FANDOM


Nowy uczeń

Bez tytułu
No Screenshot 2
Twórca: IHMPN
Sezon: 1
Numer odcinka: 4
Angielski tytuł: New student
Opublikowano: Część 1 - 18.02.2017
Chronologia
Poprzedni: Opowieść o Baljeecie
Następny: TBA
Nowy uczeń - czwarty odcinek BT.

Bohaterowie

Fabuła

Część 1

Nazz szła do szkoły, kopiąc kamienie leżące na ścieżce.
- Cześć! - usłyszała za sobą.
Obejrzała się. Za nią przechadzała się dziewczyna w jej wieku. Miała dość długie blond włosy i brązowe oczy.
- Hej - burknęła Jefferson.
- No siemaneczko - odpowiedziała blondynka. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Ta… - mruknęła Niebieska i się odwróciła.
- Sophie Adventure - wyciągnęła rękę dziewczyna.
- Nazz.
- Nazz jaka?
- Nazz… jaka może być.
- Okej, Nazz jaka.
Jefferson uśmiechnęła się po raz pierwszy od trzech dni, czyli od kiedy Baljeet pojechał na odwyk.
Sophie zaczęła zadawać masę pytań.
- Ile masz lat?
- Piętnaście.
- Chodzisz tu do szkoły?
- Tak.
- Do której klasy?
- Drugiej a.
- Jesteśmy razem w klasie! Ulubiony zespół?
- Dzisiaj Sum 41.
- Który utwór?
- FAT LIP!
- Ulubiona książka?
- Nie mam.
- Co teraz czytasz?
- „Martwą Strefę” Kinga. Słuchaj, Soph -
- NIE PRZERYWAJ MI!
Nazz zdążyła się zorientować, że jej nowa koleżanka jest dość ekscentryczna.
Cóż - pomyślała. Mamy coś wspólnego.

.  .  .

- GIŃ SUKINLAMO!
Krzyk Buforda roznosił się po całym domu rodziny Van Stommów.
- GIŃ! GIŃ! GIŃ! GIŃ!
- Buford, co ty, kuźwa, robisz? - wysapał zaspany ojciec chłopaka, który właśnie zszedł na dół.
Archibald Van Stomm był emerytowanym dresiarzem. Nie stronił od przekleństw, ale uważał bicie dzieci za niemoralne i prędzej nabiłby kogoś, kto używa przemocy w stosunku do dzieci.
- Kurde, zabiłbym kogoś, kto tknąłby mojego dzieciaka - powiedział niedługo po narodzinach Bambera, gdy był na piwie z kolegami.
Archie był całkiem dobrym ojcem, może poza tendencją do przeklinania. Miał dobre relacje ze swoim synem.
- Buford, co ty odwalasz?
- N-nic… Gram w Skyrima.
- Aha. Idę spać.
Buford przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Do głowy przychodziła mu tylko jedna rzecz.
- IKSDE! - ryknął.

. . .

O Fineaszu i Ferbie podobno powstała nawet jakaś kreskówka, ale ta seria skupia się na drugoplanowych postaciach. Czuję się jednak zobowiązany napisać choć kilka scen z ich udziałem.

. . .

Fineasz dopiero obudził się, a jego brat był już na nogach. Grał w coś.
Flynn przetarł oczy i stanął.
- W co grasz? - zapytał Ferba.
- Symulator Katastrof Lotniczych. Dobre. Naprawdę.
Fineasz spojrzał na ekran. Samolot leciał w stronę dużego kompleksu budynków.
- Tryb historyczny. Możesz wybrać sobie istniejącą katastrofę.
- I to jest… World Trade Center?
- Ta… Zaraz spróbuję katastrofy smoleńskiej.
Czerwonowłosy wzruszył ramionami.
Zszedł na dół.
- Cześć, Fineasz! - wykrzyknął jego ojciec. Tak naprawdę był jego ojczymem, ale Flynn nie miał serca go tak nazywać. Jego biologiczny ojciec poszedł się pieprzyć (dosłownie!) lata temu.
- Cześć, tato.
- Zgadnij jaki kupiłem wczoraj antyk!
Fineasz udał zdziwioną minę.
- Jaki?
- Nowy fotel!
- Świetnie!
Chłopak wszedł do kuchni. Jego mama robiła pancake’i.
Przywitał się z nią i zjadł śniadanie.
- No - powiedział po chwili - czas iść do szkoły.
. . .

Klasa II a była dość normalna.
Teraz pojadę prosto z mostu: niedługo się to zmieni.
Niedługo, czyli… właśnie… właśnie… właśnie teraz.
Zadzwonił dzwonek. Nazz czekała aż dyrektor przyjdzie z Sophie, która zaraz po tym jak doszli do szkoły poszła do sekretariatu.
Jakie było jej zdziwienie, gdy zamiast niskiej blondynki, dyrektor Khottlett wprowadził do klasy wysokiego bruneta.
- Dzień dobry, przedstawiam wam nowego ucznia - Michaela Dammera.
- Daggera - powiedział nowy. - Frajerze - dodał pod nosem.
Klasa zaśmiała się.
- Coś się stało? - zapytał Ken. Nikt nie raczył mu odpowiedzieć. - Mniejsza... Bawcie się dob -
- EJ! PIERNICZKU! - zawołał ktoś za nim. Była to oczywiście Sophie.
Klasa zarechotała.
- ZAPOMNIAŁEŚ O MNIE?
- Prawdę mówiąc, Sophie... ta -
- TY KROWO!
- Byku - uściślił dyrektor.
- NIEWAŻĘ! To znaczy... NIEWAŻNE! JAK TAK MOG -
- Panie dyro! Panie dyro!
Sophie wykonała pokazowego facepalma.
- Dyra pomyliła tabliczki i weszła do męskiego klopa, a chłopacy się tak przestraszli, że wybiegli... i mamy, że tak powiem, utentegowany korytarz - zdał raport Woźny.
- NOSZ KUR... to znaczy, proszę to posprzątać, Woźnie... Woźnu... NO JAK SIĘ DO KROWY ODMIENIA TWOJE IMIĘ W WOŁACZU?!
- Woźny - podsunął Woźny.
- Aha. To zarąbiście, ale co ze mną? - wtrąciła się Sophie.
- Siadnij se z tą purpurową - rzekł Woźny.
- Znaczy z Nazz?
- Ta, kuźwa, nie widać?
- Pan weź bądź milszy dla królowej świata. - oburzyła się Adventure, po czym usiadła z Nazz.
Jedyną osobą, która w tym momencie się nie śmiała, była nauczycielka i sam Woźny.

. . .

Michael Dagger pochodził z Nowego Jorku. Miał piętnaście lat.
Wiele razy zastanawiał się, co skłoniło jego rodziców, żeby z Big Apple wyjechać na takie zadupie.
Serio, w Danville nic nie było, nic się nie działo.
Ale chromatycznić to - pomyślał. Muszę się z kimś zaprzyjaźnić, bo inaczej będę nerdem na zadupiu. Tak to mogę być popularnym nerdem na zadupiu.
(I nie, drogi czytelniku, to wcale się nie wyklucza. Można być popularnym nerdem. Popatrz tylko na mnie!)
Poznał już tę dziewczynę, Sophie. Była zabawna, ale nie z dystansu. Ona SERIO kłóciła się z woźnym.
Teraz siedział w ostatniej ławce.
Jeden cholerny plus - pomyślał. Siedzę w ostatniej ławce. I czy ja właśnie mówię do siebie? Nie, tylko myślę. Luz.

. . .

Nazz myślała tymczasem o czymś zupełnie innym. Od kilku dni czuła się jakby była główną postacią w jakimś opowiadaniu o szkole. Myślała ciągle o Baljeecie. Na odwyku miał być jeszcze piętnaście dni, ale zaraz potem rodzice chcą go zabrać gdzieś na miesiąc, żeby odpoczął.
Ten nowy, Michael - całkiem go polubiła. Był zabawny.
Danny wyjechała na tydzień. Jutro wracała.
Ale będzie beka, jak pozna Sophie - pomyślała Niebieska.
Będzie. Naprawdę będzie.

Część 2

...

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA o ile nie wspomniano inaczej.