FANDOM


Uwaga! Strona może zawierać treści nieodpowiednie dla Twojego wieku.
SzI1
Szkoła z internatem

Sezon pierwszy
Być sobą

Szkoła z internatem
Szkoła z internatem
Logo serii
Twórca: Sebolaaa
Sezon: pierwszy
Numer odcinka: 8 (w sezonie)

8 (w serialu)

58 (w historii)

Angielski tytuł: Be me or not to be me
Chronologia
Poprzedni: Szablą i sercem
Następny: Zastrzyk weny
Mam wrażenie, że jeśli nie przerobię lotem błyskawicy jakiegokolwiek podręcznika od fizyki kwantowej w języku chińskim, to lada moment wylecę w powietrze.
- Fineasz do Ferba i Izabeli

Jest to zwykły odcinek Seboliii.

Opis

Chłopaki z klasy matematycznej zmieniają swojemu wrogowi, Fineaszowi, osobowość maszyną Zoltana, przez co Fineasz zaczyna być kujonem. Potem gdy Ferb i Izabela chcą mu ponownie zmienić osobowość, sprawiają, że Fineasz staje się alkoholikiem i grozi mu wyrzucenie ze szkoły. Tymczasem Baljeet i Buford chcą przemalować swój pokój, jednak nie mogą się dogadać w kwestii koloru, podczas gdy Fretka chce załatwić Stefie i Jeremiaszowi miejsce w szkole Zoltana.

Bohaterowie

Scenariusz

(Dom Zoltana znajdujący się w okolicach Miami. Zoltan w garniturze wchodzi do domu i pada na kanapę)

Zoltan: Myślałem, że to spotkanie biznesowe nigdy się nie skończy... Ciekawe, co jest w TV.

(Telewizor uruchamia się automatycznie, a z podłogi wysuwają się dwie robotyczne ręce. Jedna trzyma miskę z popcornem, a druga puszkę Coca-Coli. Zoltan kładzie miskę obok siebie, a puszkę otwiera i bierze łyka. Nagle na ekranie telewizora pojawia się Teddy)

Teddy: Tatuś! Zapomniałeś mnie nakarmić!

Zoltan: Nakarmić?

(Zoltan rzuca jednym prażonym ziarnem w ekran)

Teddy: Ała! Trafiłeś mnie w oko! A poza tym, obiecałeś mi, że pójdziemy do wesołego miasteczka.

Zoltan: Co? Kiedy?

(Teddy odtwarza plik dźwiękowy)

Głos Zoltana: W następny wtorek zabiorę cię do wesołego miasteczka.

Zoltan: Czy ty znowu bawiłeś się programem do obróbki dźwięku?

Teddy: Eeee... nie. Ale masz mnie zabrać. Proszę, tatusiu.

Zoltan: Nie.

Teddy: Okej, jak chcesz.

(Zoltan zaczyna się pocić)

Zoltan: Co tu tak gor... Teddy, przestań bawić się temperaturą!

Teddy: To mnie zabierz do wesołego miasteczka.

Zoltan: Echhh... no dobra, ale daj mi odpocząć.

(Zoltan kładzie się na kanapie. Po kilkunastu sekundach zaczyna zgrzytać zębami, a z sufitu zaczyna padać śnieg)

Zoltan: Dobra! Już cię zabieram!

Teddy: Hurrra!

(Czołówka)

Głos: Gdzieś w Stanach Zjednoczonych...

Daleko od Danville,

Gdzieś w Miami,

W szkole miliardera, naukowca Zoltana Davenporta,

Gdzieś w środku ukrywają się,

Najwięksi geniusze świata!

Fineasz i Ferb: To my!

(Pojawia się winda, a na niej narysowane liczby i znaki matematyczne, wychodzi ze środka Fineasz)

(Obok jest winda, na której są narysowane narzędzia, wychodzi ze środka Ferb)

(Piętro niżej na windzie są narysowane instrumenty, ze środka wychodzi Fretka)

(Obok z windy na której narysowane są wynalazki i znaki cechujące zło, wychodzi Dundersztyc)

(Wszyscy wymienieni bohaterowie pojawiają się przed budynkiem szkoły)

Narrator: Szkoła z internatem.

(Koniec czołówki)

Narrator: Być sobą.

(G-Tech. Fineasz, Ferb i Izabela siedzą w głównym pomieszczeniu i czytają coś na tabletach. Z jakiegoś windopokoju wychodzi czterech chłopaków. Stojący na przodzie Marcus to niski niebieskooki blondyn z czarnymi okularami ubrany w białą koszulę w kratę i niebieskie spodnie w linię. Za nim stoi trzech kujonów ubranych w wyprasowane koszule w kratę i eleganckie czarne spodnie. Mają okulary i wiele pryszczy na twarzy. Każdy z nich jest pogrążony w trzymanych na lewej ręce podręcznikach. Jeden z nich trzyma jakąś maszynę w dłoni)

Marcus: O, Fineasz Flynn! Nasz piąty komiliton z klasy.

Fineasz: Marcus? Czego wy tu chcecie?

Marcus: Zjawiliśmy się tu, by cię nawiedzić. Jesteś czarną owcą w naszym otoczeniu.

Fineasz: Otoczeniu? Przecież się z wami nie zadaję.

Marcus: Mam na myśli naszą klasę. Przydreptaliśmy przetransformować twoją osobowość.

(Kujon 1 podaje kujonowi 2 maszynę. Kujon 2 podaje ją kujonowi 3. Kujon 3 podaje ją Marcus'owi. Wszystkie te podania przebiegają szybko i sprawnie. Marcus ustawia ją w stronę Fineasza, którego trafia promień. Zaskoczeni Ferb i Izabela odskakują do tyłu)

Marcus: Hehe, doznaliśmy powodzenia...

(Marcus i kujony wchodzą do swojego windopokoju. Ferb i Izabela ze zdziwieniem przyglądają się Fineaszowi)

Izabela: Fineasz... wszystko dobrze?

Fineasz: Tak, ale... ale mam wrażenie, że jeśli nie przerobię lotem błyskawicy jakiegokolwiek podręcznika od fizyki kwantowej w języku chińskim, to lada moment wylecę w powietrze.

Ferb: O nie...

(Tymczasem w wesołym miasteczku. Zoltan ma przyklejony do brzucha tablet, na którym wyświetla się Teddy)

Zoltan: Może wrócimy do domu? Ludzie się patrzą na mnie i myślą, że jestem jakimś skończonym debilem.

Teddy: Nie, ja chcę się przejechać na diabelskim młynie!

Zoltan: Ale którym? Tamtym?

(Zoltan wskazuje na ogromny diabelski młyn)

Teddy: Nie, miałem na myśli ten drugi, niższy. Ale jak już chcesz na ten...

Zoltan: Nie ma mowy! Mam lęk wysokości!

Teddy: I masz mieszkanie na szczycie 100-piętrowego wieżowca?

Zoltan: Jesteś bardziej upierdliwy niż moja mama.

Teddy: Wiem, tatusiu.

(Zoltan mija Fretkę, Stefę i Jeremiasza, którzy stoją przy stoisku i jedzą watę cukrową)

Fretka: O, patrzcie! To Zoltan, dyrektor G-Tech'u.

Stefa: Naprawdę? Nie poznałabym go. Myślałam, że to jakiś skończony debil. Co on ma na brzuchu?

Fretka: Ciekawe, co on tu robi. Musimy go jakoś poprosić, by załatwił wam miejsce w tej szkole. Chodźmy za nim!

(Tymczasem w G-Tech'u. Windopokój Baljeet'a i Buforda. Buford przygląda się ścianom, a Baljeet swojemu współlokatorowi)

Baljeet: Co ty robisz?

Buford: Nie podoba mi się ten kolor ścian.

Baljeet: I co? Chcesz zmienić?

Buford: Tak.

(Buford wyjmuje z kieszeni G-Phone;a i coś na nim klika. Nagle ściany robią się ciemniejsze, a na suficie pojawia się menu)

Buford (czyta napisy): "Zmień wystrój"... o, Zoltan dodał jakąś nową funkcję! "Miasta"... "Paryż"!

(Ściany przybierają takie zabarwienie, że pokój wydaje się być umiejscowionym na szczycie Wieży Eiffla. Widać całe miasto nocą)

Buford: Oooo... uwielbiam to!

Baljeet: Zaraz, czemu Paryż? Ja bym wolał inne mias...

Buford: Ey, można się nawet przemieszczać po Paryżu!

(Buford wciska jakiś przycisk. Pokój zaczyna "spadać" z wieży. Baljeet piszczy i wskakuje pod kołdrę)

Buford: Co ty? Masz jakiś lęk?!

Baljeet: Jakbyś mnie na tamtej wycieczce, co była tydzień temu, nie zrzucił ze szczytu tej wieży, to bym się nie bał!

Buford: Pfff... tchórz.

(Tymczasem w windopokoju Fineasza i Ferba. Ferb i Izabela stoją nad Fineaszem, który siedzi przy biurku i czyta podręcznik)

Ferb: Fineasz, a może pójdziemy na pizzę?

Fineasz: Pizzę? Czy ty masz świadomość tego, jaka ona jest destrukcyjna dla organizmu?!

Izabela: Oj, Fineasz... oderwij się już od tych książek.

Fineasz: Kiedy nie mogę! Czuję temperamentny szwung przerabiania podręczników i wplatania w wypowiedzi epizodycznie użytkowanych wyrazów.

Izabela: To tak nie może być! Już ja pokażę tym kujonom...

(W wesołym miasteczku. Zoltan ustawia się do usadowienia się na zbliżających się krzesełkach. Gdy siedzenia są już pod nimi, Zoltan siada i zapina pasy)

Teddy: Ej! Zabierz ten pas, nic nie widzę!

Zoltan: Chcesz, żebym wypadł?

Teddy: To połóż mnie obok.

(Zoltan odrywa od brzucha tablet i kładzie go na pustym siedzeniu obok. Tymczasem na krzesełkach tuż za nim siedzą Fretka, Stefa i Jeremiasz)

Stefa: To chyba był zły pomysł wchodzić we troje na dwuosobową kolejkę. Nie mogę oddychać...

Fretka: Nie marudź. O, patrzcie, stąd widać G-Tech!

(Tymczasem u Zoltana i Teddy'ego. Zoltan nerwowo przełyka ślinę)

Zoltan: Niech ta cholerna machina natychmiast zjedzie na dół.

Teddy: Mam ją przyspieszyć?

Zoltan: TAK!

Teddy: Okej.

(Diabelski młyn zatrzymuje się w miejscu. Zoltan i Teddy są na samym szczycie)

Teddy (ironicznie): Ups, coś nie wyszło.

Zoltan: Jak wrócimy, to masz szlaban na procesor.

(Tymczasem w G-Tech'u. Buford wchodzi do swojego pokoju i zauważa, że na ścianach jest Nowe Delhi)

Buford: Ej, Baljeet, to chyba nie jest Paryż.

Baljeet: No nie, nie jest.

Buford: Ma być Paryż!

Baljeet: Nie!

(Buford wyciąga G-Phone'a i klika coś. Po chwili ściany zmieniają się na Paryż, pokój jest umiejscowiony tuż obok Łuku Triumfalnego)

Baljeet: Ej!

(Baljeet wyciąga swojego G-Phone'a i klika coś. Ściany zmieniają się na Nowe Delhi)

Buford: Przestań!

(Buford i Baljeet zaczynają szaleńczo wciskać przyciski na swoich G-Phone'ach. Ściany kolejno zmieniają się na Paryż, Nowe Delhi, Paryż, Nowe Delhi, Kapsztad, Nowy Jork, Oborniki Śląskie, Ateny, Lwów, Reykjavík, Kair i Budapeszt. Nagle ściany wygasają i widać jedynie małe niebieskie sześciokąty foremne)

Buford: Nie mogę nic ustawić! Zepsułeś!

Baljeet: Ja?!

Buford: A co? Ja?

(Tymczasem w windopokoju Marcusa i jego kujonów. Izabela wchodzi do środka i widzi czwórkę chłopaków, którzy siedzą na łóżku i czytają podręczniki. Marcus po zauważeniu dziewczyny szybko łapie leżącą na biurku maszynę)

Izabela: Dawaj mi to!

(Izabela wyrywa Marcus'owi maszynę z ręki)

Izabela: Pfff... Siłę to ty masz jak mój wujek, który tydzień temu skręcił sobie nadgarstek, podnosząc solniczkę.

(Izabela wychodzi z windopokoju. Drzwi windy zamykają się, jednak po chwili otwierają. Stoi tam Izabela)

Izabela: Zapiszcie się na siłownię...

(Drzwi windy zamykają się, jednak po chwili znowu otwierają)

Izabela: ... ch*je.

(Tymczasem na diabelskim młynie. Zoltan nerwowo rozgląda się)

Teddy: A może o czymś pogadamy?

Zoltan: A może się zamkniesz?

Teddy: Mój pomysł lepszy.

(Zoltan przesuwa palcem po ustach Teddy'ego. Robot przestaje wydawać głos, a po chwili znika z ekranu)

Zoltan: Czemu ja nie wpadłem na to wcześniej?

(Tymczasem kilka metrów za Zoltanem. Fretka, Stefa i Jeremiasz patrzą w dół)

Fretka: Ciekawe, ile potrwa naprawa...

Stefa: Oby szybko, bo gnieciecie mi żebra.

Jeremiasz: Fretuś, a jak ty chcesz załatwić nam miejsce w szkole?

Fretka: Właśnie, musicie udowodnić mu, że jesteście zdolni. Zejdźcie po tej konstrukcji i to jakoś naprawcie.

Stefa: Zaraz, co?! Co ma moja sztuka origami i muzyka Jeremiasza do tego?

Fretka: No w sumie... coś zaraz wymyślę.

(Tymczasem w G-Tech'u. Izabela z maszyną wchodzi do windopokoju Fineasza i Ferba. Wymierza urządzenie w stronę czerwonowłosego)

Izabela: Wie ktoś, jak tego użyć?

(Nagle na ekranie telewizora pojawia się Teddy, który porusza ustami, ale nie wydaje dźwięku)

Ferb: Co, ktoś cię wyciszył?

(Teddy kiwa głową na "tak")

Izabela: Chcesz, żebyśmy ci przywrócili głoś?

(Teddy kiwa głową na "tak")

Izabela: To którego przycisku mam użyć, żeby przywrócić Fineaszowi pierwotny charakter? Tego niebieskiego?

(Teddy kiwa głową na "nie")

Izabela: Zielonego?

(Teddy kiwa głową na "tak")

Izabela: Okej, Ferb, odblokuj go.

(Ferb przesuwa palcem po ekranie telewizora, a Izabela wciska zielony przycisk. W Fineasza trafia promień)

Teddy: Nara, śmiecie.

(Teddy znika z ekranu telewizora)

Izabela: Fineasz, wszystko w porządku?

Fineasz: Tak...

Ferb: Odczuwasz może silną potrzebę nauki?

Fineasz: Nie...

Izabela: O, naprawiłam go. Chodź, Ferb, odniesiemy to do laboratorium Zoltana. O ile tam w ogóle wejdziemy.

(Tymczasem w windopokoju Baljeet'a i Buforda. W kącie klęczy konserwator, który naprawia coś w ścianie. Widać cały jego tyłek)

Baljeet: Fuuuj... okropny widok!

(Konserwator wstaje i podciąga spodnie)

Konserwator: Naprawione. Proszę się tą funkcją więcej nie bawić.

Buford: Zrozumiane. Proszę kupić pasek do spodni.

(Obrażony konserwator wychodzi. Baljeet wyjmuje G-Phone'a i klika coś. Pokój "umiejscawia" się na szycie góry Fudżi, skąd widać Tokio)

Buford: Ej! Ustaw Paryż!

Baljeet: Eeee... to jest Paryż. Widzisz tę wieżę? To Eiffel. To po prostu Paryż... eeee... przed II wojną światową.

Buford: A, spoczko. Widzisz, jednak się mnie posłuchałeś!

Baljeet: Tsssa...

(Tymczasem w windopokoju Fineasza i Ferba. Ferb i Izabela wchodzą do środka i widzą Fineasza pijącego butelkę alkoholu)

Izabela: FINEASZ!

Fineasz: No co? Spragniony ku*wa jestem.

Izabela: No nie! Teddy nas oszukał!

(Fineasz wyjmuje z kieszeni papierosa i zapalniczkę)

Ferb: Fineasz! Oszalałeś?! Przecież tu są czujniki dymu!

Fineasz: W sumie... masz rację...

Ferb: No.

Fineasz: Pójdę zapalić na je***ym dworze.

(Tymczasem na diabelskim młynie. Zniecierpliwiony Zoltan spogląda w dół, gdy nagle na tablecie pojawia się Teddy)

Teddy: Wróciłem!

Zoltan: AAAAAAAAAAAAAA!!!

(Zoltan odpina pasy i wyskakuje z krzesełek. Spada w dół i ląduje w basenie. Jego wyczyn obserwują Fretka, Stefa i Jeremiasz)

Stefa: Ja też skaczę, bo zaraz się tu chyba uduszę!

(Stefa odpina pasy)

Stefa: Ahoj, przygodo!

(Stefa zeskakuje z krzesełek i po chwili ląduje w basenie)

Fretka: Też nie chce mi się tutaj siedzieć.

(Fretka odpina pasy i zeskakuje)

Jeremiasz: Sam siedzieć nie będę!

(Jeremiasz zeskakuje. Fretka, a po chwili też jej chłopak lądują w basenie)

Zoltan: Na pomoc! Nie potrafię pływać!

(Stefa i Jeremiasz wymieniają się spojrzeniami, po czym podpływają do topiącego się Zoltana. Łapią go za ręce i dopływają z nim do brzegu. Jeremiasz wyciąga go z wody i kładzie tuż obok stoiska z kawą)

Jeremiasz: Całe szczęście, że kiedyś byłem ratownikiem. Zrobię usta-usta i...

Zoltan: Nic mi nie jest!

(Zoltan wstaje)

Jeremiasz: Metoda głośnego mówienia o sztucznym oddychaniu też działa. Zazwyczaj przy ładnej ratowniczce mężczyźni po prostu udają, że coś im się stało i natychmiast potrzebują pierwszej pomocy.

Zoltan: Uratowaliście mi życie. Jak wam mogę się odwdzięczyć?

Stefa: Ma pan może wolne miejsca w szkole?

(Tymczasem w G-Tech'u, windopokój Fineasza i jego brata. Ferb i Izabela siedzą na łóżku)

Ferb: Ale skąd on wziął pieniądze na te papierosy?

Izabela: I kto mu je sprzedał?

(Izabela z uwagą przygląda się maszynie)

Izabela: Lol, dlaczego ja wcześniej nie zauważyłam wielkiego przycisku "Undo"?

(Do windopokoju wchodzi Fineasz)

Fineasz: Ja pie**olę, w pobliskim wesołym miasteczku zepsuł się diabelski młyn. Co za ku*wa osły...

(Izabela klika przycisk "Undo". W Fineasza trafia promień)

Ferb: Okej... Fineasz, masz ochotę zapalić?

Fineasz: Nie.

Izabela: A pouczyć się?

Fineasz: Nie... zaraz, przecież jutro mam ważny sprawdzian! Muszę się pouczyć!

Ferb: Ja mam nawet dwa... Prawie bym zapomniał.

Izabela: A ja nie mam.

(Izabela uśmiecha się od ucha do ucha, jednak po chwili jej radość znika)

Izabela: Ale muszę oddać na jutro rysunek, którego nawet nie zaczęłam.

(Izabela wychodzi z windopokoju)

(Napisy końcowe)

(Zoltan z tabletem w lewej ręce wchodzi do swojego domu. Od razu dostaje w twarz śnieżką rzuconą przez Zack'a)

Zack: Tato! Jest dopiero koniec października, a już jest zima! Czy to oznacza, że mamy grudzień?

(Zoltan przeciera twarz ręką i rozgląda się. Cały dom jest zasypany śniegiem)

Zoltan: Teddy... czy ty zapomniałeś wyłączyć śnieg?

Teddy: Może. Hehe...

KONIEC

Piosenki

Inne informacje

  • Pomysł na ten odcinek powstał 2 lata temu. Miała się w nim pojawić pełna wulgaryzmów i wyzwisk piosenka, z której jednak autor zrezygnował
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.