Fanowska Fineasz i Ferb Wiki
Advertisement
Fanowska Fineasz i Ferb Wiki


Rozpoczyna się nowy rok szkolny. W związku z tym Izabela postanawia urządzić tradycyjne piżama party. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem i zmuszona jest prosić Daniellę o pomoc. Impreza zorganizowana w domu rodzinny Shine, przybiera niespodziewany obrót.

W międzyczasie Agenci O.B.F.S.'u udają się na kolejne nocowanko u Pinkiego. Wcześniej jednak otrzymują, wezwanie na nadzwyczajne zebranie zwołane przez samego Majora Monograma. Dowódca dzieli się z nimi ważnymi wieściami.

Bohaterowie

Fabuła

Część 1

Danny stała przed drzwiami z olbrzymim napisem "SALA 221". Dziewczyna westchnęła ciężko, wywróciła oczami z rezygnacją i pchnęła drzwi gabinetu. Jej oczom ukazał się istny harmider. Wszędzie rozbrzmiewały radosne głosy i śmiechy dzieci, które po dwóch miesiącach rozłąki z powodu wakacji, znów mogły spędzać ze sobą czas. Dookoła śmigały kolorowe samolociki i papierowe kulki. Nikt nie zwrócił nawet najmniejszej uwagi na Nową.

Danny wykorzystując sytuację niepostrzeżenie udała się ku wolnemu miejscu na samym końcu klasy.

Jedenastolatka usiadła na krzesełku i rozejrzała się po klasie. Z nią było dziewiętnaście osób z czego znaczna część klasy to chłopcy. Dziewczyn było pięć. Trzy z nich na samym przedzie klasy rozmawiały ze sobą i głośno się śmiały, to one robiły największe zamieszanie i hałas. Czwarta dziewczyna siedziała tyłem do niej na blacie stolika dwa miejsca dalej i rozmawiała z jasnowłosym chłopcem. Miała kręcone, kasztanowe włosy w których można było dostrzec niebieskie pasemka.

W końcu drzwi gabinetu otworzyły się i weszła przez nie niska, starsza pani. Na jej widok klasa natychmiast umilkła. Kobieta odchrząknęła kilka razy i rozpoczęła.

- Witam was serdecznie, po wakacjach. Widzę, że wszyscy są cali i zdrowi, i że w tym roku wyjątkowo nikt sobie niczego nie połamał. Mam nadzieję, że wakacje mieliście udane. - Klasa odmruknęła, że było całkiem nieźle. - No to się cieszę. Zanim zacznę moje tradycyjne paplanie, chciała bym wam kogoś przedstawiać. W tym roku będziemy mieć nową uczennicę, Daniellę Shine. Daniello pokaż się gdzie jesteś? - Danny posłusznie wstała z krzesełka. - O tu jesteś. To może powiesz coś o sobie klasie?

- Więc... Nazywam się Daniella Shine i już prawie od miesiąca mieszkam w Danville. Przeprowadziłam się tu z Okręgu Czterech Stanów. Mam starszego brata o imieniu Scott. Moim ulubionym zajęciem jest budowanie dziwnych urządzeń. Nie umiem pływać, ani gotować. Mam dziobaczkę, którą nazwałam Pennyline, ale ona bardzo nie lubi tego imienia i woli jak się do niej mówi Penny. Jest naprawdę wspaniałym zwierzakiem i moją najlepszą przyjaciółką. Penny jest bardzo ułożona i kulturalna, nigdy nie załatwia się na dywan, i je z zamkniętą buzią. Jest bardzo zajętym zwierzęciem, ale w wolnym czasie często się ze mną bawi, lubi też czytać komiksy o "Przygodach Agenta Spika". Coś więcej? - zwróciła się do wychowawczyni.

- Dobrze - odparła kobieta po chwili. - Na razie wystarczy. Usiądź - Danny posłusznie zajęła swe miejsce. Jej zdaniem takie przedstawianie się było głupie, nikogo to w końcu nie interesuje. - To może teraz ja się przedstawię. Nazywam się Christine Nad, jestem nauczycielką matematyki, a także wychowawczynią klasy. A teraz do rzeczy - i tu zaczęło się standardowe paplanie.

Po jakiś piętnastu minutach rozległo się pukanie, wszyscy zwrócili swe spojrzenia ku drzwiom.

- Proszę wejść! - zawołała matematyczka. Drzwi się otworzyły, stał w nich Ferb, Nazz i Buford. - Co was do mnie sprowadza? - zapytała pani Nad przyglądając się trójce dzieci z zainteresowaniem.

Nazz jak zwykle uśmiechała się psychopatycznie. Ferb spoglądał na nią jak by chciał ją zamordować i zapewne chciał. Buford stał nieco z tyłu i wyglądał jak typowy szkolny osiłek z tępym wyrazem twarzy, zawsze tak wyglądał będąc w gabinecie matematycznym.

- Profesor Grenn prosi panią o pomoc. Znów ma problem z włączeniem rzutnika - oznajmił Ferb z pełną powagą.

Christine westchnęła ciężko. Przeprosiła klasę po czym wyszła za trójką uczniów. Nie minęła minuta, a w klasie znów zapanował ogólny harmider.

Danny już miała zamiar niezauważona wymknąć się z sali, gdy ktoś do niej podszedł. Była to jedna z dziewczyn siedzących z przodu klasy. Miała jasne blond włosy i błękitne oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się do Danielli serdecznie.

- Cześć, jestem Natalie - przedstawiła się.

- Cześć. Jestem...

- Tak wiem, jesteś Daniella, przedstawiałaś się nam przed chwilą - przerwała jej Natalie i kontynuowała. - Jeśli chcesz to możesz się do nas przyłączyć. No wiesz do naszej paczki.

- Ty pewnie jesteś przywódczynią tego stada?

- Stada?

- Paczki znaczy...

- No można tak powiedzieć... To jak przyłączysz się? No wiesz dziewczyny muszą trzymać się razem.

- Och... To dlaczego tamta dziewczyna siedzi sama? - zapytała Danny wskazując na kasztanowłosą.

- Ivette to dziwaczka - odparła krotko Natalie, nawet nie spoglądając na wskazaną dziewczynę. - Jest chłopczycą i w ogóle nie pasuje do naszej paczki. Ale ty to co innego.

- Ty mnie nawet nie znasz - oznajmiła poirytowana jedenastolatka.

- Ale widzę, po tobie, że się do nas nadajesz - odparła blondyna uśmiechając się krzepiąco.

- Nie wiem czy mam to traktować jako komplement. - Danny zerknęła krótko Ivette. - Wiesz wydaje mi się, że Danny wolała by się jednak przyjaźnić z Ivette, niż z tobą.

- Danny? - zdumiałą się Natalie.

- W sensie... Wolałabym ja, przyjaźnić się z Ivette niż z takimi jak ty - odparła brązowowłosa i uśmiechnęła się sztucznie.

Natalie prychnęła po czym wróciła do swoich psiapsiółek.

Siedząca dwa miejsca dalej Ivette odwróciła się ku Danielli i uśmiechnęła serdecznie. Ten jeden uśmiech wystarczył, by dziewczyna zdała sobie sprawę, że Iv wszystko słyszała.

Kilka minut później wróciła pani Christina. Z jej wyrazu twarzy można było odczytać, że uruchomienie rzutnika nie należało do najprostszych rzeczy. Kobieta kontynuowała swój monolog, rozdała wszystkim plan lekcji, po czym kazała uczniom udać się do domu.

Danny prawie wybiegła z klasy. Już prawie się udało, byle nikt jej teraz nie zatrzymał...

Wtem ktoś krzyknął jej imię. "Spokojnie, spokojnie udawaj, że nie słyszysz." Dziewczyna szła sztywno, krzyk jednak niemal za jej plecami. Tego już nie mogła "nie słyszeć".

Dziewczyna zatrzymała się z westchnieniem i odwróciła. Stała przed nią Ivette wraz z blond chłopakiem o brązowych oczach.

- Ja chciałam się tylko przedstawić - oznajmiła kasztanowłosa na wydechu. - Ja jestem Ivette, a to mój przyjaciel Artur. Chciałam ci podziękować, za to co powiedziałaś Natalie, to było bardzo miłe.

- Mówię co myślę - odparła dziewczyna wzruszając ramionami.

- No tak, czy inaczej... Wielkie dzięki. Jeśli byś chciała iść gdzieś ze mną i Arturem to...

W tym momencie do stojącej trójki podbiegła Nazz. W ręku trzymała kawałek porysowanej kartki.

- Danny... Zobacz - wydyszała łapiąc oddech i opierając się jak gdyby nigdy nic o ramię Artura. - Zobacz co Ferb napisał! - i wcisnęła Danielli kartkę do rąk.

Nim brązowowłosa zdążyła przeczytać napis na kartce, ktoś wyrwał jej ją z rąk. Danny zerknęła na złodzieja. Był to Ferb. Zielonowłosy pospiesznie zmiął kartkę i nie wiedząc co z nią zrobić, zjadł.

- Ale z ciebie głąb - oznajmiła Niebieska kręcąc z niedowierzaniem głową.

- Azcebeedza - wymamrotał chłopak. Przełknął papier i powtórzył. - A z ciebie przebrzydła jędza. Cześć Danny.

- Cześć wam.

- Kim są twoi znajomi? - zapytał zielonowłosy spoglądając na Iv i Artura. Jego spojrzenie na ułamek sekundy dłużej zatrzymało się na blondynie.

- To jest Ivette i Artur, moi nowi koledzy z klasy - odparła dziewczyna.

- Miło nam poznać - powitała ich radośnie Nazz. - Ja to Nazz, a ten zielonokudły to Ferbotroniks.

- Ferb, po prostu Ferb - oznajmił zielonowłosy zażenowany zachowaniem przyjaciółki. - Danny co robisz później? Bo pomyślałem, że byś do nas wpadła...

- Wybacz Ferb, ale dziś nie mogę. Mam sporo spraw na głowie.

- Och rozumiem. Wracasz już do domu? Może cię odprowadzić?

- Nie, nie musisz.

- Dobra... no to pa - i oddalił się.

Nazz w podskokach udała się za nim, drąc się mu nad uchem.

- Chyba się dziewczyna w końcu na tobie poznała.

Po chwili do dwójki przyjaciół dołączyli pozostali Buford, Baljeet, Malcolm (jeden z przyjaciół Nazz), Fineasz i Izabela. Danny pozostała z Ivette i Arturem.

- Więc znasz Fineasza i całą resztę? - zdumiała się nowa znajoma panny Shine.

- No mieszkają w okolicy to się z nimi zaprzyjaźniłam - odparła dziewczyna beztrosko.

- Ach... Jak co... To wiesz...

- Tak. Wielkie dzięki za propozycję. Z chęcią kiedyś się z wami gdzieś wybiorę, tylko dziś niestety nie mam czasu.

- W porządku. No to na razie.

Dzieci pożegnały się i rozeszły. Danny ruszyła ku przedmieściom, a Ivette i Artur do centrum miasta.

Po kilkunastu minutach, brązowowłosa dotarła do domu.

- Cześć siostra - powitał ją na wstępie Scott. - Dobrze, że już jesteś. Ja nie wiem co ta twoja Penny tak świruje, ale odkąd wróciłem z twojego pokoju dobiegają... Dziwne i niepokojące dźwięki. Chciałem to sprawdzić, ale drzwi są zamknięte i nie mogłem wejść.

- Dzięki Scott. Spoko zajmę się tym - odparła Daniella i wspięła się po schodach do swego pokoju.

Podeszła do drzwi i załomotała pięścią.

- Otwórz mi no! No to ja, wróciłam już.

Drzwi otworzyły się, stała w nich Penny. Futerko miał pokryte smarem, a w łapie trzymała wiertarkę.

- Właź i zamknij drzwi - bąknęła dziobaczka i wróciła do przerwanej czynności.

Dziewczyna posłusznie wykonała co jej przyjaciółka nakazała i położyła się na łóżku. Tymczasem Penny wierciła coś przy olbrzymiej maszynie.

- Długo to jeszcze potrwa? - zapytała sięgając po komis "Przygody Agenta Spika" i otwierając go na pierwszej stronie. - Chcę w końcu odzyskać swoje ciało.

- Nie denerwuj mnie. Trzeba było mi wczoraj nie zalać stabilizatora oranżadą.

- To  był wypadek! - zawołała dziewczyna i przewróciła stronę w komiksie.

- Wypadek przez który zamieniło nas ciałami - warknęła Daniella w ciele Penny.

- Mogło być gorzej - oznajmiła Penny w ciele Danny.

Kilka godzin później nic nie wskazywało na to by dziobaczka Danny posunęła się w naprawianiu urządzenia.

- Może ci pomogę? - zaproponowała dziewczynka Penny.

- Nie dziękuję, poradzę sobie.

W tym momencie doszło do niewielkiej eksplozji. Danny z wściekłością cisnęła wiertarkę w przeciwległa ścianę.

- Mam dość na dzisiaj, idę spać - oznajmiła wskakując na łóżko i zakopując się w pościeli tuż przy pochłoniętej lekturą Penny.

- Rozumiem, że jutro też mam cię zastąpić w szkole?

- Poproszę.

- Będzie ciekawie, nie ma co... - uśmiechnęła się Penny.

Część 2

Miarowe stukanie młotka o metalową blachę przerwał nagły trzask zamykanych drzwi. Po chwili dał się słyszeć tupot stóp na schodach, a w następnej minucie w drzwiach ukazała się Pennylin w ciele Danielli z pochmurną miną. Dziobaczka weszła do pokoju wlokąc za sobą torbę z podręcznikami. Zatrzymała się przy łóżku.

Danny przez cały czas obserwowała ją z uwagą.

- Co masz taką złowrogą minę?

Penny westchnęła ciężko.

- Dostałam wiadomość od Perry, że Monogram wybrał go jako przedstawiciela w Japonii na wymianie międzyagencyjnej. Wyobrażasz sobie? Wybrał JEGO! Nie MNIE! JEGO! A dlaczego?

- Nie mam bladego pojęcia - odpowiedziała obojętnie Dani i wróciła do walenia w blachę.

- Bo jest LEPSZYM agentem! Rozumiesz to? LEPSZY, Perry jest LEPSZY ode mnie!

- Musiałaś się mocno wkurzyć...

- Nie no co ty... Tylko po prostu grzecznie wytłumaczyłam mu, że to nieprawda, i że to JA jestem NAJLEPSZYM agentem w organizacji.

- A on co na to?

- Wyśmiał mnie! Padalec mnie wyśmiał! I stwierdził, że nie mogę być najlepsza, bo jestem dziewczyną!

- Perry tak powiedział?

- No nie powiedział tego wprost, ale wiem że właśnie to miał na myśli.

- Czyli krótko mówiąc pokłóciliście się, bo Monogram bardziej ceni sobie Perry jako agenta niż ciebie?

- Tak. Definitywnie, to koniec naszej przyjaźni. Więc jak następnym razem zapytasz mnie co u Perry to wiedz, że nie wiem co u Perry. W ogóle kto to jest Perry? Skąd mam to wiedzieć? Nie znam żadnego Perry. Perry dla mnie przestaje istnieć.

- I to dlatego wróciłaś tak wcześnie do domu? Bo pokłóciłaś się z Perry? Jeśli zerwałaś się ze szkoły z tak absurdalnego powodu...

- Nie, no coś ty. Jestem sumienną uczennicą.

- Więc dlaczego już wróciłaś? Nie ma jeszcze dwunastej.

- Och... Po tym jak wozy strażackie odjechały, kazali nam wracać do domu...

- Co wozy strażackie robiły w szkole?

- No gasiły pożar...

- CO?

- Spokojnie, nic się nikomu nie stało, wszyscy wyszli z pożaru bez szwanku – odparła dziobaczka machając uspokajająco ręką. - Ale prze kilka dni będziesz mogła odczuwać w szkole, nieprzyjemny zapach spalonej gumy i zgniłego jajka, a sport będziesz miała przez najbliższe kilka tygodni na dworze. Trochę czasu minie nim wyremontują halę gimnastyczną.

- Ale jakim cudem hala gimnastyczna stanęła w płomieniach?

- Przypadkiem... - odparła wymijająco Pen nie patrząc na swą właścicielkę.

- Penny... Wydaje mi się, że nie mówisz mi całej prawdy...

Penny przewróciła zrezygnowana oczami i odparła.

- No bo widzisz... Istnieje prawdopodobieństwo, że to ja, Nazz i Ivette ten pożar, zupełnie niechcący, wywołałyśmy...

- ŻE CO!

- Spokojnie, nie złapali nas. Nie poniesiesz za to żadnych konsekwencji.

- Mam nadzieję, bo jeśli ja będę mieć kłopoty przez ciebie, to ty też je będziesz mieć - oznajmiła Daniella spoglądając na przyjaciółkę złowrogo. - Ale wytłumacz mi, jak, u licha, udało wam się wywołać pożar i dlaczego?

- No przecież mówię, że przypadkiem. Trzecią lekcją był sport i mieliśmy mieć go wspólnie z klasną Nazz, jest w niej też Ferb tak nawiasem. Nazz bardzo nie lubi sportu i chciał się jakoś wymigać. Wpadła więc na pomysł, że rozpyli na hali jakąś śmierdzącą substancję i wtedy nie będziemy ćwiczyć. Mnie też jakoś nie rwało się do wysiłku fizycznego, więc postanowiłam jej pomóc, a po krótkich namowach Iv, pchana żądzą przygód i nowych doświadczeń, też się zgodziła. Jestem bardzo przekonywującą osobą. Tak więc ja i Nazz wkradłyśmy się do pracowni chemicznej, i wykradłyśmy jakieś fiolki. Iv stała na czatach i odciągała uwagę nauczycieli, budziła najmniejsze podejrzenia. Potem tuż przed trzecią lekcją, cichaczem weszłyśmy na halę i zmieszałyśmy te substancję... To były złe substancje. Owszem śmierdzące, ale i łatwopalne... - Penny zamilkła na chwilę i zamyśliła się, Danny natomiast wpatrywała się w nią szeroko otwartymi oczami. Po chwili Pennyline kontynuowała z pełną powagą. - Kiedy Nazz mówi, że wie co robi, to niekoniecznie tak jest... W każdym razie jest noga z chemii - zakończyła swoją historię i opadła na łóżko.

- Muszę jak najszybciej nas z powrotem odmienić – skwitowała Danielle, podczas gdy jej przyjaciółka wyklinała Perry, za jego "fałszywość", 'dwulicowość' i "nieposzanowanie dla jej osoby".

Po chwili Danny uświadomiła sobie jedną ważną rzecz.

- Penny, kim jest Ivette? - nie miała pojęcia o jakiej Ivette, mówi Penny.

- Ach no tak, bo ty przecież nie wiesz – zawołała dziobaczka uderzając się w głowę otwartą dłonią, na co Danny przewróciła oczami. - Ivette, wraz z Arturem są twoimi nowymi przyjaciółmi...

- Znów wybierasz mi przyjaciół? - wtrąciła się dziewczyna, zakładając łapki na piersi.

Penny przemilczała tę uwagę.

- Oboje chodzą z tobą do klasy i jesteście w jednej paczce. Ivette to pełna energii dziewczyna kochająca sport i jazdę na desce, na pewno się polubicie. Inne dziewczyny w twojej klasie to straszne jędze są. Artur, natomiast, jest nieco nieśmiały i cichy, to skryty romantyk i mogę się założyć o 20 dolców, że czuje mięte do Ivette – zawołała z pewnym siebie głosem.

- Widzisz ship nawet w ogórku i pomarańczy – mruknęła Danny i na dobre wróciła do naprawiania sprzętu.

Przez resztę dnia Danny usilnie starała się naprawić sprzęt, który przypadkiem zamienił ją i Penny ciałami. Musiała to zrobić samodzielnie bo ani taty, ani Phineasa i Ferba nie mogła poprosić o pomoc, zmuszona byłaby potem wymyślać kolejną zwariowaną historię, po co jej był stabilizator neuronowy i jak w jej pokoju znalazła się ukryta pracownia, nie uniknęła by bowiem z ich strony kłopotliwych pytań. Natomiast proszenie o pomoc kolegów z pracy było dla niej kłopotliwe i niezręczne, nie znała ich za dobrze i w pełni nie ufała, a sprawa nad którą obecnie pracowała była nieco tajna. O zamianie wiedział jedynie Major Monobrew, bo Penny, zmuszona wziąć zaległy sprzed kilku lat urlop, musiała podać powód dla którego ów urlop chce wziąć.

Penny przez cały dzień towarzyszyła Danielli w jej zmaganiach, wychodząc z pokoju jedynie za potrzebą i by coś zjeść.

Gdy po kolacji Penny, wróciła do pokoju Danielli zastała ją z szerokim uśmiechem na ustach, a raczej dziobie.

- Udało się – zawołał uradowana dziewczyna.

Dwie minuty później obie były już we własnych ciałach.

- Nareszcie! - wykrzyknęła uradowana Penny i uściskała swój ogon. - Czy to jest smar? - zapytała na widok łap i ogona, umorusanych czarną i tłustą substancją.

- Tak... - odparła beznamiętnie brązowowłosa, leżąc na łóżku i wpatrując się w sufit.

- I jak ja mam to cholerstwo domyć, hę? - zapytała rozgniewana dziobaczka, usiłując wytrzeć brudne łapki o jeszcze brudniejszą ścierkę.

- Mam w łazience taki specjalny szampon z hipopotamem na butelce, a jak on nie pomoże to dodaj trochę sody – odparła dziewczyna, przewracając się na bok.

Po półgodzinnej kąpieli, Penny wróciła do pokoju przecierając się ręcznikiem. Fakt, że dziobak sam pływa sobie w wannie, w tym domu nikogo nie dziwił.

- Dobrze, że udało Ci się już nas odmienić. Będziesz mogła sama ugościć Nazz i Ivette.

Na te słowa jedenastolatka poderwała się z łóżka.

- Zaprosiłaś Nazz i Ivette, i nie zapytałaś mnie o zdanie?

- Przecież nigdy cię nie pytam – odparła brązowooka, wzruszając łapkami.

- Ale to co innego... Ja nawet nie wiem jak ta Ivette wygląda...

- Spokojnie zrobiłam jej zdjęcie – odparła dziobaczka. Podeszła do torby szkolnej Danielli i wyciągnęła z niej telefon. - Spójrz – oznajmiła pokazując jej ekranik komórki. - Ta kasztanowłosa to Iv, a ten obok blondyn to Artur, a z tyłu za nimi idą Nazz i Izabela.

Zdjęcie przedstawiało dziewczynę o kręconych kasztanowych włosach, w których widać było niebieskie pasemka, jej zielone oczy spoglądały śmiało w obiektyw. Iv obejmowała ramieniem stojącego obok blondyna, który spoglądał na nią nieśmiało brązowymi oczami. Za nimi widać było zasmuconą Izabelę i jak zwykle niepokojąco szczęśliwą Nazz.

- I co mi dało, że wiem jak wyglądają? - zapytała Danny.

- No mówiłaś, że nie wiesz, a teraz już wiesz! Dzięki mojemu genialnemu zdjęciu... - oznajmiła dumna z swej zapobiegliwości dziobaczka.

- Ale tu nie o to chodzi! - wykrzyknęła poirytowana niebieskooka.

- Więc o co, hę?

- Nawet nie spytałam się rodziców o zgodą... - zaczęła tłumaczyć się dziewczyna.

- Twoja staruszkowie na pewno się zgodzą, oni godzą się na wszystkie twoje pomysły, co mnie chwilami przeraża, bo jaki normalny rodzić, pozwoliłby trzymać dziecku w pokoju pluton?

- Trzymam go w antyradiacyinym pojemniku... - zaczęła Danny.

- Ale wracając – kontynuowała tamta. - Zaprosiłam je tylko z tej prostej przyczyny, że mają ci pomóc w urządzeniu piżama party. Chyba nie chciałabyś się z tym babrać sama, hę?

- Jakiego piżama party? - zawołała skołowana Daniella. Nie mogła pojąć jak Penny szybko potrafi zmieniać tematy.

- To ci nie mówiłam? Byłam przekonana, że ci mówiłam... No ale mniejsza. Urządzasz piżama party – oznajmiła dziobaczka i uśmiechnęła się szeroko.

- Ale jak to?

- Więc może ci opowiem. To było tak.

Część 3

[...]RETROSPEKCJA[...]

To było tuż po tym jak zrobiłam to genialne zdjęcie, co ci je przed chwilą pokazałam. Ruszyliśmy wspólnie z Iv i Arturem w stronę klasy języka... No jakiegoś tam języka, kiedy podeszła do nas zasmucona Izabela wraz z Nazz.

- Danny możemy porozmawiać? - zapytała na wstępie.

Artur poszedł dalej, a Iv została ze mną.

- Izabelo, coś się stało? - zapytałam na widok jej strapionej miny. - Wyglądasz jakbyś przegapiła najnowsze wydanie "Przygód Agenta Spika".

- No właściwie, to tak - westchnęła ciężko czarnowłosa. - Pamiętasz te piżama party na które cię zaprosiłam przed pierwszą lekcją?

Wróciłam wspomnieniami do wydarzeń sprzed godziny:

[...]retrospekcja w retrospekcji[...]

Izabela podeszła do mnie z szerokim uśmiechem na ustach i oznajmiła wesoło.

- Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego wraz z Ognikami urządzamy w sobotę piżama party. To nasza tradycja. Co ty na to? Masz ochotę wpaść?

- Jasne, że tak.

[...]koniec retrospekcji w retrospekcji[...]

- Jasne, że tak. I co z tym piżama party? - zapytałam.

- W tym roku Milly miała je zorganizować, ale właśnie się dowiedziałam, że nie może tego zrobić. Miała inwazje skunksów i śpi obecnie z rodziną pod namiotami, w jej domu nie można wytrzymać.

- Och, przykro mi. A żadna inna dziewczyna nie może?

- No właśnie nie. Katy ma młodsze rodzeństwo, mama Holly jest chora, rodzice Addyson wyjeżdżają, Greta ma przeprowadzkę, u Ginger jej siostra Stefa już zaklepała dom na ten weekend, a ja mam szlaban na organizowanie wszelkich zabaw.

- U, no to kiepsko – przyznałam.

- No – westchnęła Iza. - Więc żadna z Ogników nie może, a mieszkanie Nazz jest za małe, zostałaś nam tylko ty.

- Z chęcią zorganizuję tę imprezę! – odparłam po głębokim zastanowieniu... No dobrze kłamię, w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Uznałam, że ty byś pomogła przyjaciółce, a poza tym przyda ci się trochę rozrywki.

- Naprawdę? Danny jesteś wielka. Dzięki bardzo.

- Nie ma sprawy. A Ivette też może przyjść? - zapytałam.

- Jasne, że tak, Ivette może przyjść, tylko nie zapraszajcie, żadnych chłopców. To ma być dziewczyńskie piżama party.

- W porządku.

Izabela odeszła rozpromieniona, a ja zostałam wraz z Nazz i Ivette. Nazz jak zwykle kieliła się jak Major Monogram na widok siebie samego, a Ivette wpatrywała się we mnie zdumiona.

- Serio też mogę przyjść? - zapytała zdumiona.

- Jasne, w końcu Izabela się zgodziła...

- Ale super – ucieszyła się kasztanowłosa i uśmiechnęła szeroko. - Jeszcze nigdy nie byłam na piżama party. Co się na takich piżama party robi?

- Hmmm... Zasadniczo, do końca nie wiem – oznajmiłam po chwili. - Też jeszcze nigdy w czymś takim nie brałam udziału, ale oglądałam wiele filmów których motywem przewodnim były piżamowe imprezy, na przykład "Zombie w piżamach", "Piżamowa rozpierducha", "Imprezka z wampirkami", "Imprezka z wampirkami 2 - wilkołaczki kontratakują." , "Nocne szaleństwo na cmentarzu", "Bawmy się do umarłego", "Jak sobie pościelesz tak spoczywaj w pokoju”.

- Czy to nie są przypadkiem same horrory? - zapytała Ivette.

- Nie, "Bawmy się do umarłego" to thriller – odparłam.

- Oglądałam "Piżamową rozpierduchę" – odezwała się Nazz – I wydaje mi się, że ganianie za zabawowiczami z piłą maszynową nie jest najlepszym pomysłem... W każdym razie Izabeli by się nie spodobał. - Westchnęłam. - Więc jak chcesz to zorganizować?

- Myślę, że Danny coś wymyśli – odparłam bez większego zastanowienia.

- Danny? - zdumiała się niebieskowłosa. - Mówisz o sobie w trzeciej osobie?

- Tylko czasem.

- Czyli nie tylko ja tak robię! - ucieszyła się Niebieska. Po chwili oznajmiła. - Wiesz ja byłam na kilku piżamówkach. Iza mnie zapraszała. Więc jeśli chcesz mogę ci pomóc.

- Świetny pomysł. Wpadłabyś do mnie jutro po szkole. Wspólnie ułożyłybyśmy jakiś plan. Iv ty też przyjdź, jeśli chcesz.

- Ja? Ale nawet nie wiem jak takie piżama party ma wyglądać.

- To nic... - zaczęłam.

- Zawsze może uda ci się podrzucić jakiś ciekawy pomysł – wtrąciła Nazzy.

- Dokładnie. A poza tym, bardzo chcę, żebyś poznała moją Penny. Na pewno się bardzo polubicie.

- W takim razie, z chęcią cię odwiedzę.

- No to super... To co teraz robimy?

- Wydaje mi się, że w końcu trzeba iść na lekcję – westchnęła Niebieska. - I tak jesteśmy już spóźnione jakieś dziesięć minut. Co teraz macie?

- Język... Jakiś tam, a potem sport.

- Ja też mam trzeci sport! - ucieszyła się Nazzy. - Nienawidzę tego przedmiotu – dodała po chwili z o wiele mniejszym entuzjazmem. - Fajnie by było, jakby odwołali sport... Tak jak imprezkę u Milly... - w tym momencie na jej twarzy zagościł niebezpieczny uśmiech i już wiem, że oznaczał on kłopoty.

[...]KONIEC RETROSPEKCJI[...]

- Tak to właśnie było – podsumowała Penny.

Daniella wpatrywała się w nią tępo.

- Chęć nakopania ci do kupra, kłóci się z moimi poglądami – wymamrotała.

- W dziwny sposób chcesz okazywać mi miłość - oznajmiła dziobaczka z pełną powagą. - A poza tym już to przerabiałyśmy, mam pośladki, a nie kuper. Jestem dziobakiem, a nie kaczką.

Danny po krótkiej kłótni z Penny, z której jak zwykle zwycięsko wyszła Agentka P, zeszła na dół oznajmić o zbliżającej się wizycie koleżanek i zabawie w piżamach.

- Mamo, widzisz... Zapomniałam Ci wcześniej powiedzieć, ale zaprosiłam na jutro moje nowe koleżanki, mają mi pomóc w organizacji piżama party, które odbędzie się u nas w sobotę.

- W porządku – odparła kobieta, podając umyty talerz Scottowi, który dzisiejszego dnia pomagał mamie sprzątać.

- Czyli, że mogę urządzić piżama party? - zdumiała się Danny.

- Ależ oczywiście kochanie. Trochę rozrywki dobrze ci zrobi – odparła Sue.

Danny odeszła nadal oszołomiona.

"Czyli Penny miała jednak rację, moi rodzice zgodzą się na każdy mój, choćby najgłupszy, pomysł." przeleciało jej przez myśl.

Część 4

Był piątkowy wieczór. Danny z niecierpliwością spoglądała na zegarek, który wskazywał już prawie siódmą. Wszyscy goście powinni zacząć się schodzić.

- Danny, dlaczego jesteś taka zdenerwowana? - zapytała Iv siedząca na kanapie w salonie, obok rozwalonej na wszystkie strony Nazz.

Dziewczyny jako współorganizatorki piżamaparty przyszły wcześniej, by pomóc przyjaciółce w przygotowaniach.

- Mam dziwne wrażenie, że dzisiejszej nocy nie wszystko pójdzie zgodnie z planem - odparła Daniella.

- Się nie stresuj tak. Wszystko mamy dopięte na ostatni guzik - spróbowała ją uspokoić Nazz. - Nawet jeśli nie wszystko będzie tak jak być powinno, to nie z naszej winy.

Do dziewczynek podeszła pani Shine.

- To ja idę już do pokoju. Jeśli będziecie czegoś potrzebować to dzwońcie. Pokój jest wygłuszony, więc nie będę słyszeć jak pukacie.

- Oo! - zawołała niebieskowłosa, nim kobieta zdążyła odejść. - Pani Shine, potrzebuję jeszcze trochę tych babeczek jagodowych w lukrowej polewie.

- Są w kuchni, w piekarniku.

- Dziękuję pani Shine - zawołała Nazz i popędziła do kuchni, a Sue wspięła się po schodach do swojej sypialni.

W końcu zaczęli schodzić się pierwsi goście. Daniella i Ivette witały każdą przybyłą dziewczynkę i instruowały, gdzie jest toaleta i gdzie będzie spać. Nazz w tym czasie konsumowała babeczki.

W końcu, po dziesięciu minutach, obecne były już prawie wszystkie dziewczynki. Brakowało jedynie Ginger.

- Jak tylko przyjdzie Ginger, przedstawię wam plan dzisiejszej zabawy - oznajmiła Danny z uśmiechem, jak na razie wszystko było w porządku.

W końcu z kuchni wróciła Nazz wpychając do buzi, jak można przypuszczać, ostatnią babeczkę. Do drzwi zadzwonił dzwonek.

- Pude otwozyc - oznajmiła Niebieska z pełną buzią i powlokła się do drzwi. Chwilę później dał się słyszeć jej krzyk. - Danny! Chłopcy przyszli!

Brązowowłosa popędziła do drzwi wejściowych. Ku swemu przerażeniu dostrzegła bandę chłopaków. Na czele stał Phineas, za nim Ferb i Buford trzymający pod pachą wierzgającego Baljeeta, dalej Irving, Malcolm, Django i Paulin.

- P-Phineas? - wyjąkała niebieskooka. - Co tu robicie? - zapytała zszokowana.

- Właśnie co tu robisz żmijo lancetowata? - zwróciła się Nazz do stojącej z tyłu Paulin.

Czarnowłosa zmierzyła Niebieską krytycznym spojrzeniem.

- Scott powiedział, że urządzasz piżama party i że jeśli chcemy możemy wpaść - wyjaśnił Phineas. - Zapytałem czy możemy zaprosić kilku kumpli, a on się zgodził. Zadzwoniłem więc po chłopaków i wpadliśmy, a Paulin zgarnęliśmy po drodze.

- Ach... W porządku... Przepraszam was na moment.

Danny pociągnęła Nazz do domu i zamknęła drzwi wejściowe, zostawiając przybyłych gości na zewnątrz.

- Czy mi się zdaje, czy Danka była zaskoczona naszym widokiem? - odezwał się Buford wpatrując się w drzwi.

- Może przyszliśmy za wcześnie - zasugerował Phineas. - Hey gdzie jest Perry? Szedł z nami...

- Grrr... - zaterkotał dziobak stojący obok jego prawej nogi.

- O tu jesteś Perry!

- O, cześć wam chłopaki - zawołała Ginger podchodząc do zgromadzonych.

- Cześć Ginger - odezwał się Phineas. - Ty też na zabawę?

- A no tak.

- Fajowo.

- Czemu tak stoicie?

- Czekamy, aż Danny nas wpuści.


- SCOTT! - Danny stała przed drzwiami pokoju Scotta, waląc w nie pięścią z całej siły i drąc się wniebogłosy.

Po chwili w drzwiach ukazał się jej starszy brat.

- Co jest siostra? - zapytała przeczesują sobie włosy palcami. - Coś się stało? Wyglądasz jak wtedy, gdy niechcący utopiłem ci złotą rybkę.

- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała dziewczyna nieco histerycznym tonem.

- No to było niechcący. Ona jakoś sama tak wyskoczyła...

- Nie mówią o rybce!

- Więc o czym? Bo jeśli chodzi o szczoteczkę do zębów, to nie moja wina...

- Nie chodzi o żadną szczoteczkę! Chwila coś z nią zrobił?

- Nie, nic specjalnego. Więc co się stało? Ostatnio zrobiłem wiele rzeczy które mogły by doprowadzić cię do tego stanu.

- Zaprosiłeś chłopaków!

- No wiem. Nie musisz dziękować - odparł kasztanowłosy z uśmiechem. - Wiem, że miałaś sporo spraw na głowie i pewnie zapomniałaś sama tego zrobić, więc postanowiłem cię wyręczyć.

- A nie przyszło Ci do głowy, że może, no nie wiem, nie zamierzałam ich zapraszać?

- Ale dlaczego? Przecież jesteście przyjaciółmi... O jej pokłóciłaś się z Ferbem? - zawołał chłopak z lękiem. - Spokojnie, kłótnie w związkach to normalka...

- Nie jestem z Ferbem w związku!

- Rozstaliście się?! Jaka szkoda byliście taką fajną parą...

- My ze sobą nie chodziliśmy!

- Jeszcze nie?

- Scott skup się. Nie zaprosiłam chłopaków, bo to miało być dziewczęce piżama party.

- I?

- Powtórzę. DZIEWCZĘCE piżama party.

- O... Więc dlaczego mnie zaprosiłyście?

- Nikt cię nie zapraszał.

- Ale jestem tu.

- Bo tu mieszkasz. Zaprosiłeś chłopaków i nie zapytałeś mnie nawet o zdanie...

- Przecież nigdy cię nie pytam.

- Scott jesteś naj...

- Najwspanialszym bratem pod słońcem. No wiem.

- ... Wiesz co, zapomnij. Nieważne - oznajmiła Daniella z rezygnacją. - Nic się nie stało. Wracaj do pokoju. Nie było rozmowy.

- No to cześć. Miłej zabawy! - zawołał zielonooki za oddalającą się siostrą. - I weź pogadaj z Ferbem, bylibyście słodką parką!

- Weź znajdź se dziewczynę!

- Żadna mnie nie chce!

Danny wróciła na dół do Nazz, Ivette i zastępu Ogników.

- Więc... - zaczęła niepewnie Ivette. - Co teraz?

- Nie mam pojęcia - odparła Daniella. - Jedyne co wyniosłam z rozmowy ze Scottem to to, że będę musiała zmienić szczoteczkę. Wszystkie zabawy jakie zaplanowałyśmy, są typowo dziewczęce.

- Więc powiedzmy im żeby sobie poszli - oznajmiła zdecydowanie Nazz. - Tej żmii zygzakowatej lepiej nie wpuszczać pod swój dach.

- Nie możemy im powiedzieć, żeby sobie poszli bo to w złym guście - stwierdziła brązowowłosa z westchnieniem (a trzymanie gości na dworze przez bity kwadrans już nie jest w złym guście). - Ja przepraszam cię Izabelo - zwróciła się do przyjaciółki. - Wiem, że to miała być dziewczęca zabawa...

- Hey Danny, nic się nie stało. Będzie fajnie. Jak to mówią, im nas więcej tym weselej. Zaproś chłopaków do środka, bo zmarzną.

Danny udała się ku drzwiom wejściowym.

- Hey, to ona serio jeszcze nie jest z Ferbem? - zwróciła się do Niebieskiej Ivette.


- Jak myślicie, otworzą nam w końcu, czy będziemy tak stali? - odezwał się w końcu Bamber.

- Mnie się zdaje, że o nas zapomnieli - oznajmił Baljeet spod pachy osiłka.

- Hey, a może to część jakiejś nocnej zabawy? - zawołał Phineas.

- Raczej wątpię - odparli pozostali zgodnym chórem.

Po chwili drzwi w końcu się otworzyły i ukazała się w nich Daniella.

- Wybaczcie, że musieliście czekać, ale mieliśmy drobne problemy natury technicznej - oznajmiła wpuszczając chłopców, Paulin, Ginger i Perry do środka.

Dziewczyna oprowadziła ich krótko po domu po czym wspólnie z Ivette i Nazz przeszła do przedstawiania planu zabaw.

- Więc... Ponieważ nie spodziewałyśmy się tak licznego grona, będziemy musiały zmienić nieco plany... Więc podzielicie się na trzyosobowe zespoły i po kolei będziecie przystępować do różnych konkurencji. Ja, Ivette i Nazz będziemy sędziami.

- To super - ucieszyła się Niebieska. - Izabela nigdy nie pozwalała mi sędziować. Twierdzi, że jestem stronnicza, ale to nieprawda. Ja po prostu mam swoich faworytów, których faworyzuję.

- Wracając - kontynuowała Daniella. - Jak wspomniałam ja, Ivette i Nazz będziemy sędziami, i będziemy oceniać was w każdej konkurencji. Jedyne co mogę powiedzieć o dyscyplinach to to, że są nieco dziewczęce, więc dobrze by było, żeby w każdej drużynie była choć jedna dziewczyna. Na koniec zwycięskie trio otrzyma nagrodę niespodziankę.

- O, a co będzie tą nagrodą? - zapytał podekscytowany Buford. - Czy to będzie tako?

- Nagroda to niespodzianka - powtórzyła Daniella. - Po zawodach będzie nocne kino, na które przygotowałyśmy kilka ciekawych filmów. Osoby, które nie będą chciały oglądać, będą mogły pograć w gry. Jeśli ktoś zgłodnieje, jedzenie jest w kuchni. Teraz podzielcie się na drużyny, a Iv rozda wam formularz, który każda drużyna będziecie musiała wypełnić.

W salonie zaczęło się ogólne zamieszanie.

- Hey, Phineas będziemy razem w zespole? - zapytała Izabela.

- Jasne.

- A ja? - zawołała natychmiast Paulin podchodząc do pary. - Mogę być z wami, Phineasu? - zaszczebiotała.

- Oczywiście. Więc mamy już gotową drużynę. Ja, Izabela i Paulin, super. Pójdę po formularz.

- Szykuje się walka kocic - oznajmił Buford podchodząc do Ferba. Obaj przyglądali się Paulin i Izabeli. - Hey, Ferb - zwrócił się po chwili do zielonowłosego. - Skoro braciak cię wystawił dla tych lasek, to chodź do nas - wskazał na siebie i Baljeeta.

- Danny mówiła, że w drużynie powinna być choć jedna dziewczyna - odezwał się niepewnie chłopak.

- Phi... A co my gorsi? Pokażemy, że facet ze wszystkim sobie poradzi. To co, wchodzisz w to? - Zielonowłosy wzruszył ramionami. - No to git majonez. Kujonie, rusz tyłek po ten cały formularz.

Gdy już wszyscy mieli dobrane zespoły, przeszli do wypełniania otrzymanych papierków.

- Punkt pierwszy - przeczytał Phineas. - Wymień członków zespołu. Izabela Garcia-Shapiro, Paulin Heller i Phineas Flynn. Punkt drugi: Podaj nazwę zespołu. Nazwę zespołu?

- Chyba musimy ją wymyślić.

- Więc... Jak będziemy się nazywać? - zwrócił się do przyjaciółek czerwonowłosy.

Izabela wzruszyła ramionami.

- O ja wiem! - zawołał Paulin i wyrwała z dłoni Phineasa długopis. Pochyliła się nad kartką, a gdy odsłoniła pozostałym widok, w miejscu NAZWA ZESPOŁU widniał napis "Drużyna Phineasa".

- No nie wiem Paulin czy to najlepszy pomysł - odezwał się chłopak, rumieniąc się.

- Oj daj spokój Phiny.

. . .

W tym czasie u Buforda, Baljeeta i Ferba. - To jak się będziemy nazywać? - Czy to nie oczywiste? - oznajmił Bamber. - "Faceci". Pisz Ferb "Fa-ce-ci".

. . .

- Więc... Jaką nazwę będzie nosił nasz zespół? - zwróciła się Milly do Katy i Irvinga.

- Może nazwę czegoś co każdy z nas lubi - zaproponowała Katy.

- No okej, ale co każdy z nas lubi?

- Już wiem! - zawołał Irvin. - Różowe kiciusie!

. . .

Dziesięć minut później, gdy wszystkie formularze zostały zebrane, Danny oznajmiła.

- A teraz czas na pierwszą konkurencje. Nosi ona nazwę "Konkurs piękności". Waszym zadaniem będzie wybranie jednego z członków zespołu i wystylizowanie go. Następnie wasza modelka zaprezentuje się jury. W ocenie będzie brany pod uwagę obiór, makijaż, fryzura, łączenie kolorów i prezencja modelki. Wszystkie potrzebne rzeczy znajdziecie w jadalni. Na ukończenie swojej stylizacji macie kwadrans. Do dzieła.


Perry wspiął się po schodach do pokoju Danielli. Świetnie wiedział gdzie on jest, w domu rodziny Shine bywał dość często, właściwie to nawet częściej niż we własnym.

Dziobak pchnął delikatnie drzwi i wszedł do środka.

- Penny? - zaterkotał stając na dwóch łapach i rozglądając się w poszukiwaniu przyjaciółki. Penny nie była łaskawa powiedzieć mu, że ich przyjaźń jest skończona.

Agent dostrzegł dziobaczkę siedzącą na bufiastym fotelu i czytającą "Przygody Agenta Spika". - Hey Penny! Co słychać? - zapytał wesoło, podchodząc do niej. - Dawno się nie widzieliśmy. Nie odbierasz ode mnie telefonów, a w agencji jakby mnie unikasz.

Penny przewróciła stronę w komiksie, ale nic nie odpowiedziała.

- Hey, Pen, słyszysz mnie? Coś się stało? Źle się czujesz? Może zawołam Danny? Hey, no powiedz coś, bo zaczynam się martwić.

- Idź sobie zdrajco! - wykrzyknęła dziobaczka. - Nie wiem czego tu jeszcze szukasz. Nie jesteśmy już przyjaciółmi.

- Nie? A od kiedy?

- A od wtedy, jak się wyśmiewałeś, że nie jestem najlepszą agentką! - zawołała Pennylin.

- Wcale tak nie powiedziałem. Stwierdziłem tylko, że Monogram uważa, że ja lepiej się nadaję na tą wymianę.

- A niby dlaczego właśnie ty? - Bo lepiej nawiązuję nowe znajomości i jestem milszy.

- Jestem równie miła co ty! - najeżyła się dziobaczka.

- Penny, powiedzmy sobie szczerze, nie jesteś miła, a twoje obycie w towarzystwie nie jest najlepsze.

- Skąd ten wniosek?

- Jestem twoim przyjacielem, a już trzykrotnie byłabyś mi coś połamała z błahego powodu. Co by było z kimś obcym? Monogram nie chce mieć konfliktów międzynarodowych, więc wysyła mnie.

- No dobra - odparła w końcu Penny nieco udobruchana. - Nie jestem najmilsza... Bywam wybuchowa i nieco sarkastyczna.

- Oraz zarozumiała, wredna, agresywna, porywcza, impulsywna, pyszna i denerwująca.

- Chodzi o to, że nie lubię jak się mnie nie docenia.

- Ale Monogram cie docenia. Dlatego masz się zajmować agentem, który przyjedzie do Danville na wymianę za mnie.

- E tam. To nie to samo. No ale nich już będzie, wybaczam ci. Zapomnijmy o całej sprawie, znów możemy być przyjaciółmi - oznajmiła Agentka i przytuliła Perry.


Po kwadransie nadszedł czas na prezentację poszczególnych kreacji i modelek.

Jako pierwsza wystąpiła drużyna "Kwiatuszków" w skład której wchodziła Holly, Ginger i Greta. Otrzymały one łącznie 23 punkty. Następnie przyszła kolej na Paulin z "Drużyny Phineasa". Otrzymała ona 8 punktów od Iv, 7 od Danny i 0 od Nazz. Na pytanie Danielli dlaczego Nazz przyznała 0 punktów, niebieskowłosa odparła:

- Bo nie mogę dawać ujemnych.

Kolejne były "Różowe kiciusie". Katy jako modelka zgarnęła 24 punkty. Po "Różowych kiciusiach" zaprezentowała się drużyna "Osoby, które lubią podejmować wyzwania - aktualnie nie pamiętamy jak się nazywają."

W skład tej drużyny wchodzili Addyson, Django i Malcolm. Addy za wspaniałą zieloną sukienkę i uroczy kok, spleciony przez Browna, otrzymała całe 26 punktów.

Na końcu przyszedł czas na "Facetów". I tu czekał wszystkich przeogromny szok.

Na scenę wkroczył Baljeet w przepięknej czerwono-różowej sukni balowej. W pasie miał przewiązany czarny pas, który świetnie współgrał z czarnymi rękawiczkami. Na ramionach przewieszony miał różowy szal, a w jego krótkie, kręcone włoski wpleciona była czerwona kokarda. Całości dopełnił subtelny makijaż. Początkowo Jeet niezbyt pewnie czuł się na wybiegu, w końcu jednak załapał bakcyla i zawładnął publiką.

Ocena jury była jednomyślna.

- A zwycięzcą konkursu piękności jest zespół "Facetów"!

Część 5

Kolejną konkurencją był Konkurs Karaoke. W tym wypadku bezprecedensowym zwycięzcą okazała się Drużyna Phineasa. Następnie odbył się:

Wyścig w Workach.

- Na prowadzenie wysuwa się Baljeet z drużyny Facetów, ale Phineas jest tuż za nim – relacjonowała Nazz, mimo że każdy świetnie wszystko widział. - Ale co się dzieje, proszę państwa Baljeet się przewraca podcinając tym samym nogi Phineasowi i mamy karambol... Addy i Ginger też ulegają kolizji. Na całe szczęście Irvinowi udaje się uniknąć losu pozostałych. Zgrabnie omija leżących zawodników i jako pierwszy przecina linię mety. Tak jest proszę państwa Irvin wygrywa, Różowe Kiciusie wygrywają Wyścigi w Workach. No kto by się tego spodziewał. Na pewno nie ja...

Konkurs Jedzenia na Czas.

- Kiedy krzyknę start zaczynacie jeść lody – oznajmiła Danny.

- Dlaczego akurat lody? - odezwała się Holly. - Mam uczulenie na laktozę.

- Początkowo miały to być babeczki, ale... Zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach – wyjaśniła brązowowłosa i zerknęła z ukosa na wyszczerzoną Nazz. - Zastąpiłam je lodami bo nie umiem zrobić nic innego. Dobra, a więc gotowi... Do jedzenia... Start!

- Skończyłem! - wykrzyknął 30 sekund później Bamber. - Hey, Danny masz może jeszcze trochę?

Krzesełka.

- Buford dlaczego zrzuciłeś mnie z krzesełka? - zawołał z podłogi Baljeet. - Jesteśmy w jednej drużynie.

- Na polu bitwy liczy się tylko zwycięzca – odparł osiłek.

Taniec na Gazecie.

- Danny czy oni nie powinni stać nieco dalej? - zapytała Izabela wskazując na Phineasa i Paulin tańczących wspólnie na małym skrawku gazety.

- Według mnie oni są zbyt blisko siebie – oznajmiła czarnowłosa zakładając ręce na piersi.

Po chwili gazety znów zostały pomniejszone o połowę. Phineas i Paulin zmuszeni byli się przytulić by nie odpaść z konkurencji.

- Czy on ją przytula? Czy ona kładzie mu głowę na ramieniu?! Nie no teraz to są zdecydowanie zbyt blisko siebie! - warknęła Izabela i chwyciła leżąco na stole kanapkę, po czym cisnęła wprost w Paulin.

Efekt był taki, że młoda Heller zachwiała się z przestrachu i wyszła poza gazetę. Ivette cicho zagwizdała w gwizdek, wykluczając tym samym parę z zawodów.

- Spokojnie nic się nie stało. Odkujemy się w następnej konkurencji – oznajmiła Shapiro, uśmiechając się promiennie i poklepując zmartwionego Phineasa po ramieniu.

Konkurs wiedzowy.

- A teraz ostatnie pytanie: Na szczycie dachu stoi kogut i znosi jajko. Na którą stronę ono spadnie?

Gdy tylko Danny skończyła czytać pytanie odezwał się klakson drużyny Facetów.

- Wszystko zależy od nasilenia wiatru i jego kierunku, a także dokładnego miejsca złożenia i pozycji jajka w chwili upadku. Wszystko można obliczyć z prostego wzoru. Jakie nachylenie miał dach? - zaczął nawijać Baljeet, przeliczając coś na kalkulatorze.

- Baljeet prosimy o odpowiedź – ponagliła go Daniella, zerkając na stoper. Przepisowe 30 sekund powoli mijało. - Czas minął. Baljeet jaka odpowiedź?

- Jajko... Jajko... Jajko spadnie w pra... W lewo! W lewo!

- Błąd – oznajmiła dziewczyna. - Czy ktoś zna poprawną odpowiedź? Chwile ciszy przerwał sygnał z zespołu Różowych kiciusiów. - Proszę Milly jaka jest odpowiedź?

- Koguty nie znoszą jajek? - zapytała niepewnie dziewczynka.

- Tak jest! 15 punktów dla Różowych kiciusiów.

Po jeszcze kilku konkurencjach, przyszła kolej na podliczenie uzyskanych punktów i wyłonienie zwycięzcy.

Na podium, na którym wcześniej prezentowały się modelki wkroczyła Ivette.

- Po dokładnym przeliczeniu wszystkich punktów, zwycięzcą ku naszemu ogólnemu zdumieniu okazała się być...

Penny siedziała wygodnie rozwalona na swoim ulubionym fotelu w pokoju Danielli i czytała "Przygody Agenta Spika", tymczasem Perry leżał na łóżku co chwila zerkając na swą eks-partnerkę.

- Co się tak gapisz? - odezwała się w końcu dziobaczka, nawet nie zaszczycając przyjaciela spojrzeniem.

- Bo przychodzę do ciebie w odwiedziny, a ty nic tylko czytasz ten głupi komiks – burknął Perry.

- Jak śmiesz! - wykrzyknęła oburzona dziobaczka odkładając komiks i spoglądając na przyjaciela z wściekłością. - Głupi komiks? GŁUPI KOMIKS?! Ty chyba nie masz pojęcia co mówisz! – zaczęła naskakiwać na współrozmówcę. Zeskoczyła z fotela i ruszyła z groźnie wykrzywionym dziobem ku Agentowi P. - To nie jest GŁUPI komiks! To wspaniały komiks, cudowny, epicki, wprost fantastyczny! Każdy znajdzie w nim to co lubi. Odrobinę dramatu, przygody, romansu i tajemnicy. Wydarzenia opisane w każdym numerze są niepowtarzalne i ciekawie przedstawione. Bohaterowie to fascynujące postaci, każdy ma wyjątkowy charakter i bogatą osobowość, oraz bardzo rozwiniętą historię. - oznajmiła ze zdecydowaniem. - A główny bohater... Spik... To... Najwspanialszy Agent jaki chodzi po ziemi – dodała z rozmarzeniem. - Nie dorastasz mu do pięt, więc nie gadaj, że komiks o jego przygodach jest GŁUPI! - ostatnie zdanie wykrzyknęła znajdując się niebezpiecznie blisko Perry. Ich dzioby dzieliły zaledwie milimetry.

Perry przełknął głośno ślinę i wyjąkał.

- Ppprzepraszam... - w takiej furii Penny jeszcze nie widział. - Więcej nie nazwę twojego komiksu głupim...

- No – dzibaczka uspokoiła się i jak gdyby nigdy nic usiadła na kuper. - Wiesz jak się tak oderwałam od komiksu to mi to stwierdzam iż jestem głodna. A ty, hę?

Dziobak pokiwał głową nie spuszczając Penny z oczu.

- To może ja skoczę po kanapki – oznajmiła Agentka i opuściła pokój.

Pod przykrywką bezrozumnego zwierza zeszła na dół do salonu, gdzie stał stół bogato zastawiony jedzeniem. Dziobaczka nie zauważona przez nikogo zaczęła zgarniać co lepsze kąski na osobny talerz, by po chwili czmychnąć na górę z talerzem pełnym smakołyków.

Gdy Pennylin wróciła do pokoju zastała Perry rozmawiającego przez telefon.

Agentka postawiła swoje zdobyczne na stoliku, a gdy tylko dziobak się rozłączył zapytała.

- Kto dzwonił?

- Pinky. Zaprasza nas na pokera. Mówi, że Izabeli nie ma w domu i zwołuje ekipę.

- Ekstra! Szykuje się nocowanko u Pinkiego – ucieszyła się. - To jak idziemy?

- Nie wiem czy to najlepszy pomysł... Ostatnio niezbyt dobrze się to skończyło...

- Och dawaj. Jeśli chodzi o mnie akcja z przyklejeniem Krysi Pani Kurki do szafy już się nie powtórzy.

- Tak, ale nie możesz ręczyć, że Agent S znów nie zrobi dziury w podłodze... Albo suficie... Albo ścianie...

- Nie jego wina, że się nigdzie nie mieści. Dawaj Perry, będzie epicko!

- No niech Ci będzie. Ale tym razem ty gasisz wszelkie pożary.

- Dobra. Mieszkając z Danny mam w tym jako taką wprawę.

Agenci udali się ku tajnemu przejściu by na skróty udać się do Pinkiego. W tym samym momencie jednak zarówno komunikator Perry jak i Penny dał o sobie znać. Oba dziobaki pospiesznie odebrały wiadomości od Monograma.

- A niech to... - bąknęła Penny.

- Poker chyba będzie musiało poczekać – westchnął Perry.

- Nie miał kiedy MM nas wezwać... No nic. Pisze, że mam zabrać ze sobą Danny... Skocze po nią i się pójdziemy razem.

Penny ponownie opuściła pokój i ponownie pod przykrywką bezrozumnego zwierza zeszła na dół. Jak gdyby nigdy nic przechadzała się po pokoju w poszukiwaniu swojej właścicielki. Wszyscy, których mijała byli już w piżamach.

W końcu znalazła brązowowłosą. Była w kuchni razem z Ferbem i Irvingiem. Cała trójka również była już przebrana w piżamy.

Daniella stała oparta o umywalkę. Z jej prawej strony znajdował się rozpromieniony Irving, a z lewej "lekko" poirytowany Ferb.

- I naprawdę stworzyłaś trójwymiarowy hologramiczne miasto o naturalnych wymiarach? - zapytał okularnik z podnieceniem.

- No tak... Ale to nic specjalnego. Wystarczyło jedynie zaprogramować na hologramie, który wcześniej zrobiłam budynki w odpowiednich proporcjach – odparła Daniella.

- Sama stworzyłaś trójwymiarowy hologram?! - wykrzyknął jeszcze bardziej przejęty Du Bois.

- No tak... To nic trudnego... - odparła skołowana dziewczyna.

- Ale ekstra! To niesamowite... No może nie tak niesamowite jak kolejka górska Phineasa i Ferba, albo ich prom kosmiczny, ale i tak to niesamowite!

- Jej... Dziękuję Irving... - odparła jedenastolatka lekko zaróżowiona.

Ferb zerkał to na Danny to na podekscytowanego Irvinga. W końcu odchrząknął i zwrócił się do okularnika przez zaciśnięte zęby.

- Czy chcesz coś konkretnego Irving? Bo kiedy tu przyszedłeś byłem właśnie w trakcie rozmowy z Danny, a ty nam przerwałeś...

- Nie ja tylko tak wpadłem... Bo nie mam co robić... Nazz powiedziała, że jak jeszcze raz podbiorę jej popcorn, to mi nakopie, więc sobie poszedłem – odparł spokojnie rudzielec, podczas gdy Ferb mierzył go morderczym spojrzeniem.

Penny przyglądała się wszystkiemu z rozbawieniem. W końcu zaterkotała, zwracając na siebie tym samym uwagę swojej właścicielki.

- Och wybaczcie chwilę, ale muszę... Ukołysać Penny do snu. - oznajmiła brązowowłosa i wyszła z kuchni pozostawiając chłopców samych.

Udała się za swoją dziobaczką do swojego pokoju.

Gdy tylko przyjaciółki zamknęły za sobą drzwi, Penny założyła modulator mowy i zwróciła się do Danny.

- Ukołysać do snu? Serio? Lepsza ściema ci do głowy nie przyszła? Psujesz się Danny, oj psujesz...

- Nie mam dziś jakoś weny... To o co chodzi?

- Ja i Perry dostaliśmy wiadomość od Monogram, że mamy natychmiast stawić się na Nadzwyczajnym Zebraniu – odparła poważnie Penny. - To pilne.

- Okej, a mnie co do tego?

- Ty idziesz z nami, moja droga – odparła dziobaczka i pociągnęła dziewczynę.

Cała trójka, Pepe, Penny i Danny zniknęła w czeluściach tajnego przejścia.

Część 6

Ferb westchnął ciężko wpatrując się w oddalającą się Daniellę. Chciał z nią w końcu w spokoju pogadać. W ciągu tego tygodnia, nie miał wiele okazji, żeby zamienić z nią słowo.

Mimo że byli przyjaciółmi, na przerwach nie trzymali się za bardzo razem bo po pierwsze ona była o rok niżej, a po drugie zielonowłosy miał nawał roboty. Jako że był bardzo aktywny w wielu kółkach zainteresowań, zarówno podczas przerw jak i po lekcjach nie miał za wiele czasu.

Próbował nawet namówić Danny by wstąpiła do grupy "Młodych wynalazców" lub zespołu muzycznego, ta jednak z jakiś nieokreślonych powodów odmawiała. Chłopak nawet rozpatrywał opcje czy nie zrezygnować z któregoś z zajęć dodatkowych, by mieć w tygodniu dzień wolny i móc spotkać się ze swoją najlepszą przyjaciółką.

Z transu wyrwał zielonowłosego Irving cicho chrząkając.

- Więc Daniella to twoja dziewczyna, tak? - zapytał uśmiechając się szeroko.

- Co? - zdumiał się młody Fletcher. - Nie, nie, nie. My nie jesteśmy razem - odparł natychmiast.

- Och serio? Bo Nazz mi powiedziała wszystko o Fenny.

- O czym?

- No o FENNY. To połączenie twojego imienia i Danny. Nazz to wymyśliła. Długo z chłopakami główkowaliśmy jak nazwać wasz paring, aż w końcu ona wpadła na taki pomysł.

- Jak to nazywacie paringi? W ogóle jakie paringi? Przecież my nie jesteśmy nawet razem!

- To nic, Phineas i Izabela też nie są ze sobą, a są Phinbelą.

- Że niby czym?

- Och... No...

Do kuchni weszła Nazz w rękach ściskając pustą miskę po popcornie.

- Czy mi się wydawało, czy słyszałam twój okrzyk głodowy Ferbgacku?

- O Nazzy! - ucieszył się okularnik. - Dobrze, że przyszłaś. Możesz wytłumaczyć Ferbowi co to jest Fenny i Phinbella, bo ja nie potrafię?

- Nie wiem o czym mówisz - odparła pospiesznie Niebieska i spróbowała wycofać się z kuchni, Ferb jednak ją powstrzymał.

- Ani mi się waż opuszczać tej kuchni dopóki mi wszystkiego nie wyjaśnisz - oświadczył zdecydowanie.

- Uch... Dobra... Ciebie w coś wtajemniczyć Irving... - dziewczyna rzuciła rudzielcowi mordercze spojrzenie, po czym zwróciła się ponownie do zielonowłosego. - No bo widzisz, czasem jest tak, że niektóre osoby pasują do siebie już na pierwszy rzut oka i sporo ludzi jest za tym żeby byli ze sobą. Nazywamy to wtedy paringami. Niektóre paringi mają swoich fanów, a żeby ułatwić sobie życie fani wymyślają nazwy swoim ulubionym paringą. Fenny to paring twój i Danki, a Phinbela, Phina i Izy. Mam nadzieję, że twój móżdżek to pojął bo bardziej łopatologicznie Ci tego wyjaśnić nie mogę.

- Chwila moment, czyli jesteście za tym, żeby ja i Danny... No żebyśmy my... No ze sobą chodzili?

- No brawo Einstein'ie!

- Ale kto dokładnie popiera ten związek? - dopytywał się dwunastolatek.

- No... Ja, Buford, Baljeet, Malcolm, Ivette, Artur, z tego co mi chrzanił Irving to on też, Scott był za, a ostatnio dostałam wiadomość na fanpage od jakiegoś Marcusa Arresa, że jest za Fenny za 102%. No i jakieś pół szkoły też was popiera... Pozostałe pół to dziewczyny, które się w tobie bujają. - Po ostatnim zdaniu Nazz wywiesiła język z obrzydzenia.

- Serio? Tyle osób jest za Fenny? - zdumiał się Ferb.

- No tak. Słodko byście razem wyglądali... - odparła Niebieska z rozmarzeniem. Po chwili dziewczyna wróciła na ziemię. - A teraz wybacz Ferbgacku, ale nie przyszłam tu rozmawiać o takich głupotach. Widzisz to? - wskazała na pustą miskę po popcornie. - Ona sama się nie napełni... Widział ktoś może czekoladę?

Podczas gdy w kuchni Nazzy walczyła o popcorn w czekoladzie, Ferb usiłował ją o coś jeszcze wypytać, a Irving przyglądał się wszystkiemu z ekscytacją, pozostali goście Danilli (którą wcięło w niewyjaśnionych okolicznościach) siedzieli sobie grzecznie w salonie podzieleni na trzy grupki.

Pierwsza grópka w której skład wchodzili Addy, Diango, Katie i Grta siedziała przy stole grając w karty.

Holly, Ginger, Malcolm i Ivette stanowiący drugą grupkę okupowali kanapę i miękkie fotele, oglądając z zaciekawieniem film komediowy.

Natomiast pozostali, czyli Phineas, Izabela, Paulin, Buford, Baljeet i Milly grali w butelkę na "prawda czy wyzwanie", rozwaleni wygodnie na podłodze w kącie pokoju.

Kolej kręcenie przypadała teraz na Buforda. Brązowowłosy zakręcił butelką, która po chwili zatrzymała się, a jej szyjka wyraźnie wskazywała na Izabelę.

- Okej, zaczynamy - oświadczył z uśmiechem osiłek wyłamują palce. - Iza, prawda czy wyzwanie?

- Wyzwanie - odpowiedziała zdecydowanie czarnowłosa.

- W porządku. - Łobuz uśmiechnął się podejrzanie. - A więc droga Izabelo twoje zadanie to polizanie mnie pod pachą.

- Co? - prawie wykrzyknęła dziewczyna. - Nie możesz kazać mi zrobić czegoś takiego! To ohydne. - oburzyła się.

- Ależ oczywiście, że mogę. Masz wykonać każde zadanie, jakie Ci zlecę albo odpadasz z gry, a kazać mogę Ci wszystko.

- Ale nie coś takiego!

- Dokładnie Buford, to mocno nie fair - wstawił się za przyjaciółką Phineas.

- To jest bardzo fair. W tej grze chodzi właśnie o wyeliminowanie przeciwnika - oznajmił osiłek.

- Nieprawda! Chodzi o to, żeby dobrze się bawić - zaprzeczyła mu Shapiro.

- Mniejsza o to. Wykonujesz zadanie czy nie?

- Nie!

- W takim razie odpadasz.

Izabela obruszyła się i odsunęła na bok, jednak nadal przypatrywała grze.

- Jesteś okropny jeśli chodzi o wygrywanie Bamber - mruknął Phineas.

- Mówisz tak bo zawsze ze mną przegrywasz kmiotku.

- Nie, mówię tak bo to prawda. Zrobisz wszystko, żeby wygrać, ale wiesz co? Tym razem Ci się to nie uda - oznajmił czerwonowłosy z szerokim uśmiechem.

- Niby, że ty mi w tym przeszkodzisz?

- Tak, jak najbardziej.

Bamber ponownie zakręcił butelką, jako że Izabela nie podołała wyzwaniu, znów była jego kolej.

Butelka wskazała Baljeeta.

- Dobra kujonie, prawda czy wyzwanie?

- Prawda.

- W porządku. Czy to prawda, że dalej moczysz się w nocy?

Policzki Baljeeta przybrały odcień karmazynu, mimo zawstydzenia czarnowłosy odparł z pełną szczerością.

- Tak... Czasami... - Po czym sam zakręcił butelką. Wskazała ona na Phineasa. - Phin prawda czy wyzwanie?

- Prawda.

- Skąd u ciebie ta obsesja na punkcie wymyślania wynalazków?

- Co? Jaka obsesja? Nie mam żadnej obsesji - wszyscy spojrzeli na czerwonowłosego z powątpiewaniem. - No dobra, trochę i może mam... Lubię wymyślać wynalazki bo to mnie uspakaja i wprowadza w dobry nastrój. Ponadto uwielbiam to uczucie, gdy coś co było wcześniej tylko na kartce papieru staje się prawdziwe i mogę tego dotknąć.

- Wow... Jakie to głęboki - wyszeptała Paulin, a Phin uśmiechnął się do niej uprzejmie. Pozostali jedynie wywrócili oczyma na zachowanie Heller.

Czerwonowłosy zakręcił butelką. Tym razem los wybrał Buforda.

- A więc Bamber, pytanie czy wyzwanie? Osiłek zastanowił się chwilę po czym odparł niepewnie.

- Wyzwanie.

- W takim razie, pocałuj Milly.

- Co?! - wykrzyknęła przerażona Milly. - A moja zgoda nie jest już potrzebna?!

- Spoko Milly on tego nie zrobi - oświadczyła z zdecydowaniem Izabela.

- A właśnie, że zrobię! - zawołał Bamber. Zbliżył się do Milly i pocałował w policzek. - Ha! I co Flynn? Szczena opadła?

- Niech Ci będzie... - burknął czerwonowłosy.

Buford po raz trzeci tej nocy zakręcił butelką i o dziwo wskazała ona na znów Phineasa.

- No no... Phin...

- Wybieram prawdę - zawołała natychmiast Flynn.

- Przed chwilą brałeś - odezwał się Baljeet. - Ustalaliśmy na początku gry, że bierzemy na przemian.

Na twarzy łobuza pojawił się najszerszy uśmiech z dostępnych. Phin głośno przełknął ślinę.

- Co to za wybór, skoro nie ma wyboru?

- Dalej Flynn, wymiękasz? Nawet nie znasz jeszcze wyzwania.

Phineas zacisnął pięści. Nie da Bufordowi satysfakcji.

- Dobra. Bamber dawaj wyzwanie - oznajmił. - Co by to nie było, podołam.

- Zobaczymy... Masz... Pocałować... Paulin... W usta.

- Eeeee... Ale ja... Nie wiem czy Paulin się zgodzi...

- Nie mam nic przeciw! - zawołała natychmiast Paulin z entuzjazmem.

- Eee... W takim razie chyba...

- To co wymiękasz?

- W życiu - warknął Flynn i zbliżył się do Paulin.

Dziewczyna szczerzyła się jak głupia. Chłopak objął ją delikatnie w tali i spojrzał w oczy. Nie były to oczy Izabeli, ale czerwonowłosy musiał przyznać, że też były ładne. Duże i brązowe. Phineas zamknął powieki i delikatnie musnął wargi brązowookiej.

Nie trwało to długo. Zaledwie po kilku sekundach para odsunęła się od siebie.

Paulin uśmiechała się do czerwonowłosego szeroko, kątem oka dostrzegła, jak Izabela czmycha do kuchni.

Nazz spojrzała zdumiona na przyjaciółkę, która nagle wtargnęła do kuchni. Niebieska była właśnie zajęta wlewaniem rozpuszczonej czekolady do popcornu, jednak na widok miny Izabeli, na której twarzy złość mieszała się ze smutkiem, zaniechała tej czynności.

- Em... Co się stało Iza?

W kuchni były tylko one. Ferb postanowił poszukać Danielli by z nią porozmawiać, a Irving udał się na poszukiwanie toalety.

- Pocałował ją....

- Kto? Kogo?

- Jak to kto? Phineas! Graliśmy sobie w butelkę i on dostał takie zadanie od Buforda, że ma pocałować Paulin...

- Że co?!

- I on to zrobił...

- Ja wiedziałam, wiedziałam no, że przez te wasze zabawy ktoś w końcu bedzie płakał. Mówiłam nawet Bufordowi "Bamber nie grajcie w butelke, to zły pomysł." No ale nie posłuchał mnie. Phineas to samo. Mówiłam mu żeby się z nią nie spoufalał. A on co? Nie posłuchał! Widzicie co sie dzieje, gdy mnie nie słuchacie? Źle się dzieje! Ja sobie z nimi poważnie porozmawiam. - Dziewczyna odstawiła garnek z płynną czekoladą. - A teraz wybacz, ale muszę obrzucić wulgaryzmami moją nemezis.

Nazz wyszła z kuchni zostawiając Izabelę samą z popcornem do połowy oblanym czekoladą.

Dziewczyna chwyciła misę z prażoną kukurydzą i wróciła do salonu. Usiadła na sofie i zaczęła zajadać przekąskę udając, że ogląda z zaciekawieniem film. W rzeczywistości kątem oka zerkała na drzwi balkonowe. Było przez nie widać, jak znajdująca się w ogródku Nazzy gwałtownie gestykuluje i wyzywa stojącą obok Paulin.

Wszystkiemu przyglądał się lekko skołowany Phineas. Chłopak kilkukrotnie stanął w obronie brązowookiej, jednak Nazz była zacięta. W końcu skończyło się na tym, że czerwonowłosy powiedział coś dosadnego Niebieskiej, co ją tak rozwścieczyło, że zabrakło jej słów w gębie i odeszła gdzieś w krzaki uprzednio zaciskając pięści, i wargi z wściekłości.

Phineas i Paulin wrócili do domu. Paulin poszła do jadalni, gdzie wszyscy mieli spać, a Phin przysiadł się obok Izabeli, oglądającej "film".

Izabela musiała przyznać, że widowisko było niezłe. Czarnowłosa żałowała tylko, że nie miała głosu by posłuchać obelg rzucanych na Heller.

- Co to za film?

- Jakiś kryminał - odparła Izabela po raz pierwszy spoglądając na ekran telewizora.

Danny wyszła z tajnego przejścia i powlokła się za swymi przyjaciółmi, Agentami, do sali konferencyjnej. W międzyczasie włożyła na siebie swój przyduży kitelek, który w ostatniej chwili udało się jej zabrać z domu.

Dziobaki usiadły jak zawsze z tyłu, podczas gdy Daniella przeszła na przód sali i zajęła swoje zwyczajowe miejsce podczas konferencji i wykładów. Obok niej jak zwykle siedzieli Rolert Lerning i Samuel Dlar, dwaj profesorowie z którymi dziewczyna zdążyła się już trochę zaprzyjaźnić. W każdym razie z pewnością przyjaźniła się z profesorem Lerningiem, Dlar ją po prostu tolerował i nie lubił mniej niż innych.

- Witaj Daniello. Jak samopoczucie?

- Wspaniale, tylko czy Majoro musiał nas tak późno wzywać?

- Major Monogram jest niczym katharsis, przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie - odparł Robert na co Daniella delikatnie zachichotała, nawet Dlar uśmiechnął się mimowolnie.

W końcu po pół godzinie oczekiwania, podczas którego Daniella i Robert, nieco dręczyli Samuela ciągle zapraszając go do rozmowy, na scenę raczył wkroczyć Major Monobrew, bliżej znany jako Monogram, mężczyzna który zwołał ów nadzwyczajne posiedzenie.

- Witam wszystkich - przemówił do mikrofonu, a sala zamilkła. W delikatnym odstępie za Francisem stał jego wierny asystent/stażysta/pomocnik/człowiek od brudnej roboty lub po prostu Carl. - Pewnie zastanawiacie się dlaczego zebrałem was tu o tak późnej poże - wszyscy pokiwali głowami. - Otóż przez pewne drobne niedopatrzenie mojego stażysty...

- To nie było moje niedopatrzenie sir, tylko fakt, że pan mnie nigdy nie słucha - wtrącił Carl.

- Nie przerzucajmy na siebie winy Carl. Nie ważne czyje to uchybienie, ważne, że taka sytuacja miała miejsce. - zwrócił się MM do swojego podwładnego, po czym kontynuował. - Jak mówiłem, przez pewne drobne niedopatrzenie mojego stażysty, Carla nasz organizacja dostała ostatnimi czasy upomnienie. Jako organizacja rządowa, czy też nie, jesteśmy zobowiązani do przeprowadzenia kilku projektów mających na celu integracje, dobroczynność, współdziałanie i... I coś tam jeszcze. O.W.C.A. zalega nieco z kilkoma akcjami, uwzględnionymi w naszym programie działalności na bieżący rok takimi jak "O.W.C.A. dzieciom", "Szkolimy przyszłe pokolenia", "O.W.C.A. bawi, kształci, uczy" i "Nie taka O.W.C.A. zła". Rok się prawie kończy, w związku z tym postanowiliśmy przedsięwziąć radykale środki. Każdy agent O.W.C.A., naukowiec, oraz każdy inny pracownik naszej kochanej organizacji, w miesiącu październiku będzie miał pod opieką podopiecznego. Waszym zadaniem będzie zdradzenie mu tajników pracy w organizacji na danym stanowisku, oraz przeszkolenie go. Podopieczni przydzielani będą odgórnie. Będą oni towarzyszyć wam w waszych codziennych czynnościach takich jak udział w akcjach, czy tworzenie sprzętów szpiegowskich. Akcja rozpoczyna się z dniem 1 października, a kończy 31 października. Do tego czasu przygotujcie się mentalnie. Możecie się rozejść.

- No jakby nie mógł nam tego powiedzieć kiedy indziej - obruszył się Dlar i wstał z krzesła.

Pozostali zebrani uczynili to samo i towarzystwo zaczęło się rozchodzić.

- Miło było cię spotkać Daniello, wpadaj do nas częściej - pożegnał się profesor Lerning.

- Mnie was również. Postaram się. Do zobaczenia - dziewczyna odeszła w stronę Perry i Penny, którzy już na nią czekali.

- I co o tym sądzicie? - zapytała podekscytowana Danny. - Będziemy wdrażać nowych członków. Uczyć ich i pokazywać jak to jest pracować dla takiej wspaniałej organizacji.

- Ty serio się rajcujesz tą robotą - przyznał z podziwem Perry.

- Taaa... Nawet nie wiesz jaka jest szczęśliwa jak może coś zbudować dla któregoś Agenta. - odparła Penny.

- Oj daj spokój Pe...

- Ta ta - przerwała jej dziobaczka. - Ja tam uważam, że to wszystko to przez to, że państwo nie ma już jak się na nas wyżywać. Pensji już bardziej obciąć nam nie mogą więc każą nam się bawić w darmowe niańki.

- Coś w tym jest - przyznał jej rację jej eks-partner.

- Czy wy we wszystkim widzicie niechęć rządu i zmowę przeciwko wam?

- Nie. Sernik jest całkowicie neutralny - palnęła Pennylin. - Ale do rzeczy. Danny idziesz z nami do Pinkiego? Będzie niezła biba, zwołaliśmy się z kilkoma agentami. Pogramy w pokera, ale tym razem nie rozbieranego, bo Perry jeszcze cała sierść nie odrosła.

- I nie wiem czy kiedykolwiek odrośnie - burknął dziobak.

- Nie dzięki Penny, ale tak się składa, że na dzisiejszą noc zaprosiłaś do mnie gości, więc muszę się nimi zająć. Mam nadzieję, że nikt nie zauważył mojego zniknięcia.

- A fakt, zapomniałam. To trzymaj się tam.

Dziobaczka poklepała przyjaciółkę przyjaźnie po plecach a sama wraz z Perry oddali się w stronę Pinkiego i zgromadzonych woku niego Agentów. Daniella odeszła w przeciwnym kierunku.

Część 7

Była dość późna godzina. Wszyscy ułożyli się już do snu, poza kilkoma wyjątkami.

Nazz wciąż wściekła na to co powiedział jej czerwonowłosy przyjaciel, siedziała wygodnie na konarze wierzby rosnącej w ogródku rodziny Shine.

Ferb po nieudanej próbie odnalezienia Danny, siedział pod tym samym drzewem i wpatrywał się w gwiazdy. Był w stu procentach nieświadomy, że nad jego głową pewna niebieskowłosa dziewczyna stara się ochłonąć, po przeprowadzonej kilkadziesiąt minut wcześniej rozmowie.

Tymczasem Phineas i Izabela oglądali wspólnie kolejny z kolei film. Oboje milczeli zajadając wspólnie popcorn z jednaj miski.

I jak to w filmach bywa, taki i w tej historii, miała miejsce scena w której dwoje nieświadomych swych uczuć młodych ludzi, zupełnie przypadkiem dotyka swych rąk sięgając po ostatni okruch prażonej kukurydzy.

Oboje spojrzeli pospiesznie na siebie i zaróżowili się po uszy.

Izabeli zdawało się, że tonie w (jakiś tam odcień niebieskiego, przerób na przymiotnik w trzeciej osobie, liczby mnogiej) oczach Phineasa. Chłopak jednak pospiesznie odwrócił wzrok i zabrał dłoń z ręki czarnowłosej.

Dziewczyna w końcu postanowiła przerwać tę nieszczęsną ciszę.

- To zadanie od Buforda... Był okropne.

- No, też bym nie polizał jego pachy.

- Nie mówiłam o tym moim, tylko o tym, które dał tobie. To, że musiałeś pocałować Paulin... - mruknęła dziewczyna.

- Szczerze to nie było tak źle...

- Nie?

- Powiedziałbym, że było nawet całkiem przyjemnie.

- S-serio?

- Nom... Paulin jest bardzo fajną dziewczyną, ja naprawdę nie wiem, co Nazz do niej ma.

- Po prostu zna się na ludziach lepiej niż ty - wyszeptała dwunastolatka, jednak jej przyjaciel tego nie dosłyszał.

- Pisałem z nią przez całe wakacje, to naprawdę miła i pomocna dziewczyna.

- N-nie wspominałeś - wyjąkała dziewczyna.

- Bo nie pytałaś. - Chłopak wzruszył ramionami. - W każdym razie, udało mi się ją poznać i zbliżyliśmy się do siebie.

- To miło - mruknęła nieszczerze dwunastolatka.

- To dzięki niej ciągle jesteśmy przyjaciółmi.

- W jakim sensie?

- Wiesz po tej całej wpadce z pocałunkiem... Napisałem jej o wszystkim i ona doradziła mi jak to wszystko rozwiązać.

- Ona ci to doradziła?

- Tak. Powiedziała, że jeśli nadal chcę, że jeśli nadal chcę być twoim przyjacielem powinienem przeprosić cię za wszystko. No i miała rację. Wybaczyłaś mi i nadal się przyjaźnimy.

Izabela osłupiała, nie miała pojęcia jak zareagować na tę wiadomość. Nie dość, że Phineas zwierzył się z ich pocałunku najmniej odpowiedniej osobie, to jeszcze słuchał jej idiotycznych rad.

- Jest świetna prawda?

- Taak - zdołała wyjąkać czarnowłosa przez zaciśnięte zęby.

- Wiesz - zaczął Flynn niepewnie. Uśmiechnął się nieśmiało i lekko zaróżowił. Iza wpatrywała się w niego zdezorientowana. - Nie chciałem tego nikomu mówić, ze względu na Nazz i jej niechęć do Paulin, ale skoro ona już wie... Powinienem powiedzieć i tobie, w końcu jesteś moją najlepszą przyjaciółką, głupio jakbyś dowiedziała się ostatnia. Paulin i ja, od wczoraj ze sobą chodzimy.

W tym momencie serce dziewczyny pękło.

- Pójdę dorobić popcornu, bo się już skończył - oznajmił po chwili czerwonowłosy.

- No to jak zaczynamy? - wykrzyknął uradowany Agent S, Waldemar Pan Wąż.

- Biby u Pinkiego rządzą! - zawołała uradowana Penny, podczas gdy roztrzęsiony Pinki ogarniał towarzystwo.

- Ci co chcą grać, do stolika pokerowego (biurka) - dyrygował cziłała. - Głodni i spragnieni niech skorzystają z bufetu na dole (lodówka w domu Garcia-Shapiro), tylko cicho bo obudzicie Vivian. Agenci udający się za potrzebą niech korzystają z łazienki (łazienki). Ci co chcą tańczyć zapraszam na parkiet! (łóżko i podłoga w pokoju Izabeli.) Ej Pupu! Basy na cały regulator!

- Ale Pinki, a Vivian?

- Spokojnie, ona basów nie słyszy...

Tymczasem przy stoliku pokerowym.

- To jak, gramy standardowo. 30 do jednego, gracz zerowy odchodzi od stolika. Wszystko jasne? - zapytała Penny fachowo przerzucając karty z rąk do rąk.

Jej spół-gracze pokiwali twierdząco głowami, na co dziobaczka zaczęła rozdawać karty.

Po kilku minutach Phineas wrócił z kuchni z wielką miską prażonej kukurydzy. Postawił ją na stole i usiadł na kanapie obok Izabeli, która przez cały czas przyglądała się mu uważnie. Po chwili czerwonowłosy zwrócił się do przyjaciółki.

- I jak sądzisz, kto zabijał?

- Och zamknij się! - warknęła Izabela i wstała z kanapy.

Phineas patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

- Co? Dlaczego mam się zamknąć? Powiedziałem coś nie tak?

- Nie, nic nie powiedziałeś! Mam po prostu cię dość Flynn! Nie chce cię słuchać i oglądać!

- Izabelo ja nie wiedziałem, że ty... Fakt powinienem cie zapytać, przeprasza że nie zapytałem, ale mogłaś mi powiedzieć, że też chcesz popcornu. Zrobił bym ci. Ale przecież mogę się z tobą podzielić.

Izabela zrobiła wielkie oczy.

- Popcorn!? Popcorn!? - wykrzyknęła z niedowierzaniem o mało co nie budząc wszystkich imprezowiczów, w porę się jednak powstrzymała. - Myślisz, że chodzi mi o popcorn? Nie do wiary jakim jesteś idiotą Flynn. Jesteś skończonym głupkiem! Nie znam większego ignoranta i zaślepionego młotka od ciebie! Wiesz co zjedz sobie ten popcorn na zdrowie.

- Izabelo o co ci chodzi? - zapytał szeptem Phineas.

Izabela nigdy nie podniosła na niego głosu. Chłopak nie miał pojęcia co takiego się stało.

- O co mi chodzi? - znów prawie wrzasnęła dziewczyna, a w jej oczach zalśniły łzy. - Powiem o co mi chodzi. Phineas ja...

Izabela zamilkła na chwile i zagapiła się na chłopaka. W końcu oznajmiła głośnym szeptem.

- Nienawidzę cię. Słyszysz? Nienawidzę cię Phineas. Nie chce cię dłużej znać.

Po tych słowach dziewczyna odwróciła się i weszła przez rozsuwane drzwi do jadalni. Phineas stał gapiąc się w przestrzeń. W jego uszach rozbrzmiewał jeszcze głos Izabeli "Nienawidzę cię. Nie chce cię dłużej znać.", grzmiały w jego głowie niczym komunikat wydobywający się ciągle z olbrzymich głośników.

"Nienawidzę?" pomyślał chłopak "Nienawidzę!?"

Phineas zamachnął się ręką ze złością, strącając przy tym miskę z popcornem, która spadła na ziemie i rozbiła się. W tej samej chwili do pokoju weszła Danny.

- Phineas?

Dziewczyna patrzyła na chłopca zdumiona. Chłopak zaczerwienił się z zakłopotania.

- Danny... Ja przepraszam za miskę... To niechcący - powiedział i zaczął zbierać z ziemi szczątki naczynia.

- Co się stało Phineas? - zapytała brązowowłosa, nachylając się i pomagając zbierać rozbite naczynie przyjacielowi.

- Nic - odparł chłopak nie przerywając porządków.

- No daj spokój, przecież widzę. Nikt, nigdy w normalnych okolicznościach nie rozwaliłby miski pełnej popcornu, nawet przez przypadek, zwłaszcza na takim dobrym filmie jakim jest "Sherlock Holmes". - Oznajmiła dziewczyna i uśmiechnęła się do Flynna.

- No dobra, tu się z tobą zgodzę.

- No to chodź - oznajmiła dziewczyna. Chwyciła Phineasa za dłoń i pociągnęła do kuchni.

Jedenastolatka wstawiła wodę by się zagotowała, a z zamrażarki wyciągnęła porcję lodów czekoladowy.

- Lubisz czekoladowe prawda?

- Tak, to moje ulubione.

- To dobrze, bo tylko takie zostały.

- Zamierzasz mnie teraz utuczyć, a potem wyciągnąć ściśle tajne informacje? - zażartował chłopak, gdy niebieskooka postawiła przed nim spora dawkę lodów.

- Nie, dodałam do lodów eliksir prawdy więc, gdy tylko ich spróbujesz wszystko mi szybciutko wyśpiewasz. Oszczędzę w ten sposób na lodach - odparła Daniella z pełną powagą, na po czerwonowłosy uśmiechną się z rozbawienia.

- W takim razie może być. Przynajmniej się nie roztyję - stwierdził i zabrał się do jedzenia.

- Więc tak się to skończy?

- Na to wygląda Perry.

- Zastanów się czy na pewno tego chcesz Penny. Czy na pewno pokonanie mnie, przyniesie Ci wystarczający zysk.

- Wystarczający... Nie muszę się nad niczym zastanawiać. Będę usatysfakcjonowana z pokonania ciebie.

- Wydawało mi się, że lepiej Cię znam, że jesteśmy przyjaciółmi. Myślałam, że jestem dla ciebie wart więcej, niż kilka marnych dolarów.

- Myliłeś się i ta pomyłka będzie Cię słono kosztować. Zapłacisz najwyższą stawkę.

- Byliśmy partnerami. Czy to dla ciebie nic nie znaczy? Czy naprawdę nie ma dla ciebie znaczenia to co kiedyś było miedzy nami?

- To już przeszłość Perry. Świat się zmienia, a ja razem z nim. Liczy się tu i teraz.

- Posłuchaj Penn, mamy jeszcze wybór. Możemy się wycofać. Możemy zakończyć tę grę nim któreś z nas polegnie.

- Nie wydaje mi się Perry. Nie zamierzam się poddać. Doprowadzam do końca to co zaczynam.

- A więc dobrze. W takim razie zagrajmy w otwarte karty Penny...

- Karty na stół Perry...

Dziobaki ułożyły przed sobą swoje karty. Przed Penny rozpościerała się Kareta asów, a przed Perry poker królewski.

- A teraz patrz i płacz, patrz i płać.

- P-przegrałam? - wyjąkała dziobaczka. - Ale jak to jest możliwe? Przecież oszukiwałam!

- Najwyraźniej ja byłem w tym lepszy - odparł Agent P pokazując asa wystającego mu z "rękawa".

Z głośników dał się słyszeć tubalny głos Pupu Pana Pandy.

- A teraz zapraszamy na parkiet dwójkę naszych najbardziej zapalonych i spłukanych pokerzystów! Perry bież Penny za łapę i na parrrkiet! - zawołał misiek.

Nim dziobaczka zdążyła się jakoś obronić jej eks-partner już ciągnął ją na miejsce taneczne.

Tymczasem Pinki zajęty był poszukiwaniami zaginionych Agentów.

- Widział ktoś może Otisa? - rzucił w tłum.

- Jak można zgubić słonia? - odgdakała Krysia Pani Kurka.

- Jak można dać przykleić się do szafy?! - odwarknął jej cziłała.

Gdy woda się zagotowała, gospodyni zalała nią dwa kubki z gorącą czekoladą, po czym jeden podarowała Phineasowi, a drugi sama zaczęła powoli pić.

- I że niby mam to pić razem z lodami? To siebie samo wyklucz - stwierdził Flynn spoglądając na parujący kubek.

- Nie czepiaj się, to najlepsze i jedyne danie jakie potrafię przyrządzić.

- Skoro to nazywasz daniem...

- Ej. Nie próbuj zmienić tematu. Lepiej powiedz co takiego się stało, że zmarnowałeś taką górę popcornu?

Phineas milczał chwilę.

- Izabela mocno na mnie nakrzyczała... I powiedziała, że mnie nie nienawidzi - oznajmił nagle.

Danny spojrzała na niego zdumiona.

- Że cię nienawidzi?

Phineas pokiwał głową.

- Jesteś pewny? Może się przesłyszałeś? Może powiedziała, że cię nie widzi?

- Nie, wyraźnie usłyszałem, że mnie nienawidzi. Powtórzyła to dwa razy.

- Wow... No to nieźle musiałeś zaleźć jej za skórę bo ona... No raczej wszystkich lubi... - oznajmiła z namysłem Shine. - Oprócz dziewczyn, które się za tobą uganiają - dodała szeptem.

- W tym problem że ja nawet nie wiem co zrobiłem. No bo... Poszedłem po popcorn było wszystko w porządku, a potem gdy z nim wróciłem, ona zaczęła na nie krzyczeć.

- A może coś powiedziałeś?

- Tylko, że idę po popcorn... I że chodzę z Paulin - dodał bo głębszym namyśle.

- Oooooo... To wiele zmienia.

- To znaczy?

- Bo jak by Ci to wyjaśnić... Izabela podobnie jak Nazz, nie przepada za Paulin...

- Ale jak to. Mówiłaś, że ona wszystkich lubi. A w zeszłym roku miałem wrażenie, że nawet się zaprzyjaźniły.

- No, najwyraźniej nie. Widzisz Paulin zalicza się do tych wyjątkowych osób, za którymi Izabela nie przepada... Za bardzo... A w tej chwili nawet bardziej niż bardzo.

- Ale dlaczego? - nie mógł tego pojąć tępo... Trójkątno! Trójkątno-głowy znaczy.

- Och... Co ja ci będę to wszystko tłumaczyć. Lepiej sam z nią porozmawiaj w końcu znacie się dłużej. Jest twoją najlepszą przyjaciółką, ona powinna Ci wszystko już dawno wyjaśnić.

- Wiesz... masz rację. Jutro z nią porozmawiam.

- Super. A teraz zmieńmy temat. Wiesz może o co chodziło dzisiaj Irvingowi z tą całą Fenny i Phinbelą? Jak tylko przyszedł to tylko o tym ględził, a ja nawet nie miałam kiedy się kogoś o to spytać.

- Nie mam pojęcia. Jak szliśmy do ciebie też o tym gadał, i jak tylko wymawiał któreś z tych słów Buford i Baljeet zaczynali podejrzanie chichotać. A właśnie, gdzie na tak długo znikłaś?

- Sprzątałam. Laboratorium taty. Jeśli bym tego dziś nie zrobiła, mogło by się to źle skończyć.

- O nie nie! - darł się Pinki. - Proszę odstawicie zdjęcie Phineasa, Iza ma na jego punkcie fioła, jak się stłucze to będzie wściekła. Agencie Kiciuś, a mówiłem, żebyś uważał z kocimiętką! Waldemarze nie biegaj z nożyczkami... A raczej nie pełzaj... Dlaczego ta różowa ściana jest zielona? Czy ktoś widział Otisa?

- Hey Pinki. Ktoś... I tym kimś nie byłam ja. Podpalił toaletę. Masz może gaśnicę.

- W pierwszej szufladzie tej wielkiej komody (szafy) powinien być zestaw awaryjny.

- Dzięki - zawołała Penny i pobiegła zmagać się z pożarem.

- Agentko K proszę odłożyć te sukienki do tej większej komody (szafy). Różowy nie pasuje do twoich oczu. Kryśka pozbieraj piórka z podłogi, a ty Edwardzie nie wyjadaj tego miękkiego czegoś (pluszu) z pluszaków Izabeli. Agenci W przestańcie wygryzać sobie pchły, odrobinę kultury, i czy ktoś do jasnej anielki wie gdzie jest Otis? - warczał drżący cziłała na cały regulator.

Gdy Phineas i Daniella skończyli spożywać swoją nocną przekąskę, którą Daniella uparcie nazywała daniem, oboje pożegnali się. Phineas udał się do jadalni by położyć się spać, a Daniella postanowiła wyjść do ogrodu by pooddychać świeżym powietrzem. Nie miała ochoty się jeszcze kłaść.

Dziewczyna stanęła na środku placu. Wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się. W końcu cisza i spokój!

To nie tak, że jedenastolatka nie lubi towarzystwa ludzi, po prostu z czasem zaczynało ją męczyć. Nie przywykła do nadmiernego obcowania z innymi. Teraz, po wielu godzinach wspólnych gier i zabaw, w końcu mogła odetchnąć w samotności.

- Danny?

Za drzewa rosnącego nieopodal wyszedł Ferb. Dziewczyna na widok przyjaciela drgnęła.

- Ferb? - zapytała ze zdumieniem. - Myślałam, że śpisz. Co tu robisz?

- Próbowałem zasnąć, ale nie mogłem zmrużyć oka. Nie chciałem nikogo obudzić, więc wyszedłem na dwór - odparł zielonowłosy. - A ty, co tu robisz?

- Ja? Przyszłam odpocząć - odparła Danny.

- Męczy cię jak w pobliżu jest tyle osób co?

- Troszkę - odparła dziewczyna lekko zaskoczona, że chłopak zwrócił na to uwagę. - Skąd wiesz?

- Zauważyłem. Z biegiem zabawy byłaś coraz bardziej spięta.

- Może troszkę.

Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie i podrapała zakłopotana po głowie.

- Dlatego zniknęłaś na tyle czasu? Gdzie byłaś? Szukałem cie.

- Byłam w laboratorium taty. Musiałam sprzątnąć po jego ostatnim eksperymencie, bo jeszcze by się coś z tego wylęgło - skłamała gładko Daniella.

- Tak, porządek ważna rzecz - przyznał zielonowłosy.

Oboje zaśmiali się cicho.

- Lubie noc - odezwała się Danny siadając na trawie pod drzewem. - Jest straszna i ekscytująca za razem.

- Tak - przyznał chłopak, zajmując miejsce obok przyjaciółki. - To dobra pora dnia, znaczy doby.

W jego głowie trwała niezwykle krwawa walka z samym sobą.

"No powiedz jej."

"Nie mów, nic nie mów."

Tak bardzo chciał jej o tym powiedzieć, chciał wyznać jej prawdę, ale bał się, strasznie bał się jej reakcji.

Chłopiec przypomniał sobie słowa Phineasa z przed kilku tygodni. "To tylko dwa słowa". I właśnie te dwa słowa ciążyły mu tak bardzo na sercu. Czy jeśli to zrobi nie pożałuje? Ale co jeśli nie wyzna jej prawdy?

Zielonowłosy zamknął oczy, wziął głęboki oddech i zaczął, nadal mając zaciśnięte powieki.

- Danny pamiętasz jak w Wesołym Miasteczku powiedziałem ci, że uwielbiam brukselkę?

Dziewczyna oderwała wzrok od nocnego nieba i spojrzała na Fletchera.

- Tak, pamiętam. To było dość... Niecodzienne wyznanie, więc utkwiło mi w pamięci - przyznała.

Świadomość, że jej przyjaciel uwielbia warzywo którym gardzi, nie dawała jej spokoju. Czasem nawet śniło jej się, że zielonowłosy zrywa z nią przyjaźń, bo ośmieliła się powiedzieć, że nie zje brukselki.

- Musze ci się do czegoś przyznać. Nienawidzę brukselki, na serio nie znoszę warzywa. Jest obleśne i ohydne - powiedział zielonowłosy.

Danny poczuła jak niezwykła ulga zalewa jej serce, a na jej twarzy wykwita mimowolny uśmiech.

"Wiedziałam! Nikt normalny nie lubił by brukselki. Na pewno nie aż tak."

Po chwili jednak, uderzyła ją pewna myśl.

- Dlaczego więc powiedziałeś mi, że jesteś jej fanem?

Ferb westchnął ciężko. Oczy nadal miał zamknięte.

- Nie chodziło mi wtedy o brukselkę - wyjaśnił.

- Nie? A o co? - zapytała dziewczyna marszcząc brwi.

- O to, o co chodzi mi i teraz.

- Czyli? - drążyła Danny. - Po prostu to powiedz.

- Kiedy to nie takie proste - stwierdził chłopiec. - Phineas uważa, że to łatwizna i nie powinienem się cykać, ale ja osobiście uważam, że to jest bardzo trudna rzecz powiedzieć komuś, że się go kocha.

Danny wpatrzyła się w chłopaka, a jej serce przyspieszyło gwałtownie, a policzki przybrały barwę szkarłatu.

- Tyle razy próbowałem i nie dawałem rady, ale teraz ci powiem - Ferb w końcu otworzył oczy i spojrzał na przyjaciółkę. - Kocham cię.

Część 8

Ferb poczuł jak wielki ciężar, który od tygodni w sobie nosił spada mu z serca. Jednak lekkość jego ducha nie trwała długo, po chwili co innego zaczęło go niepokoić.

Danny milczała, gapiąc się na przyjaciela. Nic nie mówiła, a z jej twarzy nic nie dało się wyczytać. Zielonowłosy zamrugał, jego serce waliło jak oszalałe i chłopak czuł, że jeśli za chwile nie otrzyma odpowiedzi to eksploduje.

Daniella jednak nadal milczała. Podobnie jak serce Ferba jej również biło z dużą prędkością, tyle że z zupełnie innego powodu...

Ferb spuścił wzrok.

- Rozumiem - wyszeptał - W końcu to nic takiego, nie musisz zaraz odwzajemniać tego co do ciebie czuje. Rozumiem. Pewnie wolisz, żebyśmy byli jedynie przyjaciółmi. Rozumiem. - Danny nadal milczała. - Nie mogę ci przecież kazać, żebyś mnie kochała. Wiesz nawet przez chwile nie łudziłem się, że ty odwzajemniasz moje uczucia... No może trochę się łudziłem - chłopiec zamknął oczy i ciągnął swój monolog. - Chciałem jedynie ci to powiedzieć, żebyś wiedziała... Nie wiem w zasadzie po co ci ta informacja, ale już ci ją powiedziałem i wiesz miło by było usłyszeć odpowiedź. Nie to... Zresztą zapomnij. To nic specjalnego...

Ferb poczuł jak czyjaś dłoń dotyka jego twarzy, a po chwili jak czyjeś usta dotykają jego ust. Był to szybki i przelotny całus, w zupełności jednak wystarczył.

- To nie jest nic specjalnego Ferb - wyszeptała niebieskooka, gdy odsunęła się pd przyjaciela. - To jest coś bardzo specjalnego - po czym przytuliła się do niego.

Miała ochotę zostać tak już na zawsze. W końcu jednak zielonowłosy delikatnie oswobodził się z jej uścisku i oznajmił.

- Ja... Pójdę się położyć.

Chłopak poderwał się z miejsca i wrócił do domu.

Daniella została sama. Była delikatnie (a nawet bardziej) zdezorientowana nagłym odejściem chłopaka. To chyba... Nie powinno tak wyglądać, prawda?

Tymczasem Ferb leżał w śpiworze. Jak wcześniej nie był w stanie zasnąć, to teraz nie mógł nawet zamknąć oczu, z powodu szoku jakiego doznał. Leżał pogrążony w myślach.

Wyznał Danny co do niej czuje, a ona go pocałowała. Takiej reakcji się nie spodziewał. Nie miał pojęcia co powinien teraz zrobić, więc przyjął taktykę Phineasa i zwyczajnie dał dyla.

Kilka metrów dalej Phineas pogrążony był we własnych koszmarach. Rozmowa z Danny, choć nieco podniosła go na duchu, do końca go nie uspokoiła. Nawet jeśli Izabela nie do końca miała na myśli to co powiedziała, pewne słowa padły, a on nie wiedział dlaczego. Nie lubił czegoś nie wiedzieć, dlatego musi poznać prawdę. Przez tyle lat pielęgnował ich przyjaźń, nie pozwoli by coś ją popsuło.

Dlaczego to powiedziała? Przecież wcale tego nie chciała. Ostatnią rzeczą jaką czuła do Phineasa mogłaby być nienawiść. Była na niego zła, fakt, za to że jej nie zauważa, że nie zwraca uwagi na jej słowa, gesty, że nie widzi że ona go kocha. Była zła, ale nie nienawidziła go, wręcz przeciwnie. Szczerze go kochała.

Dwa małe dziobaki wyszły z sekretnego przejścia i zdjęły kapelusze z głów.

- Ta imprezka była lepsza od poprzedniej. - terkotała Penny. - Tylko ten fakt, że mnie ograłeś... No niezbyt dobre wspomnienie, ale poza tym było epicko! Widziałeś jak Kryśka wymiatała na parkiecie?

- Dosłownie i w przenośni. Szkoda tylko, że musieliśmy skończyć tak szybko.

- To wszystko przez to że Otis zapadł się pod ziemię... Dosłownie.

- Wydaje mi się, że twój maleńki pożar łazienki, który wymknął się spod kontroli, też mógł się do tego przyczynić.

- To nie moja wina, że nie mogłam znaleźć gaśnicy.

Penny rozchyliła krzak by wyjść za niego do ogródka. Nagle zatrzymała się jak wryta. Perry uderzył w nią, zatoczył się o mało nie upadając.

- Uważaj jak chodzisz - wyszeptał ze złością. - Na co się gapisz? - zapytał po chwili. Penny stała spoglądając w kierunku drzewa, pod którym coś siedziało. Gdy Perry wytężył wzrok, zobaczył co wprawiło jego byłą partnerkę w stan szoku.

Pod drzewem siedział nie coś tylko ktoś, a raczej dwa ktosie i to nie byle jakie ktosie. Jednym z nich był Ferb, a drugą Danny. Drugi ktoś przytulał pierwszego. Do dziobaka dotarło z niewielkim opóźnieniem, ale jego reakcja była bardziej odpowiednia.

- Chodź, nie przeszkadzajmy im - wyszeptał i pociągnął Penny w przeciwnym kierunku.

Dziobaczka ruszyła za Perry bez słowa. Agenci szli w milczeniu spacerując ulicami Danville. Po drodze zatrzymali się w sklepie nocnym i kupili drobne przekąski. W końcu, doszedłszy do parku, zasiedli na jednej z ławek i zajęli się jedną z kupionych przez siebie paczek krakersów.

Oboje milczeli przez dłuższy czas zajadając ciastka.

- Więc - odezwał się w końcu Agent P. - Myślisz, że nasi właściciele w końcu się zeszli?

- Oby. Mam taką nadzieje.

Penny położyła głowę na ramieniu byłego partnera. Dziobak objął ją delikatnie łapą. Agentka zamknęła oczy z przyjemnością i wtuliła się w przyjciela. Dziobak nachylił się nad jej uchem i szepnął.

- Wiesz co to oznacza Penny?

- Co Perry?

- Że jesteś mi coś winna...

- Co?

- Dwadzieścia dolarów. Moje dwadzieścia dolarów. Pamiętasz nasz zakład? Wygrałem - oznajmił.

- Och Perry, musisz psuć taką chwile? - zapytała Penny wyciągając dwudziesto-dolarowy banknot i podając mu go.

Nazz wpatrywała się w całującą się parę jak urzeczona. Z tej dość dużej wysokości świetnie wszystko widziała i słyszała, każde słowo z nieco niezręcznego wyznania Ferba.

Noc była bezwietrzna, ciepła i cicha. Taka magiczna.

"Jak oni cudownie razem wyglądają."

Niebieska ułożyła głowę wygodnie na ramieniu. Nie przestała się jednak wpatrywać w dwójkę swoich przyjaciół.

Noc była bezwietrzna, ciepła i cicha. Taka magiczna.

"Ja to jednak znam się na ludziach."

Powieki dwunastolatki powoli zaczęły opadać. Dziewczyna była bardzo zmęczona całodniowymi lekcjami, a potem jeszcze użeraniem się z tą żmiją Paulin i babeczkami... Tak była bardzo zmęczona. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.

Zorientowała się dopiero, gdy ocknęła się cała obolała na ziemi.

- TO NIE MOJA ŻABA! - wykrzyknęła rozglądając się dookoła i podrywając z trawy.

- Nazz co ty tu robisz? - zawołała zszokowana Daniella.

- Ja... Siedziałam na drzewie i musiałam zasnąć. Nie spadłabym, gdyby nie śniło mi się, że uciekam przed dyrciem, który oskarża mnie o wsadzenie Paulin żaby do stanika. - odparła Niebieska, rozcierając obolały tyłek. - Hey a ten pocałunek twój i Ferba był prawdziwy czy to też część mojego snu? - zapytała z ożywieniem.

- To ty to widziałaś!?

- Ach czyli jednak! - ucieszyła się niebieskowłosa. - Buford krewi bi piętnaście dolarów. A tak między nami - zwróciła się do Danielli zarzucając jej rękę na ramiona. - Słodko razem wyglądacie, ale uważaj na Ferbgacka bo to straszny mareciak i obszczymajza.

Dodatkowe informacje

Fineasz i Ferb - story.png

  • Opowiadanie uległo drobnemu retuszowi. Jego pierwotną wersję możecie znaleźć tu.

Fineasz i Ferb - story.png

t - b - efunnyFrankyGaleria
Serie
Ja i ty
Historia Fineasza i Izabeli | Historia Ferba i Danny | Historia Fineasza i Ferba
Story
Partnerka | Zmiana ról | W niepamięci | Powrót do przyszłości | Deszczowa piosenka | Wesołe miasteczko | Stary znajomy | Nagrodzeni | Ta inna rzeczywistość | Pokonać strach | W odwiedzinach | Szach-Mat | Misja-wieloświat | Etap II | Senna wycieczka | Po drugiej stronie lustra | Powrót Nazz | Magiczna noc | Przygody Agenta Spika | Bo tak | Z duchem czasu | Jeszcze tego nie było, by jajko dziobaka uczyło | Nic specjalnego | Wymiar Omega | Tomato kolor czerwieni | Krętymi drogami | Historia, która nie miała się wydarzyć | Łapaj karpia | Wakacyjna nutda | Na zawsze Niebieska
Wymiar Omega
Dokąd nogi poniosą | Polowanie na niedźwiedzia | Orchidea | Sekwencja zdarzeń | Front Wyzwolenia Ziemi | Alternatywna rzeczywistość | Na otwartej wodzie | Daj się ponieść | Szklane ideały
Wędrując przez życie
prolog | Powroty | Pożar | Rozmowa | Zmiany | Diagnoza | Spotkanie | Komplikacje | Prawdziwy przyjaciel | Cała prawda
Inni my
prolog | Osiem lat później | Misja rekreacja | Propozycja | Zostańmy agentami | O.W.C.A. | Szkoleniowiec | Nocna przechadzka | Pierwsze koty | Kropla w morzu
Drobny szczegół
Harmonia relacji | Grając pierwsze skrzypce | Na ratunek sytuacji | Na skraju jutra
Kalejdoskop zdarzeń
Nigdy więcej wojny
Omnia vincit Amor
(pisane wspólnie z NaluChan )
Decyzja | Samokontrola | Rozstanie | Pomocnik | Rewers | Iron Taro | Księżyc | Kres
Zastępowe opowieści
(pisane wspólnie z Sara124)
Nowa droga | Nowa w zastępie | Pierwsza prawdziwa miłość | Bitwa zastępów
Kroniki Świata Wynurzonego
(pisane wspólnie z VictoriaBlue )
Rozdział 2 | Rozdział 4 | Rozdział 6 | Rozdział 8 | Rozdział 10 | Rozdział 12
Pełnometrażowe
Powiązane z seriami
Heca jajeczna | Wodny zamach | Fineasz u dentysty | Dawno temu w przedszkolu | W tańcu | W końcu | Kwaśne winogrona i słodkie cytryny | Ślub, węże i antagonista | Sto rad jak być szczęśliwym |
Niepowiązane z seriami
Klejnot oceanu | Kajmakowy sok | Mon héros
Pisane z innymi użytkownikami
*Opko na nudę (pisane wspólnie z NaluChan )
Bohaterowie
Pierwsze pokolenie
Daniella Shine | Nazz Jefferson | DS | Paulin Heller | Scott Shine | Natalie Middleton | Malcolm Morgan | Colin McAdam | Simon Graham | Penny | Vanillia | Hanna Taylor | Ludwik Klaus Wulfryd Tyberiusz Gugungtenpruljungingen IV | Wampirzyca | At Last
Drugie pokolenie
Summer Flynn | Aleksis Fletcher | Sintia Fletcher | Camille Tjinder | Nathan Van Stomm | Gavin Van Stomm
Inne
Piosenki
Zatrzymać czas | Zaśpiewaj | Złamana obietnica | Za drzwiami | Wybacz | Raz, dwa, trzy... | Pszczoły, ule i wosk! | Piekielny pocałunek | Melodia dla Nikogo | Kołysanka Sleepy Soul | Hymn Proczadzikowców | Dzika muzyka | Deszczowa piosenka | Czy to miłość?
Rodziny
Rodzina Shine | Rodzina Fletcher-Shine
Lokalizacje
Ogródek rodziny Flynn-Fletcher | Dom rodziny Shine | Wzgórze Izabelli | Grandville | Jail-Jelly | Quarta | Wymiar Omega
Organizacje
Front Wyzwolenia Ziemi | ROOCS | Trybunci | Saturn H.O.M.E. | Zastęp ogników 22107
Przedmioty i wynalazki
Przygody Agenta Spika | Twarzoksiążka | Zemster
Fanon Miraculum
Niepowstrzymani
Rogalik prawdę Ci powie | Derpy roku | Echo przeszłości | Z nastaniem nocy | Tam, gdzie latają Akumy | Derp na Biedroblogu | W świecie Fan-Fiction | Zabawa w bohatera | (Nie)zapomniana historia | Nieplanowana przygoda z Mary Sue | Dzieje Plaggi i Ed | Mistrz kierownicy | Elfie zamieszki | Ogrzana afera | Pomocna dłoń | Koniec bezczynności | Czemu się nie uśmiechasz? | Nienazwane
Inne
Histogariusz
Bohaterowie
Postaci
Aleksis Lefiampi | Edith Frasinati | Daniel Sorel
Kwami
Odda | Zabb | Poogo | Arria | Tosuu
Fanon My Little Ponny
FanFiction
Ostatnia Kołysanka
Fanon Kung Fu Panda
FanFiction
Sztuka Papieru
Bohaterowie
Tao Nakamura | Shi RuiShu
Szablony
Zakładki | Serie | Bohaterowie | Bohaterowie: Inni my | Bohaterowie: Story | Bohaterowie: Wędrując przez życie | Piosenki: Story | Lokacje: Story | Drobny szczegół | Poza Fandomem | Kung Fu Panda | Rodzina Shine | Zastęp 22107
Advertisement