FANDOM


Uwaga! Strona może zawierać treści nieodpowiednie dla Twojego wieku.
FS2
Ferbastyczna szkoła
 

Sezon drugi
Na zdrowie!

Ferbastyczna szkoła
Ferbastyczna szkoła
Logo serii
Twórca: Sebolaaa
Sezon: drugi
Numer odcinka: 12 (w sezonie)

37 (w serialu)

37 (w historii)

Angielski tytuł: Bless you!
Chronologia
Poprzedni: Fineasza i Ferba Muzyczno-klipowe Odliczanie prowadzone przez Chinę Annę McClain i Sierrę McCormick
Następny: Nasz ślub
Świetnie! Pozbędziemy się tej szkoły tak samo jak tego stadionu...
- Moranica do Brunhildy

Jest to zwykły odcinek Seboliii.

Opis

Kiedy po zdjęciu gipsu Fineasz dostaje mocno piłką w nogę na wf-ie od Stephanie, zaczyna się przesadnie obawiać o swoje zdrowie. Tymczasem Vanessa brudzi garnitur Heinza, który miał założyć na jutrzejszy ślub, a Fretka i Stefa myślą, że Moranica spaliła Stadion Miejski oraz dowiadują się, że ma zamiar spalić szkołę.

Bohaterowie

Scenariusz

(W mieszkaniu Fretki i Stefy. Fretka i Stefa oglądają telewizję. Nagle na górze słychać krzyki z przekleństwami)

Fretka: O, świetnie, ci spod trójki znowu się kłócą...

Stefa: I to tym razem chyba porządnie! Patrz, leci tynk z sufitu!

Fretka: Pffff... to samo leci w kinie w Sosnowcu.

(Do mieszkania wchodzi jakiś facet)

Facet: No nie, sąsiedzi znowu się kłócą, a chciałem się w spokoju pofapać! Oj, nie to mieszkanie...

(Facet wychodzi)

Fretka: Ach, pewnie ten facet teraz bije swoją żonę... Wiesz co powinnyśmy zrobić?

Stefa: Tak, posłuchać o czym gadają!

(Czołówka)

Głos: A school,

Go to school,

Be in school

(Pojawia się Fineasz, a obok niego napis "Starring: Phineas Flynn")

And go in-to school!

Go to the school,

Be under and over,

And go to the in!

(Pojawia się Ferb, a obok niego napis "Starring: Ferb Fletcher")

Go to the school!

I want to the into, them!

Want be in the school!

New friends,

(Pojawia się Fretka, a obok niej napis "Starring: Candace Flynn")

New enemies,

New boys,

New girls,

(Pojawia się Dundersztyc, a obok niego napis "Starring: Heinz Doofensmirtz")

Go to the school!

I want to the into, them!

Want be in the school!

(Pojawia się Pepe Pan Dziobak, a obok niego napis "Starring: Perry the Platypus")

And common to go into theeem!

Go to the school!

I want to the into, them!

Want be in the school!

(Wszyscy wymienieni bohaterowie stają przed szkołą, a nad nimi pojawia się logo serialu)

And new friends is waiting neaaaaaaaaar heeere!

Go to the school!

Narrator 1: Ferbastyczna szkoła.

(Koniec czołówki)

Narrator 1: A... a... apsik!

Narrator: 2: Na zdrowie!

Narrator 1: Dziękuję!

Narrator 2: To nie było do ciebie, to był tytuł odcinka.

Narrator 1: Ahaa... okej.

(W mieszkaniu Fretki i Stefy. Dziewczyny nasłuchują kłótni sąsiadów)

Głos z góry: MOGŁAŚ WRZUCIĆ TE ZWŁOKI DO RZEKI!

Fretka: Wow, oni to jednak mają powody do kłótni...

Stefa: Ej, też czujesz ten smród?

Fretka: Tak, coś chyba się pali...

(Stefa odsłania okno i zauważa z Fretką palący się stadion)

Stefa: Fineasz i Ferb tam są i oglądają mecz FC Nowa Wieś kontra Real Świnoujście!

(Przed stadionem. Ludzie z przerażeniem z niego wybiegają z niego. Po chwili wybiegają z niego Fineasz, który już nie ma gipsu, i Ferb)

Fineasz: No bez kitu, akurat po tym jak ci zdejmują gips, bo miałeś złamaną nogę, jest jakiś pożar! Chciałem zobaczyć ten mecz, bo w końcu w FC Nowa Wieś grają Jacek Podatek, Heniek Pierdzibomba i Jarosław Kocimiętka, a w Realu Świnoujście gra Anatoliusz Twarożek i Mikołaj Pasiasty! Dziwne mają nazwiska, ale nie wspomnę już o naszej dyrektorce, której rodowe nazwisko to Curvehead...

Ferb: Ta, a zamówiłem te bilety już dwa i pół miesiąca temu. Szkoda tylko, że mecz był o szóstej. No cóż, przynajmniej nie spóźnimy się do szkoły, nie :D?

Fineasz: Ferb, nie stawia się minek w scenariuszu!

Ferb: Okej... :(

(Spółka zło. Heinz mierzy w swoim pokoju garnitur, a Vanessa siedzi na łóżku i go ogląda)

Dżingiel: Dusiek mierzy garnitur!

(Do pokoju wbiega zdyszana Abigail)

Abigail: Heinzuś, nie mam dobrych wieści!

Dundersztyc: Abiś, co się stało?!

Abigail: Przed chwilą dzwonili z baru. Powiedzieli, że ktoś się włamał tam tydzień temu. Całe to miejsce jest zdemolowane!

Dundersztyc: Ale... jak to było tydzień temu, to dlaczego dzwonią dopiero teraz?!

Abigail: Szczerze mówiąc nie zrozumiałam, bo gość cały czas gadał wierszem, a moda na to była dwa odcinki temu... Mówił, że go matka z domu wywaliła, bo przez sytuację w barze stracił swoje pieniądze, i dopiero teraz znalazł telefon. Jak go namierzyłam na mojej apce, to okazało się, że chwilowo jest w Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch w Walii.

Dundersztyc: I co my teraz zrobimy?! Ślub jest już jutro!

Abigail: No nie wiem, facet mi coś tam powiedział, że możemy tylko przełożyć wesele...

(Do pokoju wchodzi Roger)

Dundersztyc: Roger, a co ty tutaj robisz?!

Roger: Słyszałem, że jutro masz ślub.

Dundersztyc: Chodziło mi o to, jak tutaj wlazłeś?! Drzwi od mieszkania były zamknięte na klucz.

Roger: Mam klucz do miasta.

Dundersztyc: Wiedziałem, że można nim otworzyć każde drzwi! A tak dokładniej - to co ty tutaj robisz?!

(W szkole. Fineasz, Ferb i Klarisa stoją przy szafkach i gadają)

Ferb: I właśnie dlatego nie jem odtąd bakłażanów!

(Do szkoły wbiega Fretka ze Stefą. Zdyszana Stefa siada na ławce)

Stefa: Fretka, przecież mogłyśmy pojechać autem! I tak w ogóle zgubiłam płuca gdzieś dziesięć kilometrów temu.

(Fretka podbiega do Fineasza i Ferba)

Fretka: O, chłopcy, nic wam nie jest! Widziałam, że Stadion Miejski się palił!

Ferb: Nie, spoko, zdążyliśmy uciec. Wszyscy zdążyli... poza Baljeet'em.

(Do Fretki podchodzi Moranica z megafonem i przystawia jej do ucha)

Moranica (przez megafon): DRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!

(Fretka odskakuje do tyłu)

Fretka: Co pani wyprawia?!

Moranica: Dzwonki się zepsuły, dlatego muszę podchodzić do każdego z osobna i dzwonić mu w ucho.

Klarisa: Nie wpadła pani na to, że to innych denerwuje?!

Moranica: Widać, że jesteś nowa w tej szkole. A teraz rozejść się, wy mrówkojady jedne!

(Wszyscy poza Fretką i dyszącą Stefą rozchodzą się. Moranica wchodzi do stołówki)

Fretka: Stefa, chodź na lekcję. Nie chcesz chyba spóźnić się na geografię? Sama dobrze wiesz, że Marina skuwa spóźnialskich w kajdanki!

Stefa: Ja... ja... muszę... oddech... złapać!

Głos Moranici ze stołówki: Brunhilda? Masz towar?

Fretka: Co tam się dzieje?

(Fretka przystawia ucho do drzwi)

Głos Brunhildy ze stołówki: Tak, przyniosłam benzynę...

Głos Moranici ze stołówki: Świetnie! Pozbędziemy się tej szkoły tak samo jak tego stadionu...

Fretka: Stefa? Słyszałaś?!

Stefa: Ja... słyszę... tylko... bicie... mojego... serca! A wali... jak... mój... ojciec... konia!

(W sali sportowej. Wszyscy uczniowie stoją w rzędzie przed Jakubem, a Fineasz siedzi na koźle)

Jakub: Tak więc, dzisiaj gramy w zbijaka. Fineasz przez swoją nogę nie ćwiczy, a Ferb i Stephanie wybierają drużyny!

(Ferb i Stephanie wychodzą z rzędu i wybierają, kolejno wymienione osoby do nich podchodzą)

Ferb: Ja zacznę. Buford.

Stephanie: Alice.

Ferb: Izabela.

Stephanie: Klarisa.

Ferb: Jasmine.

Stephanie: Nicole.

Ferb: Nickie.

Jasmine: Thomas.

Ferb: Sasha.

Stephanie: Emily.

Ferb: Jake.

Stephanie: Amore.

Ferb: Nazz.

Stephanie: Justin.

Ferb: Emi.

Stephanie: Daniella.

Ferb: Lysanne.

Stephanie: Patrick.

Ferb: Baljeet.

Baljeet: Czemu mnie na końcu?!

Buford: Bo jesteś do d**y.

(Chwilę potem. Wszyscy grają. Baljeet łapie piłkę)

Buford: Dajesz, Baljeet!

(Baljeet rzuca piłkę, ale ona trafia w ścianę, odbija się i uderza go w głowę)

Nicole: To chyba liczy się jako zbity.

(Buford bierze piłkę i rzuca nią. Za jednym zamachem zbija osiem osób)

Buford: Tak!

(Alice chwyta piłkę i nią rzuca, ale trafia w siedzącego Patrick'a. Piłka wlatuje mu w fałdy na brzuchu)

Buford: Chwila, wyciągnę!

(Buford wyjmuje kanapkę)

Buford: Fuj!

Patrick: O, kanapka!

(Patrick zabiera Bufordowi kanapkę i ją zjada. Buford dalej szuka piłki)

Buford: Tam coś się rusza!

(Coś wciąga Buforda w fałdy Patrick'a. Po chwili Buford wyskakuje z jego brzucha z podartymi ubraniami i piłką w ręce)

Buford: To było straszne!!!

(Ferb zabiera Bufordowi piłkę i nią rzuca, ale Stephanie ją łapie)

Stephanie: Chciałbyś!

(Stephanie rzuca piłkę, jednak nie trafia tam gdzie chciała. Z ogromną prędkością uderza w wcześniej w gipsie nogę Fineasza. Fineasz z bólu upada na podłogę)

Jakub: Zabiorę go do pielęgniarki!

(Jakub chwyta Fineasza za nogę i ciągnie go za sobą, wychodząc z sali)

Ferb: Tak się chyba nie robi...

(W spółce zło. Vanessa siedzi na łóżku, a pozostali stoją i rozmawiają)

Roger: Brachu, słyszałem, że masz jutro wesele, dlaczego mnie nie zaprosiłeś?!

Dundersztyc: Mam być szczery? Bo cię nie lubimy.

Roger: Słuchaj, bracie, słyszałem, że ktoś rozwalił waszą knajpę. Mógłbyś zorganizować wesele w mojej sali balowej w ratuszu.

Dundersztyc: Masz salę balową w ratuszu? Zawsze myślałem, że ratusz to tylko budynek z urzędnikami.

Roger: Mam tam też salę gier, salę do karate i salę, do której ludzie wchodząc już nigdy nie wychodzą.

Dundersztyc: A co mi to da, jak zrobimy wesele u ciebie?

Roger: Mam tam wodospad czekolady.

Dundersztyc: To czemu żeś mi wcześniej nie powiedział?! Musimy rozesłać gościom SMS-y, że wesele będzie gdzie indziej.

(Abigail, Heinz i Roger wychodzą z mieszkania)

Vanessa: Yyyych, i cała moja praca poszła na marne! Do ratusza przecież się nie włamię... Przynajmniej tata zostawił swój garnitur. Ciekawe, czy pójdzie w takim ufajdanym.

(Vanessa wyjmuje z kieszeni roztopioną czekoladę i brudzi nią garnitur)

Vanessa: Hehe, może to coś da.

(W szkole. Fretka i Stefa stoją przy drzwiach od stołówki szkolnej. Moranica wychodzi z niej)

Fretka: Stać!!! Wiemy, co pani zrobiła!

Moranica: Czyli wiecie, że w dzieciństwie zabawiłam się z kozą?!

Fretka: Już się jakoś do pani przyzwyczaiłam, przez co ta informacja mnie nie dziwi.

Stefa: Ale chodzi nam o podpalenie stadionu! Wiemy, że to pani!

Moranica: Ech, wiedziałam, że szybko to się w tajemnicy nie przetrzyma! Ale powiem wam jeszcze jedno - mam zamiar spalić tę szkołę!

Fretka: Pani nie mówi na poważnie?

(Moranica podchodzi do drzwi)

Moranica: To się zaraz okaże...

(Moranica wybiega ze szkoły, zamykając za sobą drzwi wejściowe na klucz)

Fretka: O, nieee! Chyba spłoniemy żywcem! Nawet już czuję, że coś się pali!

Stefa: Fretka... to akurat ja spaliłam się ze wstydu. Rozumiesz?

Fretka: Nie!

Stefa: Ech, Fretka, przecież na pewno dyrektorka nie podpali tej szkoły. Rozumiem, że może i kiedyś skoczyła bez spadochronu z samolotu, czy utłukła kierowcę ciężarówki kiełbasą krakowską, a nawet odgryzła krowie ogon, ale nie sądzę, żeby była w stanie podpalić własną szkołę!

Fretka: W sumie... chyba masz rację. Ale po co nas tutaj zamknęła?!

Stefa: To mnie najbardziej dziwi... ale mamy okazję poszperać w jej gabinecie!

Fretka: Masz zamiar wchodzić do jej basenu?

Stefa: Bleee... nadal się nie przyzwyczaiłam do obecności basenu na środku korytarza. Dosłownie. Czytając SMS-a od mamy, wpadłam do niego.

(W domu Flynn-Fletcherów. Fineasz i Ferb siedzą w kuchni. Fineasz robi sobie kolację)

Ferb: Na szczęście nic poważnego ci się nie stało. Kilka centymetrów wyżej i mogłeś stracić nogę. Wstawisz mi grzanki?

Fineasz: Żartujesz sobie?

Ferb: Eeeem... czemu niby?

Fineasz: Stary, sam dobrze wiesz, jak one mogą być straszne, gdy niespodziewanie wyskakują. Można zejść na zawał!

Ferb: Fineasz, dobrze się czujesz?

Fineasz: Dobre pytanie. Sprawdzę swoją temperaturę.

(Chwilę później)

Fineasz: Ferb, dzwoń na pogotowie!

Ferb: Co? Co się stało?!

Fineasz: Mam temperaturę 36,7 stopni!

Ferb: Przecież to jest normalna temperatura!

Fineasz: Nie, normalna jest 36,6! Dzwoń szybko, zanim stracę przytomność!

Ferb: Stary, czy ty całkiem nie przesadzasz?!

Fineasz: Wiesz, chyba masz rację.

Ferb: No, widzisz... zakręciło ci się w głowie po tym, jak dostałeś piłką w nogę. To co, może pójdziemy jutro do kina?

Fineasz: Jutro? Nie ma mowy! Mam umówione wizyty u dermatologa, stomatologa, urologa, ginekologa i okulisty! Muszę sprawdzić mój stan zdrowia!

Ferb: Stary, opanuj się!

Fineasz: Dobry pomysł, zajrzę jeszcze do psychologa. Muszę też skontrolować swoją wagę, pójdę również do tłuszczologa.

Ferb: Nie ma czegoś takiego jak tłuszczolog.

Fineasz: To kto bada tkankę tłuszczową?

(Przed ratuszem stoją Roger i Abigail)

Roger: A gdzie się podział Heinz?

Abigail: Może do niego zadzwonię.

(Abigail wyjmuje telefon, wybiera numer do Heinz'a i przykłada telefon do ucha)

Abigail (przez telefon): Kocie, gdzie jesteś?

Dundersztyc (z telefonu, śpiewa): Jestem w T-Mobiiiile!!!

Abigail (przez telefon): To przyjdź pod ratusz!

Dundersztyc (z telefonu): Żartuję, jestem w środku.

Roger: Chwila, wszedł mi bez pozwolenia do ratusza?

(Chwilę później. Roger wbiega do swojego biura i widzi tam siedzącego Heinz'a z plakietką "Burmistrz Heinz")

Dundersztyc: Kto śmie przeszkadzać burmi...

Roger: Haha, zabawne, chodź tu.

(Roger chwyta Heinz'a za kitel i wychodzi z nim ze swojego biura. Dochodzą do sali balowej, gdzie czeka Abigail)

Dundersztyc: Eeee... aa... oo...

Roger: Tak, wiem, też byłem zachwycony tym miejscem, gdy zauważyłem je po raz pierwszy. Na końcu sali stoi łuk weselny pod którym będziecie mogli sobie obiecać wierność, posłuszeństwo, itp.

Dundersztyc: To miejsce jest niesamowite! I rzeczywiście macie tutaj wodospad czekolady!

Abigail (podchodzi do mężczyzn): Nie podoba mi się tutaj.

Dundersztyc (szeptem do Roger'a): Ma poważną wadę wzroku.

Roger (szeptem do Dundersztyca): To wyjaśnia, dlaczego chce z tobą spędzić resztę życia.

Dundersztyc: Kotku, musisz znieść ślub tutaj, innego miejsca nie ma.

Abigail: No dobrze... w końcu już jutro ślub.

(W szkole. Fretka i Stefa wchodzą do stołówki)

Fretka: ... i wtedy powiedziała, że słonie to odmiana kogutów.

Stefa: AAAAA!!! Pali się!!!

(Stefa i Fretka zauważają palący się stolik)

Fretka: Stefa, leć po gaśnicę! Trzeba odciąć dopływ tlenu!

(Stefa wybiega ze stołówki po gaśnicę, a Fretka zamyka okna. Stefa wraca z pączkiem)

Fretka: A gdzie gaśnica?!

Stefa: Nie było, ale za to leżał tam pączek.

Fretka: To jak zgasimy ogień?

Stefa: A bo ja wiem...

Fretka: To zamknij za sobą drzwi!

(Stefa zamyka drzwi)

Stefa: A może ten pączek...

(Stefa rzuca pączkiem w ogień, który gaśnie)

Fretka: Lol, tego bym się nie spodziewała.

(Do stołówki wchodzi Moranica)

Moranica: Czyli poznałyście moją tajemnicę...

Fretka: Tak.

Moranica: Więc będę musiała was zabić!!!

(Stefa i Fretka podbiegają do okna i je otwierają)

Moranica: To drugie piętro, a na dole posadziłam kaktusy.

Stefa: Wiemy, że lubi pani bawić się ogniem i zapewne chce pani spalić całe miasto! Niech nas pani nie zabija! Jesteśmy za młode...

Moranica: Jak nie powiecie nikomu o mojej pasji do układania budowli z wykałaczek to was oszczędzę.

Fretka: Chwila... pasji do układania budowli z wykałaczek?

(W domu Flynn-Fletcherów. Ferb siedzi w salonie i ogląda telewizję. Po chwili przychodzi Fineasz okryty kilkoma warstwami folii bąbelkowej)

Ferb: Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?!

Fineasz: Zostawiłem bluzę u Izabeli, więc muszę po nią pójść.

Ferb: Ale że w tym?!

Fineasz: Nie masz pojęcia jakie niebezpieczeństwa mogą czyhać na drodze. Samochody, piesi z nożami w rękach, spadające asteroidy...

Ferb: Zrobiłeś się już na maksa dziwny.

Fineasz: Nie zdziw się, jak na skutek twojej nieuwagi, zginiesz pierwszy.

(Fineasz wychodzi z domu, a Ferb wyciąga z kieszeni telefon i SMS-uje z Izabelą:

  • Ferb: Hej :)
  • Izabela: Hejka. Co tam???
  • Ferb: Zaraz przyjdzie do cb Finek. Okrył się kilkoma warstwami folii bąbelkowej. On popadł w jakiś szał ;_;
  • Izabela: To przez to, że Steph walnęła go piłką?
  • Ferb: Nom :P Ale trzeba coś z nim zrobić... Z kim ja bd budował kolejki?!
  • Izabela: Z/w, Fineasz przyszedł...

(Chwilę później)

  • Izabela: J/j. On rly jest jakiś dziwny -_-
  • Ferb: Ta, masz rację.
  • Moranica: Zgadzam się XD
  • Ferb: Chwila, czemu pani nam się do rozmowy wtrąca?!
  • Izabela: I jak?! Przecież to prywatna rozmowa! o.O

(Przychodzi Fineasz)

Fineasz: J/j... znaczy się już jestem. Co rb? Och, kurczę, przez wasze rozmowy u góry sam zacząłem tak gadać.

Ferb: Fineasz, nie możesz się tak zachowywać!

Fineasz: Ta, wiem, że nie powinienem tak gadać.

Ferb: Nie o to chodzi. Nie powinieneś... no sam wiesz! Z kim ja będę budował wynalazki, co?!

Fineasz: Wybacz, ale już mi przeszło co do budowania... tyle razy mogłem zginąć. Ale miałem farta i nie wiadomo, czy następnym razem będę miał.

Ferb: Stary, rozumiem, że to trochę ryzykowne, ale twoje zachowanie to przesada. Jak włączasz gaz na kuchence to trzymasz w ręce wąż ogrodowy, kanapki smarujesz łyżką, a o wchodzeniu do toalety nie będę już wspominał! Zmieniłeś się. Każdemu zdarza się w życiu jakiś wypadek, ale ciągłe umartwianie się nad sobą nic nie pomoże...

Fineasz: Wow, Ferb, wiesz, nie myślałem o tym nigdy w ten sposób. Chyba serio przesadziłem...

Ferb (w myślach): Wow, nie myślałem, że zadziałają na niego słowa. Myślałem, że trzeba będzie obmyślić jakiś szatański plan.

Fineasz: A wiesz co?! Pójdę do sklepu oddać tę kurtkę z folii bąbelkowej!

(Fineasz wybiega z domu)

Ferb: Na jego miejscu bym się pomartwił... o tej godzinie po mieście kręcą się dziwne typki.

(W spółce zło. Heinz przymierza garnitur, Abigail stoi obok niego w sukni ślubnej, a Vanessa siedzi na łóżku)

Dundersztyc: Och, kochanie, pomyśleć, że już jutro nasz ślub. Czuję się jakbyśmy poznali się zaledwie pięć miesięcy temu...

Vanessa: Bo się poznaliście pięć miesięcy temu.

Abigail: Taaak... wyglądamy tak pięknie. Ty z tą swoją wysportowaną sylwetką, sexy fryzurą i ja... nie ma piękniejszej pary na świecie!

Vanessa: Nie potrzeba żadnych zaświadczeń lekarskich, by stwierdzić, że masz zły wzrok. A poza tym, tato masz ubrudzony garnitur.

Dundersztyc: Och, rzeczywiście!

Vanessa: Nie no, moment, przecież to się nigdy nie wypierze!

Dundersztyc: Poczekaj chwilę.

(Heinz wyjmuje z kieszeni mały inator i postrzela się nim. Jego garnitur wygląda jak nowy)

Abigail: Hihi. Twoje maszyny są takie fajne.

Vanessa: Nie no, to jakiś żart...

Abigail: Jestem już zmęczona. Chcę spać.

Dundersztyc: Ależ oczywiście!

(Dundersztyc łapie Abigail w biodrach i kładzie ją na ramieniu)

Dundersztyc: Chodź ma pani...

(Heinz z Abigail na ramieniu wychodzi z pokoju)

Vanessa: Ech, jak oni się pobiorą moje życie legnie w gruzach!

(Po chwili słychać jak Heinz i Abigail krzyczą, a sekundę potem dźwięk rozbitych naczyń)

Vanessa: Oni do siebie nie pasują. No cóż, zostało mi tylko jedno wyjście z tej sytuacji...

(Vanessa wyciąga telefon i wybiera numer Fretki. Przykłada telefon do ucha)

Vanessa: Halo?

(W szkole. Fretka i Stefa siedzą przerażone pod oknem, a Moranica tuż przed nimi stoi)

Moranica: Od dawien dawna...

Fretka: Czyli?

Moranica: Od wczoraj. Zajmuję się robieniem budowli z wykałaczek. Zrobiłam już Wieżę Eiffel'a, Touch My Hall...

Stefa: Chyba Tadź Mahal...

Moranica: Nie, to jest Touch My Hall. Moja budowla, moja nazwa... Ale generalnie samo budowanie ich nie przynosiło mi satysfakcji, więc podpalałam każdą budowlę. Akurat to, że zbudowałam stadion i spaliłam go w dniu, kiedy to stało się z tym miejskim to czysty zbieg okoliczności. A akurat popołudniu miałam zamiar spalić wykałaczkową budowlę szkoły.

Fretka: Rzeczywiście... wszystko ma sens!

Moranica: No, to jak ma sens, to WYNOCHA Z MOJEJ SZKOŁY!!!

(Freka i Stefa wyskakują przez okno, krzycząc)

Moranica: Wow, niezłą znalazłam wymówkę...

(Napisy końcowe)

(Fineasz trzęsąc się z zimna idzie do domu. Jest nieopodal parku)

Fineasz: Brrrr... nie spodziewałem się, że w kwietniu będzie tak zimno. Mogłem jednak wziąć ze sobą kurtkę.

(Fineasz wchodzi do parku. Po chwili ktoś do niego dzwoni. Fineasz odbiera telefon)

Fineasz (przez telefon): Już zaraz będę w domu...

(Fineasz się rozłącza i chowa telefon do kieszeni. Idzie dalej, ale zatrzymuje go jakaś zakapturzona postać)

Fineasz: Eeem... przepraszam, mogę przejść?!

Postać: Albowiem, kiedy cały ród twój zginie, nastaną czasy mroczne w całej galaktyce. Rozpoczną się rządy tego, który wszystko zniszczy... Uważaj na siebie, bo to ty jesteś w tej wojnie najważniejszy.

Fineasz: Ale... co? O co...

(Postać zdejmuje kaptur i okazuje się nią Moranica)

Postać/Moranica: Zapamiętaj moje słowa, Fineaszu - przyszłość to jedynie postrach... i groza.

(Moranica zakłada kaptur i ucieka)

Fineasz: Co? Nic nie rozumiem...

KONIEC

Piosenki

Inne informacje

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.