FANDOM


Rozdział 8

Przygoda w Czwartym Wymiarze
No Screenshot 2
Twórca: Martiz2000
Sezon: 1
Numer odcinka: 8
Opublikowano: 16 września 2014r.
Chronologia
Poprzedni: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 7
Następny: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 9
Cóż, to kolejny rozdział. Dłuższy opis jest na deviantArt.

Bohaterowie

Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 8

-Słucham?! – zawołała Mary, kiedy usłyszała to, co tłumaczyła im Sue. W tej chwili była zbyt zdezorientowana i zaskoczona tym, co właśnie usłyszała, że nie mogła zdobyć się na nic więcej. Sue opowiedziała im szybko o tym, po co ukradła im krew, dlaczego wróciła do domu wystraszona i zdyszana, czego się dowiedziała i jaki jest jej plan. Kenny i pani Cook słuchali tego z rozdziawionymi ustami. Kenny spoglądał ze strachem na Mary i Sophie.

-To wszystko…- powiedziała Sue – Mam nadzieję…

-Ale dlaczego nie możemy tego zrobić tutaj? – zapytała Judy. Zastanawiała się, czy Sue planowała to przed zobaczeniem ich, czy już po przedstawieniu grupy.

-Bo konsekwencje będą bardzo poważne – wyjaśniła Sue – Nawet, jeśli by się zgodzili, to przedtem wykorzystaliby was zupełnie. I przy okazji mnie.

-Więc i o ciebie tutaj chodzi – powiedziała Mary.

-Tak! – Sue była już odrobinę zdenerwowana – Czy myślicie sobie, że będę jeszcze bardziej ryzykować życie mojej rodziny i moje? Już wystarczająco ryzykuję, oferując wam, że was zaprowadzę!

-Nie myślimy tak – zapewniła szybko Izabela.

-Susan, proszę…- błagała pani Cook. W jej oczach świeciły łzy.

-Mamo, muszę – Sue spojrzała mamie w oczy. Jedna łza zaczęła spływać po policzku kobiety. Sue ostrożnie ją wytarła. Pani Cook zamknęła na chwilę oczy. Gdy je otworzyła, pojawiła się tam niewidziana nigdy wcześniej odwaga.

-Dobrze…- powiedziała krótko i zniknęła w kuchni. Sue przez sekundę zastanawiała się, czy z nią nie iść, ale rozmyśliła się. Zamiast tego zwróciła się do grupy.

-Plan jest jasny. Musimy zebrać zapasy i z samego rana uciekamy. Zostało nam tylko kilka godzin, więc musimy się pośpieszyć. Judy i Fineasz pomagają mi ze sprzętem elektronicznym. Sophie i Izabela zajmą się pomaganiem mojej mamie w pakowaniu zapasów. Mary i Ferb zajmą się zbieraniem ubrań. Mogą się przydać na bandaż lub coś podobnego. Igła i nić też mogłaby się znaleźć w bagażu – wytłumaczyła Sue – Ruchy!

   Gdy wszyscy pobiegli do swoich zadań, a pani Cook znalazła plecaki, Susan podeszła do Kenny’ego, który starał się nie płakać, jednak trudno było mu powstrzymać łzy.

-Chodź tutaj, braciszku…- powiedziała Sue i przytuliła chłopaka. On odwzajemnił uścisk i zapytał:

-Czemu nie puścisz ich samych? Dlaczego nie możesz zostać w domu?

-Kenny…Ja chcę to zrobić.

-Nie chcesz zostać z nami?

-Muszę, Kenny…

-Znikniesz jak tata! – zawołał Kenny i zaniósł się płaczem. Sue zaczęła głęboko oddychać, aby się uspokoić.

-Wrócę – powiedziała – obiecuję.

-On też nam to obiecał.

-Ale ja tu wrócę! Nie zawiodłam cię nigdy! Nigdy! – krzyczała Sue i przytuliła mocniej młodszego brata. Ten przestał ją przekonywać, aby została. Zamiast tego płakał w jej ramię. Ta przytulała go jeszcze dłuższą chwilę, po czym powiedziała:

-Muszę się spakować.

   Chłopak puścił ją i pobiegł do pokoju, po czym zamknął drzwi. Sue zastanawiała się, czy nie pójść tam i nie przytulić go jeszcze raz, ale po raz drugi musiała zwalczyć pokusę. Poszła do swojego pokoju, aby pomóc Judy i Fineaszowi. Na pewno nie wiedzieli, co trzeba wziąć, a czego lepiej nie.

   Ferb i Mary siedzieli już w pokoju Kenny’ego i brali jego ubrania. Jeśli chłopak miał jakieś zastrzeżenia, nie brali jakiejś koszulki lub spodni. Mary denerwowało łkanie chłopaka, jednak udawało się jej jakoś powstrzymywać złośliwe uwagi. Ferb był cicho.

   Gdy Mary zdecydowała, że raczej nie wezmą już więcej, Ferb bez słowa wziął plecak i poszedł do pokoju, w którym odbywały się spotkania grupy. Mary nie powiedziała mu niczego, jednak akurat dzisiaj wolałaby, żeby Ferb był bardziej rozmowny.

   Ferb już jakiś czas temu zauważył, że Mary powstrzymuje złość. Specjalnie nie mówił i nie robił nic niepotrzebnego, żeby nie wymusić jej wybuchu przy Kennym. Było mu szkoda chłopaka i nie chciał mu dokładać powodów do stresu.

   Gdy i Mary weszła do tego pokoju, Ferb postanowił w końcu coś powiedzieć.

-O czym myślisz? – zapytał. Mary spojrzała na niego.

-To wszystko jest do chrzanu – powiedziała krótko i odwróciła głowę. Po chwili milczenia wstała i podeszła do okna. Oglądała przez nie miasto. Było zatopione w mroku, jednak mogła stąd dostrzec kilka świecących punkcików. Światło. I ogień.

*    *    *

-A to do czego służy? – zapytał po raz kolejny Fineasz. Ucieczka z miasta nie zaniepokoiła go na tyle, żeby nie interesował się sprzętem Sue. Susan tłumaczyła mu różne rzeczy, a Judy po prostu posłusznie pakowała wszystko do plecaka. Wzięli na wszelki wypadek dwa. Judy zgadywała, że to Mary i Ferb będą je nieść, bo te z elektroniką będą najcięższe. Ona i Fineasz pewnie dostaną te z jedzeniem, a Izabela i Sophie te z ubraniem.

-To podobno może zatrzymać czas na około dwadzieścia lub trzydzieści minut – powiedziała Sue, uśmiechając się lekko. Przynajmniej teraz mogła być odrobinę bardziej otwarta w stosunku do swoich podopiecznych.

-Podobno? – zapytała Judy.

-Nigdy tego nie używałam – wyjaśniła Sue – I tak to prototyp i starczy na jedno użycie. Myślę, że możemy to wziąć.

-A to? – zapytał Fineasz, podając wcześniejsze urządzenie Judy. Ta schowała je do plecaka.

-Co ty? Pistoletu nie rozpoznałeś? – zapytała Judy. Fineasz wyglądał na zaskoczonego.

-Pistolet?

-Tak to się podobno kiedyś nazywało – powiedziała Sue – To miotacz energii. Działa lepiej na maszyny niż te stare naboje do pistoletów.

-Na maszyny? – zapytali jednocześnie Fineasz i Judy.

-Roboty – wyjaśniła Sue – A co, u was ich nie ma.

-Oficjalnie, są na wczesnym etapie – wyjaśnił Fineasz – Kiedyś z Ferbem zrobiliśmy kilkadziesiąt robotów, ale były niestety bardzo łatwe do przeprogramowania. Nawet uzależniły się od kawy.

-O tym mi nie mówiliście – zauważyła Judy.

-Wiem, ale nie chciałem wspominać o porażce, jeśli chodzi o wynalazki.

-O maszynie zwiększającej inteligencję jakoś powiedziałeś – ponownie zauważyła Judy.

-Ale o maszynach wiedzieliśmy tylko ja i Ferb. Woleliśmy, żeby tak zostało.

-Chwila, chwila…- przerwała Sue – Zbudowaliście kilkadziesiąt robotów? I maszynę zwiększającą inteligencję?

-A, faktycznie – Fineasz podrapał się po głowie – Nie mówiłem ci. U nas w domu codziennie budujemy różne wynalazki. Roboty, wielkie kolejki górskie, maszyny tłumaczące język zwierząt…

-Chyba trochę przesadzasz – powiedziała Sue i włożyła miotacz energii za pas. Dwa inne podała Judy, a ta schowała je do plecaka.

   Przez chwilę było zupełnie cicho, a Sue podawała Judy różne rzeczy. W końcu jednak zielonooka przerwała ciszę:

-A w ogóle to co to są kolejki górskie?

*    *    *

- A to też? – zapytała Sophie, trzymając w ręce niebieską tubkę.

-Tak – odpowiedziała pani Cook – To woda w żelu.

-Woda w żelu? – zapytała Izabela i przyjrzała się uważniej tubce.

-Czyli, że u was tego…- powiedziała pani Cook, jednak nie dokończyła. Wciąż było jej trochę trudno uwierzyć, że rozmawia z osobami z innego wymiaru. Przez to, w przeciwieństwie do Susan, czuła się trochę niezręcznie i nie potrafiła z nimi rozmawiać ze wcześniejszą swobodą.

-Nie, nie ma – wyjaśniła Iza – Mamy co najwyżej wodę w proszku.

-I jak zalejemy ją wodą, to wyjdzie woda! – zawołała Sophie i szybko spakowała do plecaka zieloną, niebieską i fioletową tubkę. Izabela dołożyła pomarańczową. Rozmowa za bardzo się nie kleiła, również atmosfera nie była zbyt przyjemna. Jedynie Sophie co jakiś czas coś mówiła.

*    *    *

   W końcu plecaki zostały spakowane. Było jeszcze trochę czasu, więc Judy powiedziała, że weźmie prysznic. Sophie i Izabela szybko zajęły pierwsze miejsca w kolejce do toalety. Fineasz chciał za nimi stanąć, ale Ferb dyskretnie sprawił, że Mary za Sophie. Sue miała się umyć jako ostatnia.

   Izabela przystawiła ucho do drzwi. Sprawdzała, czy Judy znowu śpiewa pod prysznicem. Oczywiście, że tak. Całkiem nieźle jej idzie, szczerze mówiąc. Izabela postanowiła jednak, że nie wspomni o tym, gdy blondynka wyjdzie z łazienki. Judy i tak by zaprzeczała i mówiła, że powinna lepiej śpiewać itd.

   Judy wyjątkowo skróciła pobyt w łazience i wyszła szybciej niż zwykle. Fineasz musiał przyznać w duchu, że naprawdę ładnie wyglądała. Jej włosy były wilgotne, a skóra niedokładnie wytarta, przez co było tam widać kropelki wody. Fineaszowi głupio było o tym myśleć, ale Judy nawet było do twarzy, kiedy była mokra i tylko owinięta ręcznikiem.

   Iza szybko wskoczyła do łazienki. Miała zamiar spędzić tam więcej czasu niż Judy. W końcu, zostało im jeszcze trochę czasu, to czemu nie miała by sprawić, żeby prawdopodobnie ostatni przyzwoity prysznic przed podróżą ją ominą.

   Sophie nagle poczuła, że porywa ją muzyka z piosenki, którą sobie właśnie przypomniała. Szybko wyskoczyła z kolejki i bez słowa pobiegła do kuchni i zaczęła podskakiwać. Wszyscy otworzyli szeroko oczy, jednak nikt nic nie powiedział. Mary szybko zajęła miejsce brunetki. Chłopcy po chwili również przysunęli się do przodu, przez co Sophie po powrocie musiałaby stanąć jako ostatnia.

   Po dwudziestu minutach Mary postanowiła coś powiedzieć.

-Izabela! Siedzisz już tam dwadzieścia minut! Wyłaź! – krzyknęła i uderzyła pięścią w drzwi.

-Przecież ty i tak nie potrzebujesz dużo czasu, żeby się umyć, Mary! Po prostu się opłuczesz i tyle! Ja myję włosy! – odkrzyknęła Iza i wróciła do kąpieli. Mary cofnęła się i przywróciła oczami, po czym znowu przywarła do drzwi.

-Otwieraj w tej chwili! – zawołała i uderzyła obydwiema pięściami w drzwi. Nagle usłyszała wrzask Izabeli i odsunęła się od drzwi.

   Niebieskooka szybko wyskoczyła z łazienki, w ostatniej chwili owijając się ręcznikiem. Skóra na jej ręce była czerwona.

-Izabelo! – Fineasz podbiegł do przyjaciółki – Co się stało?!

-Nagle w-woda zrobiła się gorąca – powiedziała Iza i spojrzała na swoją rękę. Faktycznie, wyglądała, jakby ktoś wylał na nią wrzątek.

-Chodź, musimy ją wsadzić do zimnej wody – powiedział Fineasz i zabrał Izę do kuchni. Ferb i Mary usłyszeli okrzyk Sophie:

-Izka! Co ci się stało? – zawołała Sophie. Iza coś jej odpowiedziała, jednak przy drzwiach od łazienki nie można było tego usłyszeć. Sophie po niecałej sekundzie wyszła z kuchni i ustawiła się w kolejce za Ferbem. Mary przez chwilę przyglądała się ze zdziwieniem swoim rękom, po czym zniknęła za drzwiami łazienki. Sophie przysunęła się do Ferba i uśmiechnęła się, ale chłopak zrobił tylko niewyraźną minę.

   Po kilku minutach Mary skończyła brać prysznic i Ferb poszedł się umyć. Mniej więcej w tym samym czasie z kuchni wrócili Fineasz i Izabela. Mary szybko wycofała się z pokoju. Izabela miała owiniętą wokół ręki wilgotną szmatkę. Fineasz dodał tam jakieś urządzenie zrobione na ostatnią chwilę, które utrzymywało niską temperaturę i wilgoć. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Izabela spojrzała na niego z wdzięcznością, po czym szybko cofnęła rękę, kiedy Sophie próbowała ją chwycić.

-Zrobiłeś to z noża i widelca? – próbowała zgadnąć, przyglądając się urządzeniu.

-To trochę bardziej skomplikowane, Sophie – wyjaśnił Fineasz. Sophie przyglądała mu się uważnie przez chwilę. Jej twarz znalazła się tak blisko jego nosa, że chłopak musiał się odsunąć. Jej wzrok był bardzo podejrzliwy.

-Hmm…Okej! – zawołała i uśmiechnęła się. Fineasz i Izabela patrzyli na nią dziwnie, ale ona nic więcej nie powiedziała, tylko czekała, aż Ferb wyjdzie z łazienki. Stała tak pod drzwiami w jednej pozycji przez kilka minut, do czasu, aż Ferb wreszcie wyszedł. Sophie odprowadziła go wzrokiem i sama wskoczyła do łazienki. Gdy skończyła, Fineasz jako ostatni wziął prysznic. Nikt nie zauważył, że Sue zniknęła jakiś czas temu i teraz pracuje przy komputerze w swoim pokoju.

*    *    *

   W końcu wszyscy skończyli nocną toaletę. Sophie akurat wiązała włosy w dwa kucyki, a Mary czytała książkę. Początkowo wysyłała krótkie spojrzenia na rękę Izabeli, ale w końcu dała sobie z tym spokój i skupiła się na lekturze. Sue zdążyła wziąć szybki prysznic i teraz siedziała w kuchni ze swoją mamą. Zrobiony na szybko wynalazek Fineasza pomógł, bo ręka wyglądała lepiej niż wcześniej, jednak nadal było wyraźnie widać poparzenie.

-Jak to w ogóle możliwe, że tylko twoja ręka jest poparzona? – zapytała Judy. Izabela wzruszyła rękami.

-Nie mam pojęcia. Jakoś się zasłoniłam i tak wyszło – odpowiedziała. Fineasz spojrzał na nią i powiedział:

-Na szczęście. Mogło ci przecież polecieć na twarz lub w inne miejsce. Gdybyśmy mieli więcej czasu, postarałbym się sprawdzić, dlaczego tak się stało. I jeszcze te nagłe podwyższenie się temperatury wody.

-Kojarzysz sytuację, kiedy ktoś bierze prysznic, a ty np. spuszczasz wodę? – zapytała Judy – Przez chwilę leci gorąca woda. U mojej cioci w Polsce zawsze tak się dzieje.

-Zostawmy to na później – ucięła Mary.

-Lepiej nie odkładać na później, jeśli nie trzeba – stwierdził Fineasz. Mary oderwała się od książki.

-Oczywiście. Teraz najważniejszą rzeczą jest dowiedzieć się, dlaczego tylko ręka Izki jest poparzona oraz, czy mają tu tak beznadziejny układ rur czy coś tam, że jak ktoś piętro wyżej spuści wodę, to tutaj od razu skacze temperatura – powiedziała sarkastycznie Mary i wróciła do czytania. Fineasz nie odpowiedział. Spojrzał na Judy, która tylko pokręciła głową. Chłopak postanowił jej posłuchać i zostawić Mary w spokoju. W końcu blondynka znała ją tutaj najlepiej. Przez kilka minut było zupełnie cicho, w końcu jednak Mary energicznie zamknęła książkę, wstała i rzuciła w przestrzeń:

-Idę spać.

*    *    *

   Ferb poczuł, że ktoś wypowiada jego imię. Powoli otworzył oczy i zobaczył nad sobą Mary. Gdy ta zauważyła, że się obudził, szybko się odsunęła i powiedziała tylko:

-Sue kazała mi cię obudzić. Okazało się, że wszyscy postanowiliście ściągnąć ode mnie pomysł na spędzanie czasu – wyjaśniła, starając się, aby jej głos był bardziej obojętny niż zwykle – Chodź, bo i tak wszyscy na ciebie czekają.

-Okej – powiedział Ferb i przeciągnął się, po czym wstał i ruszył za Mary. Dziewczyna poszła do kuchni, w której siedzieli już Izabela, Fineasz, Sue, Judy i Sophie. Mary oparła się o szafkę i patrzyła wyczekująco na Susan. Ta wstała, odchrząknęła i zaczęła mówić:

-Musimy wyruszać. Od razu wam powiem, że to będzie bardzo ciężkie. Jak na razie jednak przejmujemy się wydostaniem z miasta, chociaż myślę, że udało mi się to załatwić. Podczas wyprawy słuchacie się mnie i wykonujecie moje polecenia. Jasne? – spojrzała Mary w oczy. Tamta tylko lekko skinęła głową – Dobra. Każdy bierze plecak i idziemy. Sprawdźcie, czy czegoś nie zostawiliście, bo już tu nie wrócicie. Nigdy – grupa poczuła nacisk położony na ostatnim słowie. To było jasne, że już tu nie wrócą.

   Mary i Sue zostały w kuchni, kiedy reszta przeszła się jeszcze raz po mieszkaniu. Dziewczyny nie rozmawiały. Kiedy Judy wróciła do kuchni, poczuła, że atmosfera zrobiła się nieprzyjemna. Nie miała zamiaru rozpoczynać rozmowy. Postanowiła skupić się tylko na tym, aby się wydostać z tego świata. Zaczynała się martwić, że podróż może być bardzo długa i, że nie uda jej się w nieskończoność uspokajać Mary, a wtedy może być nieprzyjemnie.

   Reszta w końcu wróciła do kuchni. Sophie chyba ukradła Sue gumkę do włosów, jednak nikt nie był tego do końca pewien. Sue wyszła z kuchni, wymieniła kilka ostatnich uścisków z rodziną, zapewniła, że Smith będzie ich pilnował i otworzyła drzwi. Gdy wychodziła z mieszkania, żal ściskał jej serce. Tak naprawdę nigdy sama nie pokonywała takich dystansów poza miastem. Nie była pewna, czy zna wszystkie miejsca, przez które będą przechodzić. Ale to i tak wydawało się jej mniej ważne, gdy myślała o tym, że opuszcza właśnie swoich bliskich. Mimo to czuła, że robi to w słusznej sprawie.

   Reszta poszła za nią. Sophie zachowywała się w miarę spokojnie. Chyba czuła, że teraz nie zwracanie na siebie uwagi jest teraz bardzo ważne. Udało jej się wepchnąć między Ferba i Fineasza, dlatego szła teraz obok chłopaków. Oni za to szli blisko Susan. Za nimi podążały Judy i Izabela, a na końcu wlokła się Mary. Wyglądała na lekko obrażoną.

   Grupa szła szybkim krokiem przez miasto. Sue kierowała ich krętymi uliczkami, aż w końcu dotarli do wielkiego muru. Wyglądał, jakby był zrobiony z kamienia, który miał w sobie elementy różnych maszyn. Fineasz przyglądał się temu z fascynacją.

-To wygląda naprawdę ciekawie – przyznał. Podszedł do muru i go dotknął. Zupełnie pochłonęło go oglądanie kawałków skał i metalu oraz różnych urządzeń.

-Fineasz, wracaj tutaj – powiedziała Sue. Fineasz otrząsnął się z lekkiego transu i wrócił do pozostałych. Sue podeszła do muru. Przez chwilę jeździła po nim ręką, po czym lekko go popchnęła. Kawałki muru cofały się. Sue pchała jeszcze kilka sekund, po czym odsunęła się, a ściana powoli ukazywała przejście. Korytarz był na tyle szeroki, że mieścił cztery idące obok siebie osoby. Był w miarę długi i kończył się ścianą.

   Sue wbiegła do środka.

-Szybko! Zanim ktoś zobaczy – syknęła. Grupa szybko wskoczyła do środka,.

   Gdy Izabela stanęła tuż za Ferbem, od strony ulicy usłyszeli syrenę policyjną. Wszyscy spojrzeli za siebie. Kilkanaście metrów od muru zatrzymało się kilka furgonetek. Z każdej z nich wysiadł policjant i obszedł pojazd, po czym otworzył część, która wyglądała jak ta, w której grupa jechała do Algos. Jednak w środku nie było ludzi.

   Z samochodu wyszło mnóstwo androidów. Wszystkie zaczęły iść w stronę dziury w murze. Izabela powoli podeszła do Fineasza. Ten chwycił ją za rękę, aby dodać jej otuchy. Dziewczyna wyjątkowo nie zwróciła na to uwagi.

   Zanim ktoś zdążył cos powiedzieć, Sue wyjęła z jednego z plecaków wzmacniane jakąś substancją rękawiczki i rzuciła je do Mary. Ta szybko je nałożyła. Wkładało się je jak zwykłe rękawiczki. W dotyku też były jak normalne rękawiczki.

-Przy uderzeniu myśl o tym, że ma zaboleć – poleciła Susan i szybko wyjęła dla siebie pistolet. Wycelowała w najbliżej znajdującego się robota i strzeliła. Z lufy wyleciał niebieskawy promień i trafił prosto w głowę robota, poważnie go uszkadzając.

-Dlaczego akurat na promienie? – zapytał Fineasz.

-Chyba już wam mówiłam, że takie lepiej działają na roboty. Ale nie są aż takie skuteczne przeciw ludziom, więc mamy szczęście.

-Nie wydaje mi się – powiedziała Izabela – Oni mają przewagę liczebną.

-Nieważne! – zawołała Sue i zaczęła strzelać do kolejnego robota. Tym razem celowanie nie wychodziło jej tak dobrze jak poprzednio, ale i tak widać było, że zna się na tej broni. W końcu android został unieszkodliwiony.

   W chwili, kiedy jego szczątki upadły na ziemię, reszta robotów zmieniła swoją prawą dłoń w mini pistolet i zaczęła strzelać. Z broni wydobywały się małe, różnokolorowe promienie. Widać było, że broń Sue musi być mocniejsza.

-Biegnijcie korytarzem! – rozkazała Sue – Mary, ty na końcu, na wypadek, jakby roboty się tutaj dostały – dodała i poczekała, aż grupa oddali się na bezpieczną odległość, po czym sama zaczęła za nimi biec.

   Androidy również przyśpieszyły i po chwili wbiegły do korytarza, strzelając promieniami w grupę. Na szczęście podczas biegu celowanie nie wychodziło im najlepiej, dlatego wiele strzałów chybiało. Mary starała się odbijać promienie swoimi rękawicami. Sue również starała się strzelać podczas ucieczki, jednak jej celność również ucierpiała.

   Kilka robotów wyrwało się z szyku i ruszyło do przodu. Jeden z nich rzucił się na Judy. Ta z krzykiem zasłoniła głowę. Mary jednak szybko doskoczyła do maszyny i uderzyła ją z całej siły w klatkę piersiową. Uderzenie odepchnęło ją dosyć daleko, a w miejscu uderzenia było głębokie wgniecenie. Judy wyszeptała tylko „dzięki” i biegła dalej. Poczuła przypływ adrenaliny i przyśpieszyła. Reszta też starała się biec jak najszybciej.

   Mary cały czas próbowała odbijać strzały, jednak robienie tylu rzeczy na raz zaczynało ją męczyć. Gdy byli już blisko końca korytarza, Sophie potknęła się i prawie upadła, jednak Ferb ją złapał. Nagle jeden z androidów wystrzelił w ich stronę jak z procy. Ferb zdążył jeszcze popchnął Sophie w stronę Fineasza, sam jednak został przygnieciony przez napastnika. Gdy Mary to zobaczyła, w jej oczach pojawił się ogień. Przestała osłaniać Izabelę przed promieniami i ruszyła sprintem w stronę zielonowłosego. Gdy była już blisko, krzyknęła, aby odwrócić uwagę robota i odbiła się od ziemi tak, że prawie dotknęła sufitu. Zaczęła spadać prosto na robota, który nie rozumiał, co się dzieje. Ferb wykorzystał to i odsunął się jak najdalej od maszyny.

   Mary wydała z siebie krótki okrzyk i wtedy stało się coś, czego się nie spodziewała. Rękę, która była przygotowana do uderzenia z powietrza, otoczyły czerwono-pomarańczowe płomienie. Dziewczyna uderzyła z ogromną siłą w głowę robota, roztrzaskując mu czaszkę i podpalając jego pozostałe części. Ferb zasłonił twarz, aby nie uderzyły w nią odłamki maszyny. Gdy usłyszał, że jest już po uderzeniu, spojrzał z zaskoczeniem zmieszanym ze strachem na Mary, która przyglądała się swojej ręce, z której uciekały powoli płomienie. Zauważyła to spojrzenie i powiedziała tylko z uśmiechem:

-Leć. Za chwilę może być tu odrobinę niebezpiecznie.

   Po wypowiedzeniu tego zdania, jej oczy zaświeciły się na czerwono, a na twarzy pojawił się uśmiech charakterystyczny dla Mary.

   Ferb posłuchał i dobiegł do końca korytarza. Sue również się tam znalazła i majstrowała coś przy jakiejś kolorowej klawiaturze. Nikogo jednak nie interesowało to, co robi, ponieważ wszyscy przyglądali się Mary.

   Dziewczyna zapaliła obydwie dłonie i wymierzyła w roboty.

-Ognia! – zawołała i płomienie poleciały z zawrotną prędkością w stronę przeciwników. Słabsze maszyny po prostu się spaliły, natomiast te mocniejsze zostały odrzucone na znaczną odległość. Z każdym zniszczonym robotem na twarzy szatynki pojawiał się coraz większy uśmiech.

   Sue w końcu zrobiła to, co miała zamiar osiągnąć i przez dłuższą chwilę przyglądała się popisom Mary. Większość jej ataków opierała się na strzelaniu ognistymi pociskami, jednak starała się je jakoś urozmaicać, aby nie było nudno. Widać było, że świetnie się bawi, niszcząc wszystko ogniem.

   Susan w końcu uznała, że wystarczy niszczenia robotów i zawołała:

-Wystarczy! Chodź!

   Mary początkowo nie słuchała tego, co mówiła Susan. Obchodziło ją tylko zniszczenie jak największej ilości androidów. W końcu Sue nie wytrzymała i wrzasnęła:

-Stuart, przestań!

   To poskutkowało. Mary spojrzała w jej stronę i wtedy oczy szatynki przestały świecić na czerwono i powróciła ich naturalna, zielona barwa. Szybko pobiegła w stronę liderki i starała się uspokoić. Miała ochotę jeszcze coś zniszczyć, jednak zrezygnowała. Sue nacisnęła jakiś przycisk i wtedy w ścianie pojawiło się kolejne przejście. Sue wybiegła jako pierwsza, a reszta deptała jej po piętach. Na zewnątrz Sue przyłożyła dłoń do muru i wtedy drzwi zamknęły się. Spojrzała znacząco na Mary, która użyła mocy ognia, aby lekko stopić kamień i metal w miejscu, w którym była minimalna szczelina między drzwiami a resztą muru. Gdy już to zrobiła, pobiegła za grupą w nieznane.

Jak oceniasz odcinek "Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 8"?
 
2
 
1
 
0
 
0
 
0
 

Ankieta stworzona dnia wrz 16, 2014, o godzinie 13:14.
Oddanych głosów: 3
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.