego przyjaciel ma na myśli. - Jak będzie chciała cię zostawić, to ci to powie.
- Ale mi pocieszenie.
Van-Stomm popatrzył na niego. W jego oczach było coś na kształt współczucia, a jednocześnie irytacji. Ile w końcu można słuchać tego samego? By uwolnić się od wiecznych narzekań, postanowił mu pomóc. Na szczęście hindusa, w głowie jego przyjaciela pojawił się pomysł.
- Przestań się mazać. - wycedził przez zęby. - Nazz cię takiego tym bardziej nie zechce. Meh, co to byś beze mnie zrobił? - popatrzył na niego z zażenowaniem, gdy ten wycierał pojedyncze łzy. - Nosz, weź się w garść! Pomogę ci!
Przez krzyk chłopaka, Baljeet poczuł na sobie spojrzenia wszystkich obecnych, jednak nie miał czasu, by się tym przejąć. Powoli smutek zaczął znikać z jego twarzy.
- Serio?
Buford pokiwał twierdząco głową. Baljeet o mało nie rzucił się na niego, by go uściskać.
- Mam świetny plan, niezawodny. - zaczął. - Jeżeli chcesz żeby Nazz była tobą zainteresowana, to musisz dać jej do tego powód. Zazdrość zawsze działa.
- Ale ja nie chcę żeby była zazdrosna.
- A chcesz, żeby zaczęło się coś dziać? - Baljeet pokiwał głową. - To mi nie przerywaj! Na czym to ja.. A, tak! Najlepiej żebyś zaczął kręcić z jakąś jej dobrą znajomą. Na jej oczach oczywiście. Na przykład... - tu spojrzał za siebie. Dostrzegł Nazz, siedzącą po drugiej stronie kawiarni. Przed nią siedziała jej kuzynka. - Teraz!
Nie zwracając uwagi na jego protesty, złapał go za ramię, po czym doprowadził na miejsce.
Nazz siedziała przy jednym stoliku ze swoją kuzynką, Sophie. Obie dziewczyny zajadały desery lodowe, rozmawiając o czymś. Na widok chłopców, uśmiechnęły się szerzej. Szczególnie Nazz.
- Cześć. - powiedziały jednocześnie.
Baljeet otworzył usta, jednak ostatecznie nie mógł nic powiedzieć. Buford szturchnął go w ramią dając mu do zrozumienia, że powinien zacząć działać.
- Hej, Sophie.. - zaczął. - Fajne masz zęby. Wybielałaś?
Blondynka zmarszczyła czoło, spoglądając na swoją kuzynkę pytająco. Ta tylko wzruszyła ramionami.
- Baljeet, dobrze się czujesz? - zapytała niebieskowłosa, unosząc brew ku górze.
- Tak, bardzo.. - wyjąkał, a po chwili przyszedł mu do głowy świetny tekst na podryw. - Przy Sophii zawsze czuję się świetnie!
Blondynka o mało co nie zakrztusiła się lodami, natomiast Nazz nie mogła uwierzyć co tu się dzieje. Nigdy nie podejrzewałaby swojego chłopaka o zdradę, a tym bardziej o podrywanie jej kuzynki na jej oczach. Buford widząc jej zdenerwowanie, poczuł dumę z własnego pomysłu.
- O czym ty gadasz? - zapytała ostrym tonem Jefferson.
"To działa - pomyślał Baljeet. - Jest zazdrosna". Uznając, że ten dzień raz na zawsze zakończy problemy w ich związku, postanowił ciągnąc dalej.
- A właśnie, Sophie! - mówił już z większą pewnością siebie. - W twoich oczach widzę konstelację gwiezdną!
Adventurówna nic nie odpowiedziała. Zazwyczaj bardzo lubiła gdy ktoś ją komplementował, jednak nie tym razem. Przecież nie mogła z uśmiechem przyjmować komplementów od chłopaka swojej kuzynki.
Natomiast w Nazz buzowała złość. Jeżeli Baljeet za chwilę się nie opanuje, może się to dla niego źle skończyć. Nic jednak nie wskazywało na to, by w końcu zrozumiał swój błąd.
- A twoje włosy wyglądają jak siano!
Buford uderzył się w czoło, natomiast Nazz rozchmurzyła się, zanosząc się śmiechem. Jedynie Sophii nie było do śmiechu, a Baljeet nie rozumiał co powiedział nie tak. Chodziło mu oczywiście o podkreślenie złocistego koloru. Tym bardziej nie rozumiał czemu dziewczyna rzuciła w niego lodami.
- Siano to ty masz, nie powiem gdzie. - oznajmiła, po czym dumnie wstała i wyszła.
- Ale Sophie, czekaj! - zawołała za nią rozbawiona niebieskowłosa.
Ta jednak nie słuchała, tylko wyszła. Nazz zaśmiała się jeszcze trochę, po czym spojrzała na swojego chłopaka. Baljeet próbował oczyścić się z lodów ściekających po jego głowie, jednak niespodziewanie oberwał jeszcze jednym. Tym razem to jego dziewczyna rzuciła w niego czekoladowym deserem.
- Co to miało znaczyć?! - krzyknęła. - Najpierw podrywasz moją kuzynkę, a potem ją obrażasz! Co z tobą jest nie tak?!
- Nie, to nie tak! - zaczął się tłumaczyć. - Ja po prostu chciałem ożywić nasz związek!
Dziewczyna wytrzeszczyła szeroko oczy. Jakim cudem tak inteligentny chłopak wpadł na coś tak głupiego? Po chwili namysłu stwierdziła, że to wcale nie musiał być do końca jego pomysł.
- Buford, nie masz czegoś do roboty? - zapytała, patrząc na niego znacząco.
- W zasadzie, to nie. - odparł.
Tym razem, to Baljeet szturchnął go w ramię. Van-Stomm wciąż nie rozumiał o co im chodzi, ale nie miał ochoty dłużej z nimi tam stać. Postanowił dogonić Sophie, żeby razem z nią po obgadywać Baljeet'a.
- Wiesz, że to było głupie, prawda? - zapytała dziewczyna.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- I wiesz, że komplementowanie innych dziewczyn jest głupie, bo ja i tak powinnam być dla ciebie najpiękniejsza?
- Tak, to też wiem.
Niebieskowłosa w końcu uśmiechnęła się. Starała z jego ust spływające lody, po czym lekko musnęła go w wargi. Chłopak odetchnął z ulgą. Jednak go kocha.
- Teraz idź ją przeproś, a potem kup mi przeprosinową czekoladę. - nakazała. - Mam ochotę na orzechową.
- Robi się!
Po tych słowach szybko wyruszył. Przeproszenie Sophii nie było wielkim wyzwaniem, zaraz mu potem wybaczyła. O wiele bardziej starał się z doborem czekolady. Nie mogła być przecież byle jaka. Nawet jeżeli Nazz nie była już na niego zła, mogła czuć jakiś uraz. By zmyć go raz na zawsze, musiał się postarać.
Ostatecznie błądził po cukierniach kilka godzin. Nazz zaczynała wierzyć, że po drodze zaczął flirtować z innymi dziewczynami, więc poszła do domu. Ani jej ojca, ani jego nowej dziewczyny. Mogła więc spokojnie odpocząć w salonie i obejrzeć telewizję. Gdy jednak położyła się na kanapie, usłyszała pukanie do drzwi.
- Otwarte! - krzyknęła, myśląc, że to Paulin zapomniała kluczy.
Nie zwróciła więc uwagi na osobę, które weszła do środka. W pewnej chwili poczuła czyjeś dłonie na swoich oczach. Szybko poznała ten dotyk.
- Baljeet. - powiedziała, uśmiechając się.
Chłopak poczuł, że to będzie bardzo romantyczny wieczór. Przeskoczył oparcie kanapy, jednak zamiast wylądować obok niej, uderzył nogą o szklany stolik, który potłukł się. Jefferson spojrzała z niepokojem na nogę chłopaka, z której zaczęła lecieć krew.
=- To dla ciebie. - wyjąkał, starając się nie wykrzywiać nadto z bólu.
Podał jej czekoladę z kawałkami orzechów. Była to jedna z tych lepszych, co oznacza, że chłopak na prawdę musiał się postarać.
- Niezdara z ciebie. - stwierdziła, całując go w policzek.
Udała się do kuchni w poszukiwaniu apteczki. Zazwyczaj ojciec trzymał ją na górnej półce, więc by ją sięgnąć potrzebowała stanąć na taborecie.
Baljeet syknął z bólu. Zaczął żałować tego przeklętego romantyzmu, przez który cały czar chwili prysł. Nazz jednak uważała, że nie wszystko jeszcze stracone. Podeszła do niego, po czym zaczęła obandażować ranę. Całe szczęście nie była duża, więc chłopak nie będzie miał problemu z poruszaniem się.
Hindus nie mógł narzekać, przynajmniej mógł poczuć jej dotyk na nodze. To był już bardzo duży krok do przodu, gdyż wcześniej jedynie się całowali. Ich spojrzenia spotkały się, a na  twarzach widniały uśmiechy. W prawdzie ten na twarzy Rai'a bardziej przykrywał ból, ale w tej chwili nie musiało to cokolwiek znaczyć.
W jej zielonych oczach było szczęście. Baljeet nie mógł oczekiwać lepszej zapłaty za czekoladę z orzechami. Dziewczyna widząc w jego oczach ból, chciała coś z tym zrobić. Złapała go za ramiona, całując namiętnie. Oboje byli na kanapie, ona leżała na nim, a pocałunek zdawał się nie mieć końca.
Kto by pomyślał, że tak skończy się podrywanie Sophii?

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA o ile nie wspomniano inaczej.