FANDOM


Pechowy dzień

Fineasz i Ferb -Czas Judy
No Screenshot 2
Twórca: Martiz2000
Sezon: 1
Numer odcinka: 9
Opublikowano: 3 listopada 2013
Chronologia
Poprzedni: Fineasz i Ferb - Czas Judy/Podstawy przyłapywania
Następny: Fineasz i Ferb - Czas Judy/Wilkołak
Judy miała spokojnie spędzić kolejny dzień wakacji, ale okazało się, że jak magnes przyciąga promienie z inatorów Dundersztyca.

Bohaterowie

Pechowy dzień

To był kolejny spokojny dzień, ale nauczyłam się, że jeśli dzień jest spokojny, to musi mi się coś złego przydarzyć. Gdy zauważyłam, że psy nie szczekały, a nadpobudliwy sąsiad nie robił remontu o ósmej rano, wiedziałam, że stanie się coś nieoczekiwanego i przykrego w skutkach. Ciocia wyjątkowo nie musiała sprzątać szkła z podłogi po moim przyjściu, to zwiastuje nieoczekiwane kłopoty. Na śniadanie zrobiłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam przed telewizorem, żeby z ciocią pooglądać "Zagrajmy w Quiz!".

(W tym samym czasie)

-Jak widzisz Pepe Panie Dziobaku, mój PechowyDzień-Inator działa bez zarzutu! Kiedy byłem małym chłopcem wszyscy wokół mnie mieli szczęście, podczas, gdy ja miałem pecha, dlatego nigdy nie wygrałem wyborów na przewodniczącego pilnowania sadów, a zawsze trafiały mi się takie zajęcia jak np. pilnowanie świń. Na początku chciałem stworzyć SzczęśliwyDzień-Inator, ale pomyślałem, że znacznie bardziej nikczemnym pomysłem będzie zrobienie inatora, który nawet najlepszy dzień zmienia w koszmar! A ty nie możesz mnie powstrzymać!- rzekł Dundersztyc prowadząc swój długi monolog. Pepe, uwięziony w pułapce z podków wyjął spod kapelusza olejek do opalania i naspmarował się nim. Po chwili wyślizgnął się i uderzył Dundersztyca w twarz.

-Pepe Panie Dziobaku! Jak się uwolniłeś?- zapytał Dundersztyc uciekając przed swoim wrogiem. Agent P pokazał mu olejek do opalania.

-Te przeklęte kosmetyki! AAAAA!!!!!!!!- krzyknął Dundersztyc i biegnąc poślizgną się na olejku. Wrzeszcząc wpadł twarzą na przycisk wystrzału, a próbując złapać się maszyny ręką, zmienił cel wystrzału. Po wystrzeleniu promienia, Pepe rzucił opakowaniem od kosmetyku w przycisk autodestrukcji i zeskoczył z budynku na spadochronie. Inator wybuchł, a Dundersztyc nawdychał się dymu, przez co nie mógł nic powiedzieć.

(Po wystrzeleniu promienia, przed domem Judy)

Właśnie wyszłam z domu i jak zwykle chciałam pójść do Fineasza i Ferba, ale zauważyłam zbliżający się zielony kształt. Po chwili spostrzegłam, że to ten wredny zielony promień, który napastuje mnie od początku wakacji.

-Nie, no! Znowu?!- krzyknęłam, kiedy mnie trafił. Poczułam się, jakby mnie prąd kopnął, ale poza tym nie było żadnych zmian. Nie chciałam nikogo upokorzyć, czy coś w tym stylu. Jednak przezornie postanowiłam zostać w domu.

-Jak to? Nie idziesz do Fineasza Judytsu?- zapytała ciocia.

-Przestań mówić na mnie Judytsu!- wrzasnęłam.

-Wiesz, za moich czasów...-zaczęła ciotka. Raczej nie skończy przed północą. Nagle poczułam, że muszę coś zjeść. Wyjęłam z zamrażarki pizzę i wstawiłam do piekarnika. Zanim mój śniadanio-obiad będzie gotowy mam czas na pooglądanie telewizji. Wzięłam pilot i już miałam włączyć, kiedy nagle telewizor po prostu wybuchł! Szybko wybiegłam z salonu (przy okazji zadławiłam się dymem) i udałam się do kuchni.

-Ciociu, telewizor znowu się zepsuł!- krzyknęłam. Postanowiłam poczekać w kuchni. Gdy chciałam usiąść na krześle ono po prostu się połamało.

(20 minut później)

Pizza nareszcie była gotowa. Wzięłam ręcznik, aby się nie poparzyć i otworzyłam piekarnik. Szybko odsunęłam się, ponieważ zaraz powinno wylecieć ciepłe powietrze. Stałam tk przez chwilę, ale nic nie poczułam. Nachyliłam się nad piekarnikiem i właśnie w tej chwili w moją twarz uderzyło gorące powietrze.

-AAAA!!!!! Piecze! Piecze! Boli, boli, boli!!!- krzyczałam. Przez chwilę miotałam się po kuchni, ale po chwili czułam się prawie dobrze. Chociaż łzawiły mi oczy, podeszłam do piekarnika i wyjęłam pizzę. Nagle upuściłam ją na ziemię. Oparzyłam całą rękę! Zapomniałam o ręczniku! To boli!!! Szybko wsadziłam rękę pod zimną wodę, która okazała się być gorącą wodą. Wrzeszczałam tak, że na pewno usłyszeli to moi rodzice mieszkający w Polsce. W przerwie pomiędzy kolejnymi wrzaskami zajrzałam do salonu. Ciocia nie zwracała uwagi na moje wrzaski, tylko opłakiwała telewizor. Tak, na pewno ciocia Elizabeth bardzo mnie kocha...

(Pół godziny póżniej. Judy skończyła wrzeszczeć)

Przed chwilą skończyłam wrzeszczeć, ale ból pozostał. Z lekkim wachaniem wyszłam z domu i udałam się w stronę ogródka Fineasza i Ferba.

To są same złe rzeczy!

Po tych wszystkich złych rzeczach wiedziałam, co muszę zrobić! Fineasz, Ferb, Izabela, Fretka, Buford, Baljeet... Inni poczekają!

(Godzinę później. Ogródek Fineasza i Ferba)

-Ferb, wiesz może, gdzie jest Judy? Dzisiaj jej w ogóle nie widziałem- zapytał Fineasz.

-Mi nie przeszkadza, że jej nie ma- wtrąciła się Izabela- Ostatnie chwile szczęścia stracone- burknęła, kiedy zobaczyła, że wchodzę do ogrodu.

-Jeśli chodzi o szczęście, to go potrzebuję!- powiedziałam. Wszyscy zaniemówili.

-Co? Nie widzieliście nigdy kogoś obwieszonego podkowami, z kartami w butach, woreczkami z jedno groszówkami na rękach i szczęśliwym szalikiem cioci na szyi?- zapytałam.

-Po co ci to wszystko? Wybierasz się na jakiś bal?- zapytał Buford, czerwony od śmiechu.

-Śmiej się ile możesz! Szkoda, że mam pechowy dzień, bo bym skorzystała z argumentu Mary!- krzyknęłam.

-U, twoja zmyślona Mary! Już się boję!

-Półgłówek!

- Straszna, śliczna panienka!

-Spadaj!

-Ej, uspokujcie się! Judy, co to znaczy, że masz zły dzień?- zapytał Fineasz.

-Pamiętasz ten wredny zielony promień? To on! Wiesz co, chórki zanucą ci piosenkę, wtedy zrozumiesz wszystko- powiedziałam.

(Po powtórce piosenki)

-Ok, teraz już wszystko rozumiem. Wystarczy tylko zbudować maszynę, która da ci szczęście. Talizmany nie pomagają?- zapytał Fineasz.

-Nic nie robią. Po drodze do waszego ogrodu dostałam piłką do nogi. Nawet nie wiem, skąd się tam wzięła- odpowiedziałam zrezygnowana.

-Spokojnie zaraz to załatwimy! Ej, gdzie jest Baljeet?- zapytał Fineasz.

-Stoję obok ciebie Fineasz- rzekł Baljeet.

-Baljeet! Musisz zrobić obliczenia dotyczące szczęścia potrzebnego do naszej maszyny. Zrobisz to, prawda?- poprosił Fineasz.

-Cóż, szczęście jest kwestią trudną do obliczenia. Nie wiem, czy...-oporował Baljeet.

-TERAZ!!!- wrzasnęłam.

-Dobra! Nie bij!

Po mojej interwencji wszyscy wzięli się do pracy. Ja wolałam niczego nie ruszać. Nagle Buford zamachnął się młotkiem, a on wypadł mu z rąk. Jakimś cudem narzędzie poleciało w moją stronę i uderzyło mnie w głowę. Straciłam przytomność.

-Judy! Judy! Judy!- usłyszałam głos Buforda. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam jego i całą resztę nachylającą się nade mną. Podjęłam szybką decyzję i uderzyłam pięścią Buforda w twarz.

-To bolało!- krzyknął.

-Młotek też!- kontratakowałam.

-Spokój! Judy, kiedy spałaś strzeliliśmy w ciebie różowym promieniem... Różowym, nie zielonym!... Nie mogę pokazać ci maszyny, bo już zniknęła, ale chyba wszystko wróciło do normy- powiedział Fineasz. -Mam nadzieję! A teraz wybaczcie, ale jestem zmęczona - powiedziałam i zasnęłam.

Jak oceniasz odcinek "Pechowy dzień"?
 
4
 
2
 
0
 
0
 
1
 

Ankieta stworzona dnia cze 23, 2014, o godzinie 08:49.
Oddanych głosów: 7

Poprzedni:
"Podstawy przyłapywania"

Fineasz i Ferb - Czas Judy

Następny:
"Wilkołak"

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.