FANDOM


Zapis archiwalny usuniętej strony - link.


Archiwum/Użytkownikowa rywalizacja/2014-2015/archiwalne13

No Screenshot 2
Autor: AgataTheNinja
Opublikowano: 27.03.2015
Odcinek stworzony specjalnie na Użytkownikową Rywalizację. Opowiada on o dzieciństwie Ariany.

Bohaterowie

Fabuła

2 marca 2001 roku godzina 14:00

George Shackelford zdenerwowany krzątał się po szpitalnym korytarzu. Jego żona Taylor właśnie rodziła. Nagle z sali porodowej wyszedł lekarz.

George: I co?! Wszystko dobrze? Dziecko jest zdrowe?

Lekarz: Wszystko jest dobrze! Ma pan zdrową, piękną córeczkę. *myśli* To najbrzydsze dziecko jakie kiedykolwiek widziałem...

Szczęśliwy mężczyzna wszedł na salę porodową. Tam na łóżku leżała Taylor trzymającą niemowlaka.

Taylor: Oh, George tak się ciesze!

George: Ja też. Masz już pomysł jak ją nazwać?

Taylor: Hm...jeszcze nie wiem.

Do sali weszła pielęgniarka.

Pielęgniarka: Nie chciałabym się wtrącać ale...może Ariana? Tak nazywała się moja zmarła przyjaciółka...i...*Wybiega z płaczem z tego pomieszczenia.*

Taylor: Hm...w sumie nawet ładne imię. Może nazwiemy tak naszą córeczkę?

George: Ariana...to imię jest piękne. Nazwijmy ją tak!

Taylor: Ariana...*Całuje dziewczynkę w czółko.*

Lipiec 2007 roku

6-letnia Aria i Taylor stoją na środku pokoju. Kobieta jest ubrana w czerwoną suknie i szpilki w tym samym kolorze. Jej brązowe włosy były splecione w kok.

Ariana: Mamo...musimy jechać?

Taylor: Tak. Ciocia Britney ma urodziny i ja i tata obiecaliśmy jej, że przyjedziemy.

Ariana: Oh...

Taylor: Nie marudź już i ubieraj się. Ubierz tą fioletową sukienkę i białe pantofelki.

Ariana: Nie umiem!

Taylor: Jak sama się ubierzesz to dam ci prezent. *Wychodzi z pokoju i po chwili wraca z pięknym, złotym naszyjnikiem z gwiazdą.*

Ariana: Ale fajny! Już się ubieram.

George: Jesteście już gotowe?

Taylor: Za chwile idziemy!

5 godzin później

George: Jedźmy już...

Taylor: George...jesteś pijany.

Britney: Może was przenocować?

George: NIE! Nic się nie stanie.

Arthur: Nie możesz jechać.

George: Mieszkamy na końcu miasta. Spokojnie dojedziemy.

Arthur: Jak uważasz...

Taylor: Eh. Aria idziemy!

Ariana: Dobra. Pa Cel.

Celine: Pa pa!

W samochodzie

Taylor: Może, jednak wysiądziemy...

George: NIE! Umiem prowadzić.

Ariana: Daleko jeszcze...?

Taylor: Jeszcze tro...UWAŻAJ NA TO DRZEWO! *Samochód uderzył w drzewo.*

Kilka dni później.

Arhur, Britney, Ariana i Celine wychodzą z samochodu. Arthur nosi jakieś walizki.

Ariana: Wujku czemu nie mogę wrócić do domu? Gdzie są mama i tata?

Arthur: Mama i tata...są w Niebie. Wytłumaczę ci jak będziesz starsza. W każdym razie to będzie twój nowy dom.

Celine: To znaczy, że Arii będzie mieszkać teraz z nami?

Britney: Tak.

Celine i Ariana: Super!

Godzinę później.

Ariana: Fajny ten nowy pokój.

Celine: No. Tata przywiózł dla ciebie takie łóżko. Mówi, że jest dwupiętrowe czy jakoś tak.

Ariana: Fajnie.

Celine: Czemu nosisz ciągle ten naszyjnik?

Ariana: Wiesz...mama mi go dała. Jest nawet ładny.

1 września 2008 roku.

Aria i Cel idą szkolnym korytarzem. Właśnie rozpoczynają naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Celine: Ale duża ta szkoła!

Ariana: Eee tam. To nic specjalnego.

Celine: Pewnie spotkamy tu mnóstwo przyjaciół! Tak mówi mama.

Ariana: Nie będziesz taka wesoła jak zadadzą nam pierwszą prace domową.

Nagle podeszła do nich wysoka, skośnooka, czarnowłosa dziewczyna. Była ubrana w fioletową bluzkę na ramiączkach, czarno-białą, krótką spódniczkę, czarne buty, a na głowie miała kokardę w tym samym kolorze.

Dziewczyna: Kim wy jesteście? Nie kojarzę was.

Ariana: Ten...no...

Celine: Jestem Celine a to moja kuzynka Ariana!

Dziewczyna: Nazywam się Ginger Sakura Sae Star Hirano.

Celine: Nie znasz nas, bo może chodziłyśmy do innego przedszkola niż ty.

Ginger: Mniejsza z tym. A teraz słuchajcie bo nie będę się powtarzać. To JA rządzę w tej szkole i macie się MNIE słuchać. Mogę krytykować wasze ciuchy ale jeśli wy coś złego do mnie powiecie to ja o tym powiem tatusiowi i...

Wywody Ginger przerwał jakiś chłopak, który biegnąc wpadł na Arię.

Ariana: Uważaj jak biegniesz!

Chłopak: Ja? To ty jesteś grubasem i blokujesz innym przejście.

Ariana: Spie*dalaj! *Kopie go w czułe miejsce.*

Chłopak: Ej...nie spinaj się tak...*Odchodzi.* Celine: Skąd znasz takie słowa Aria?

Ariana: Z telewizji...

Ginger: Hm...widzę, że umiesz postawić na swoim. Może chciałabyś się ze mną trzymać?

Ariana: J-ja? Okej...a Cel też może?

Ginger: Jak chcesz.

Dwie godziny później

Arii wyszła na przerwę, na korytarz. Była rozkojarzona, gdyż myślała o swojej nowej znajomej. Nagle potknęła się o własne nogi i przypadkowo wpadła na jakiegoś czerwonowłosego chłopca.

Chłopak: Nic ci nie jest? *Pomaga jej wstać*

Ariana: N-nie...przepraszam...

Chłopak: Nic się nie stało. Jestem Fineasz, a to mój brat Ferb. *Wskazuje na stojącego obok niego chłopca o zielonych włosach i niebieskich oczach.*

Ariana: *Cała czerwona* J-je-s-t-em Ari-ana...

Fineasz: Nie bądź taka nieśmiała! Do, której klasy chodzisz?

Ariana: Do 1a.

Fineasz: A ja chodzę do 1b.

Niespodziewanie podeszła do nich jakaś czarnowłosa dziewczynka.

Dziewczynka: Cześć Fineasz! Co robicie?

Fineasz: Hej. Nic takiego. A tak w ogóle to jest Ariana. Ariano to jest Izabela.

Izabela: Cześć. Miło cię poznać. *Podaję Arii rękę*

Ariana: Mi...też...miło...*Z niechęcią odwzajemnia uścisk dłoni*

Izabela: Fin, Ferb chcecie ze mną pograć w berka?

Fineasz: Jasne!

Izabela: W takim razie...berek! *Dotyka Fineasza i ucieka*

Fineasz: To my już idziemy. Na razie Ariana!

Ferb: Pa.

Ariana: *Ze sztucznym uśmiechem na twarzy* Pa pa! *Myśli* Czemu ta małpa musiała nam przerwać?

Kwiecień 2011 roku

Była sobota. 10-letnia Ariana karmiła właśnie Bolta - żółwia, którego dostała od wujka i cioci na ósme urodziny. Przerwała jej Britney, która weszła do pokoju.

Britney: Aria, możesz iść do sklepu po bułki?

Ariana: A Cel nie może?

Britney: Przecież ma grypę! Nie może wyjść z domu.

Ariana: Grypa to nic wielkiego...

Britney: Naprawdę nie możesz iść?

Ariana: Dobra już idę!

Mocno wkurzona Arii wyszła z domu trzaskając drzwiami. Skierowała się w stronę sklepu ale po drodze zobaczyła małego kotka. Miał on złote oczy i jasnoróżowy nosek. Jego sierść była biała ale koło lewego oka miał czarną łatkę.

Ariana: Kotek! Kici, kici, kici!

Dziewczyna chciała go pogłaskać ale zwierzę uciekło. Arii postanowiła za nim pobiec. Kot "zaprowadził" ją w jakiś ślepy zaułek. Niespodziewanie poczuła bardzo mocne uderzenie w plecy... Obudziła się w jakimś laboratorium. Siedziała na krześle elektrycznym. Chciała się uwolnić ale nie mogła. Była do niego przykuta. Spojrzała w prawo i ujrzała jakiegoś zakapturzonego mężczyznę. Nie było widać jego twarzy. Facet robił coś przy stole z narzędziami.(Czyt. nożami, skalpelami, strzykawkami itp.)

Facet: Widzę, że się obudziłaś. Świetnie. Nie próbuj krzyczeć bo uruchomię krzesło elektryczne. A teraz słuchaj.

Aria jeszcze nigdy w życiu nie słuchała tak uważnie.

Facet: Od teraz staniesz się maszyną do zabijania...będziesz bezmyślnie wykonywać wszystkie moje rozkazy. Będziesz zabijać kiedy ci karzę, będziesz głodować kiedy ja to powiem. Ja dam ci moce, a ty dasz mi bezwzględną lojalność.

Ariana: M-moce?

Facet: Tak. Pierwszą umiejętnością jaką zostaniesz obdarzona jest moc transformacji w zwierzęta. *Wziął strzykawkę napełnioną czymś niebieskim.* W tej strzykawce są zmieszane DNA różnych zwierząt.

Po tym jak dał jej zastrzyk dziewczyna poczuła się bardzo dziwnie. Zachciało jej się wymiotować. Krzyknęła.

Facet: MIAŁAŚ NIE KRZYCZEĆ!

Kiedy mężczyzna chciał uruchomić krzesło elektryczne niespodziewanie do laboratorium wbiegło kilku facetów w mundurach. Uwolnili ją. Chcieli obezwładnić tego naukowca lecz ten wyskoczył przez okno. Ariana zemdlała...

Tym razem obudziła się w jakimś białym pomieszczeniu. Leżała na łóżku. Koło niej na krześle siedział jakiś mężczyzna w podeszłym wieku.

Ariana: C-co się stało? Gdzie ja jestem?

Mężczyzna: Mam ci wiele do wyjaśnienia.

Facet powiedział, że nazywa się Francis Monogram i jest szefem O.B.F.S. - agencji składającej się ze zwierzęcych agentów. Wyjaśnił, że dziewczyna stała się ofiarą jakiegoś wariata, którego agencja próbuję pojmać od miesiąca. Dodał też, że będzie musiała zostać w ich agencji dopóki nie będzie w pełni sił po czym wyszedł.

Tak więc dni mijały. Aria dochodziła do siebie i przy okazji odkryła, że naprawdę umiała zamieniać się w zwierzęta. Najbardziej upodobała sobie postać kotki - tej samej, którą widziała tego dnia. Po tygodniu spędzonym w agencji do jej pokoju znowu przyszedł Monogram.

Monogram: I jak tam?

Ariana: Dobrze...i...pomyślałam...umiem zamieniać się w zwierzęta...i tak w ogóle...mogłabym zostać agentką?

Monogram: Agentką? Nie można zostać nią od tak! Trzeba przejść specjalny test.

Ariana: W takim razie podejmę się go!

Monogram wzruszył ramionami. W końcu co mu szkodzi? Najwyżej nie zda testu. Wprowadził dziewczynę do specjalnego pokoju. Tam uruchomił roboty. Aria zamieniła się w kotkę. Udało jej się je pokonać ponieważ kiedyś trenowała sztuki walki. Francis był zaskoczony jej umiejętnościami.

Monogram: Ty...ty...PRZESZŁAŚ TEST! Tak więc...chyba powinienem mianować cię agentką.

Ariana: Super...

Monogram: Oczywiście nie będziesz pracować jako człowiek. Możesz zdecydować pod postacią jakiego zwierzęcia będziesz działać i jaki będzie twój pseudonim.

Ariana: Chciałabym jako kotka...a pseudonim...może Katrin Pani Kotka? Widziałam to imię w takim jednym filmie.

Monogram: Dobrze. Twoim przeciwnikiem zostanie dr. Robert Buttman. Już od jakiegoś czasu myślałem kogo mu przydzielić. Zaczynasz pracę za kilka dni. I pamiętaj NIE MOŻESZ NIKOMU O TYM POWIEDZIEĆ!

Ariana: Ależ oczywiście...

Jeszcze tego samego dnia Arii wróciła do domu. Kiedy weszła do mieszkania jej kuzynka Celine rzuciła jej się na szyję.

Celine: ARIA! GDZIE BYŁAŚ?!

Britney: Co się stało?!

Arthur: GDZIE TY SIĘ PODZIEWAŁAŚ?! JA I CIOTKA ODCHODZILIŚMY OD ZMYSŁÓW I NAWET ZGŁOSILIŚMY SPRAWĘ NA POLICJĘ!

Ariana: Nie mam siły się tłumaczyć...

I to mówiąc Aria poszła do pokoju jej i Celine, zamknęła za sobą drzwi, położyła się na łóżku i zasnęła. Gdyby, jednak spojrzała przez okno ujrzała by tego samego faceta, który ją porwał. Siedział na ławce przed domem.

Facet: Hm...jak widać moja mieszanka z DNA zwierząt zadziałała...

Zdjął kaptur. Od tej chwili było widać jego twarz. To był...Lawrence Fletcher.

KONIEC

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.