FANDOM


Uwaga! Strona może zawierać treści nieodpowiednie dla Twojego wieku.
SzI1
Szkoła z internatem

Sezon pierwszy
Gra dla arachnofobów

Szkoła z internatem
Szkoła z internatem
Logo serii
Twórca: Sebolaaa
Sezon: pierwszy
Numer odcinka: 13 (w sezonie)

13 (w serialu)

63 (w historii)

Angielski tytuł: A game for arachnophobes
Chronologia
Poprzedni: I weź tu nie zgłupiej
Następny: Gość "niespecjalny"
Tu chodzi o to, że w każdej szufladzie jest jeden pająk. Szufladek jest 100. Najpierw otwiera się jedną szufladkę, zamyka oczy i liczy do 25. Potem oczy się otwiera, szuka pająka, łapie, wsadza do szufladki i otwiera się kolejną szufladkę. Ważne jest, żeby nie używać do tego profesjonalnego sprzętu.
- Buford wyjaśniający Baljeet'owi zasady challenge'u

Jest to zwykły odcinek Seboliii.

Opis

Buford kupuje sto pająków, które przez przypadek wypuszcza. Wraz z przyjaciółmi musi je odnaleźć zanim Zoltan wróci do G-Tech'u. Tymczasem Davenportowie razem z Katy wybierają się do Seattle, gdzie Zack popada w konflikt z prawem.

Bohaterowie

Scenariusz

(Seattle. Zoltan i Zack siedzą w samochodzie, który stoi przed komisariatem. Młody Davenport trzyma na kolanach swojego kota i głaszcze go od ogona do łba)

Zoltan: Brawo, Zack... To miał być zwyczajny wyjazd, a ty musiałeś oczywiście popaść w konflikt z prawem.

Zack: No ale mówili w radiu, że gdy widzimy psa uwięzionego w samochodzie, to należy rozbić szybę, bo inaczej pies może zdechnąć.

Zoltan: Tak, ale mówili to w lato w lokalnym radiu Miami! A teraz jest środek jesieni, a my jesteśmy w jednym z najchłodniejszych miast w kraju! Nie licząc Alaski...

(Czołówka)

Głos: Gdzieś w Stanach Zjednoczonych...

Daleko od Danville,

Gdzieś w Miami,

W szkole miliardera, naukowca Zoltana Davenporta,

Gdzieś w środku ukrywają się,

Najwięksi geniusze świata!

Fineasz i Ferb: To my!

(Pojawia się winda, a na niej narysowane liczby i znaki matematyczne, wychodzi ze środka Fineasz)

(Obok jest winda, na której są narysowane narzędzia, wychodzi ze środka Ferb)

(Piętro niżej na windzie są narysowane instrumenty, ze środka wychodzi Fretka)

(Obok z windy na której narysowane są wynalazki i znaki cechujące zło, wychodzi Dundersztyc)

(Wszyscy wymienieni bohaterowie pojawiają się przed budynkiem szkoły)

Narrator: Szkoła z internatem.

(Koniec czołówki)

Narrator: Gra dla arachnofobów.

(G-Tech, windopokój Buforda i Baljeet'a. Baljeet siedzi na łóżku i czyta książkę. Nagle do środka wchodzi Buford, który pcha jakąś białą szafę)

Baljeet: Co to znowu jest?

Buford: Szafa. Niby taki mądry, a takich oczywistych rzeczy nie wie. Pfff...

Baljeet: Chodzi mi bardziej o to, po co ona. Przecież mamy pustą szafę w rogu.

Buford: To nie jest zwykła szafa.

Baljeet: A co ona robi? Lata?

Buford: Nie. Są w niej pająki!

(Baljeet rzuca książką i przykrywa się kołdrą)

Baljeet: A fuj, zabierz to ode mnie!

Buford: Spoko, same stamtąd nie wyjdą.

(Baljeet odsłania głowę)

Buford: Słyszałeś o "100 spiders challenge"?

Baljeet: Nie.

Buford: Ty wiesz w ogóle, co to challenge? Nie chodzi mi o tłumaczenie słowa.

Baljeet: Domyślam się, że chodzi o jakieś wyzwania. Chodzi o grę w prawda czy wyzwanie, ale bez prawdy?

(Buford robi facepalm'a)

Buford: Nie... challenge to takie internetowe wyzwanie. Tu chodzi o to, że w każdej szufladzie jest jeden pająk. Szufladek jest 100. Najpierw otwiera się jedną szufladkę, zamyka oczy i liczy do 25. Potem oczy się otwiera, szuka pająka, łapie, wsadza do szufladki i otwiera się kolejną szufladkę. Ważne jest, żeby nie używać do tego profesjonalnego sprzętu. Nie można też uciekać z budynku, a sprawy codzienne typu spanie i jedzenie można załatwiać tylko wtedy, gdy jakiś pająk jest na wolności.

Baljeet: Brrr... aż mnie ciarki przeszły. Ktoś oprócz ciebie słyszał o tym challenge'u?

Buford: Proszę cię, ludzie to nagrywają i prowadzą live'y na G-Tube'ie. Co druga osoba panikuje na samym początku wyzwania, ucieka z domu, a potem go podpala. Pozostali nie wytrzymują w połowie. Ja zamontowałem w G-Tech'u kilka moich własnych kamer, którymi będę to wszystko nagrywał. Jako pierwszy dotrę do końca challenge'u! Będę sławny w całym G-Necie! Trzeba tylko ogarnąć, jak otwiera się te szufladki. Podobno dla bezpieczeństwa zamontowane są guziki, ale nie wiem tylko, który wcisnąć.

Baljeet: Może zajrzyj do instrukcji?

Buford: Tssa... tylko cioty tam patrzą. To chyba będzie czerwony przycisk.

(Buford wciska znajdujący się pomiędzy niebieskim i zielonym guzikiem, czerwony przycisk. Otwierają się wszystkie szufladki, a z każdej wychodzi inny pająk - każdy ogromny, włochaty i obleśny, w większości są to tarantule. Baljeet zaczyna piszczeć jak dziewczynka, po czym wyskakuje przez okno)

Buford: Hmmm... coś jest nie tak. Teraz chyba powinienem policzyć do 25.

(Buford zamyka oczy i liczy)

Buford: 1, 2, 3...

(Chwilę później)

Buford: ... 21, 23, 22, sezamki, 25!

(Buford otwiera oczy. Nigdzie nie widać żadnego pająka)

Buford: A to spryciule.

(Do windopokoju wbiegają Fineasz i Ferb)

Fineasz: Buford? Co tu się dzieje?

Buford: Słyszeliście o "100 spiders challenge"?

Ferb: Tak! Właśnie oglądaliśmy transmisję na żywo jakichś dwóch kolesi z Bułgarii. Tarantula siadła na kroczu jednego, więc ten drugi przywalił mu z całej siły w to miejsce metalową laską.

Buford: Musiało boleć...

Fineasz: Ey, czemu otworzyłeś wszystkie szufladki? Nie czytałeś instrukcji obsługi?

Buford: A kto je czyta?

Ferb: My. Gdybyś spędzał każdą chwilę dzieciństwa na budowaniu maszyn, to też byś wiedział, że należy to zrobić.

Buford: Okej, trzeba te wszystkie pająki znaleźć i...

(Fineasz schyla się i łapie za nóżkę małego tygrzyka paskowanego)

Fineasz: Zostało 99.

(Tymczasem w Seattle. Zoltan i Zack siedzą na komisariacie, rozmawiając z otyłym policjantem jedzącym pączka)

Zoltan: Naprawdę pana przepraszam, ale to nieporozumienie.

Policjant: Jakie nieporozumienie? Mamy nagranie z monitoringu, na którym widać, jak chłopak rzuca kamieniem w szybę samochodu.

Zoltan: Oj, Zack jest trochę... niepełnosprawny intelektualnie.

Zack: A co to znaczy?

Zoltan: Nieważne. Zack usłyszał w radiu, że gdy widzimy psa uwięzionego w samochodzie, to należy rozbić szybę i go uwolnić. Pochodzimy z Miami, gdzie w zimę temperatura w dzień jest bliska 25 stopni! U was tyle nawet w lato nie ma! Mogę odkupić szybę. Ba, cały samochód! Mogę właścicielowi auta kupić nawet mieszkanie w Monako, własną wyspę nieopodal Australii... Ale Zack powinien dostać nagrodę za to, że chciał ratować życie zwierzaka.

Policjant: Panie, ale ten pies w samochodzie był pluszakiem.

(Zoltan czerwieni się. Po chwili wyciąga z kieszeni portfel)

Zoltan: Dobra, wykupię syna z aresztu.

(Zoltan wyciąga z portfela masę zielonych papierków i kładzie je na stół)

Zoltan: Starczy to nawet na zakup Holandii.

Policjant: Nie przekupi mnie pan.

Zoltan: Dobra, Zack, uciekamy!

(Zoltan chwyta syna za koszulę i zaczyna z nim biec. Policjant otwiera szufladę i wyciąga dwa metalowe pączki)

Policjant: Nigdzie mi nie zwiejecie!

(Policjant rzuca pączkami w Zoltana i Zack'a. Oboje upadają na podłogę. Tymczasem w hotelu. Brenda pakuje rzeczy do walizki, Katy siedzi i pisze z kimś na telefonie. Briany nie ma w pokoju)

Brenda: Może byś mi pomogła, pindo głupia?

Katy: Pfff... Sama to pakuj, plebsie.

(Nagle do pokoju wchodzi Briana, która od razu siada na swoim łóżku)

Brenda: Katuś?

Katy: Tak, przyjaciółko?

Brenda: Muszę skoczyć do sklepu, spakujesz resztę walizek?

Katy: Pewnie!

(Katy wstaje i zaczyna wszystko pakować)

Katy (w myślach): Nienawidzę jej.

Brenda: To ja uciekam, zaraz wrócę, papa.

Katy: Pa! Uważaj na siebie!

Katy (w myślach): A żeby cię jakaś ciężarówka rozjechała...

(Brenda wychodzi z pokoju)

Briana: Nie musicie...

(Przerażona Katy zaczyna piszczeć. Kobieta wskakuje na łóżko)

Katy: To ty potrafisz mówić?!

Briana: Tak.

Katy: A co ty mówiłaś wcześniej?

Briana: Że nie musicie się tak wysilać. Widzę przecież, że się nie lubicie. Głupia nie jestem.

(Tymczasem w G-Tech'u. Fineasz, Ferb i Buford wchodzą do windopokoju braci. Ferb natychmiast chwyta za butelkę i pije wodę. Po chwili odstawia ją)

Ferb: Uchh... jestem zmęczony tymi poszukiwaniami. Czuję się, jakbyśmy złapali już z tryliard pająków. Ile ich mamy?

Fineasz: 3.

Ferb: Na serio? Możemy zbudujemy jakiś wypędzacz pająków?

Buford: Nie, nie, nie! Zasady challenge'u są takie, że nie można używać profesjonalnego sprzętu! Złapiemy pająki normalnie. O, Fineasz, masz tarantulę we włosach.

(Buford ściąga tarantulę z włosów Fineasza)

Fineasz: Brrr... zostało nam tylko 96 pająków.

(Tymczasem w Seattle. Zack i Zoltan siedzą w celi. Chłopak trzyma w rękach swojego kota. Przed drzwiami od celi stoi policjant, który je pączka. Mężczyzna siada na krześle przy biurku, jednak siedzenie załamuje się. Policjant z hukiem upada na podłogę - aż Zoltan i Zack podskakują)

Policjant: Cholera jasna!

(Policjant próbuje wstać. Zoltan zabiera Zack'owi kota z rąk)

Zoltan: Leć szybko po klucze!

(Zoltan kładzie zwierzę na podłogę. Kot biegnie. Skacze na biurko i chwyta w ząbki złote klucze. Po chwili wraca z kluczami)

Zoltan: Wow, nie spodziewałem się, że to zrobi.

(Zoltan bierze je i przekręca. Drzwi otwierają się)

Zoltan: Szybko, uciekamy!

Policjant: Stać!

(Policjant próbuje wstać, ale mu się nie udaje. Zack bierze swojego kota i wraz z tatą uciekaj. Biegną korytarzami więzienia. Wybiegają z budynku i zatrzymują się przed ulicą)

Zoltan: Ufff... muszę... odsapnąć...

Zack: Nikt nas nie będzie gonił?

(Nagle okno na najwyższym piętrze więzienia rozbija się, a wylatuje przez nie jadący na motocyklu otyły policjant)

Zoltan: Musiałeś to powiedzieć?!

(Kiedy pojazd spada na ziemię, Zoltan i Zack podskakują)

Policjant: Nie ruszać się!

Zoltan: Uciekamy!

(Zoltan i Zack biegną ulicą, a za nimi jedzie policjant)

Policjant: Będzie mandacik za bieganie po ulicy!

(Zoltan łapie Zack'a za koszulkę i zbiegają na chodnik)

Zoltan: Nie mamy szans! Nie uciekniemy przed nim.

Zack: O, zaraz jest wypożyczalnia rowerów! Może uciekniemy na rowerze?

Zoltan: No niekoniecznie... nie umiem jeździć rowerem. Ale innego wyjścia nie ma.

(Zoltan i Zack wbiegają do wypożyczalni rowerów)

Zoltan: Macie rower z kółkami?

(Pracownica wskazuje na mały różowy rower dla dzieci)

Pracownica: Ostatni.

Zoltan: Nie ma większych?

Pracownica: Nie.

Zoltan: Jasny gwint...

(Zoltan bierze mały rowerek, natomiast Zack chwyta duży rower turystyczny. Zoltan wyciąga z kieszeni portfel i rzuca na ladę)

Zoltan: Reszty nie trzeba!

(Zoltan i Zack wybiegają z rowerami. Pracownica otwiera portfel i gwiżdże zdumiona. Tymczasem w G-Tech'u. Fineasz leży na podłodze w windopokoju i obserwuje idącego po dywanie pająka)

Fineasz: Wałęsak brazylijski, silnie jadowity pająk żyjący w tropikalnych częściach Ameryki.

(Fineasz przykrywa pająka szklanką. Do windopokoju wchodzi Fretka)

Fretka: Fineasz! Co robisz w moim pokoju?

Fineasz: Pająków szukam. Nie boisz się ich, prawda?

Fretka: Nie boję, przecież sam mi pomogłeś zwalczyć strach przed nimi.

Fineasz: To dobrze, bo po G-Tech'u pałęta się 76 takich wielkich jadowitych.

Fretka: AAAAAAAAAAAAA!!!

(Fretka wyskakuje przez okno)

Głos Fretki: O, Baljeet, też wyskoczyłeś?

(Tymczasem w Seattle. Do hotelu wchodzi Brenda, która zauważa Katy siedzącą obok walizki)

Brenda: O, hej, Katy. Jak pakowanie? Kupiłam ci paluszki sezamkowe, twoje ulubione.

(Brenda podaje Katy opakowanie paluszków, natomiast ta wyrzuca je przez balkon)

Brenda: Ej, co ty robisz?

Katy: A nic, rzucam rzeczami, głupia pindo.

Brenda: Przestań, Briana wszystko widzi i słyszy!

(Katy bierze walizkę i wyrzuca ją przez balkon. Brenda wybiega na balkon, by zobaczyć, jak leci)

Brenda: Dlaczego to zrobiłaś?!

(Brenda odwraca się i dostrzega Katy stojącą w drzwiach balkonu)

Katy: Wybacz, ale cała kasa Zoltana jest MOJA.

(Katy zamyka drzwi balkonu na klucz, a po chwili wyciąga spod swojego łóżka identyczną walizkę, która jest pełna rzeczy. Brenda uderza w drzwi)

Katy: Briana, idziemy.

(Katy i Briana wychodzą)

Brenda: Na pomoc!

(Tymczasem na ulicach miasta. Zack jedzie dużym rowerem, a za nim slalomem jedzie Zoltan na małym rowerku dla dzieci)

Zoltan: To jest jakiś wstyd...

(Zoltan ogląda się do tyłu i zauważa, że policjant wyciąga z kieszeni pączki z kolcami)

Zoltan: Uwaga!

(Policjant rzuca pączkami, jednak żaden z nich nie dolatuje tak daleko)

Zoltan: Haha! Okej, Zack, musimy się rozdzielić! Na tym rozwidleniu dróg ty jedziesz w lewo, a ja w prawo.

Zack: Okej!

(Zoltan i Zack skręcają w prawo)

Zoltan: Miałeś jechać w lewo!

Zack: To pojechałem.

Zoltan: Echh... w to drugie lewo.

Zack: A, okej.

(Zoltan i Zack dojeżdżają do rozwidlenia dróg, gdy nagle słyszą przewrócenie się motocykla i jęk policjanta. Obaj oglądają się do tyłu)

Zoltan: Dobra, zostaw te rowery. Uciekamy do hotelu!

(Zoltan i Zack biegną w stronę hotelu. Tymczasem w G-Tech'u. Fineasz, Ferb i Buford leżą zmęczeni na podłodze)

Fineasz: Już mamy równo 50.

Buford: Wow, nie wiedziałem, że ten challenge jest taki męczący.

Ferb: 49 zostało.

(Fineasz i Buford spoglądają na Ferba, który właśnie ściąga z dłoni spłaszczonego pająka. Tymczasem w Seattle, Zoltan i Zack dobiegają do stojącymi pod hotelem Katy i Briany. Katy od razu zaprowadza chłopców oraz Brianę do busa)

Katy: Szybko, szybko, bo spóźnimy się na samolot!

Zoltan: Przecież przylecieliśmy tutaj prywatnym samolotem.

Katy: No już, wsiadać, nie gadać!

(Katy biegnie szybko po walizkę i wchodzi z nią do środka)

Katy: Odjeżdżaj, panie kierowco!

(Bus rusza)

Zoltan: A gdzie jest Brenda?

Katy: Eeee... Brendisia powiedziała, że chce tutaj zostać do końca tygodnia.

Zoltan: To czemu do mnie nie zadzwoniła?

Katy: Chciała, żebym to ja ci powiedziała.

Zoltan: Poczekaj, zadzwonię do niej.

(Zoltan wyciąga telefon)

Katy: Nie ma takiej potrzeby.

Zoltan: Połącz z: Żonusia.

(Tymczasem w pokoju hotelowym. Brenda krąży po balkonie)

Brenda: Co za menda z niej, co za s**a...

(Nagle słychać dzwonek telefonu. Brenda spogląda na pokój przez szybę w drzwiach)

Brenda: Czyżby zapomniała ona o moim telefonie? Odbierz!

Głos Zoltana: Brenda?

Brenda: ZOLTAN?! Pomóż mi, jestem w hotelowym pokoju, zamknięta na balkonie!

Głos Zoltana: Już biegnę!

(Tymczasem w G-Tech'u. Fineasz, Ferb i Buford stoją przy szafie i przeliczają puste szufladki)

Fineasz: Zostało ich jeszcze 11. Największy ze wszystkich stu, Poecilotheria, wciąż jest na wolności. Charakteryzuje się szybkim wzrostem, a jego jad może spowodować nudności i wymioty.

Buford: Patrzcie! Tam jest pająk!

(Buford wskazuje palcem na niewielką tarantulę spacerującą po środku pokoju. Buford rzuca się na nią, jednak ta w ostatniej chwili ucieka, unikając zmiażdżenia)

Fineasz: Brawo, geniuszu.

(Tymczasem w Seattle. Zoltan i Katy wbiegają do pokoju w hotelu. Mężczyzna od razu rzuca się na drzwi od balkonu, które otwiera. Brenda wyskakuje stamtąd i od razu przytula się do męża)

Brenda: Wiedziałam, że mnie nie zostawisz.

(Katy przewraca oczami. Po chwili Brenda puszcza Zoltana)

Zoltan: Ale jak to się stało?

Brenda: Nie będę ściemniać. Pora by powiedzieć prawdę.

(Katy przełyka nerwowo ślinę)

Brenda: Bo...

(Do pokoju wchodzi Zack)

Zack: Co się stało?

(Brenda spogląda raz na Zack'a, raz na Katy)

Zoltan: No? Co się stało?

Brenda: Weszłam na ten balkon... zamknęłam drzwi i nie mogłam ich otworzyć.

Zoltan: Katy mi powiedziała, że chcesz tutaj zostać do końca tygodnia.

Brenda: Eeeee... to prawda. Chciałam, ale po tym, co się stało, postanowiłam, że jednak z tobą wrócę do domu.

Zoltan: Rozumiem. No nic, wracajmy już do Miami. Jutro rano mam ważne spotkanie biznesowe i nie chcę przyjść na nie tak jak miesiąc temu - bez spodni i z łyżką po mleku w ręce.

(Zoltan i Zack wychodzą. Katy zatrzymuję Brendę, gdy ta ma już wychodzić)

Katy: Posłuchaj mnie. Pochodzę z rodziny, która jak czegoś chce, to to dostanie. A jeśli nie, to zmiecie z powierzchni Ziemi każdego, która jej w tym przechodzi. Zoltan coś o tym wie. Więc nawet nie spróbuj mi wchodzić w drogę, bo zniszczę ci życie całkowicie. Nawet jak się ukryjesz, bo ja cię znajdę nawet w Nepalu, Gruzji czy w innym państwie.

(Napisy końcowe)

(Kilka godzin później, G-Tech. W głównym pomieszczeniu szkoły zmęczeni Fineasz, Ferb i Buford rozglądają się za pająkami. Nagle z windy wysiada Zoltan)

Zoltan: Jeszcze nie śpicie? Już jest cisza nocna.

Fineasz: My...

(Fineasz zauważa przechodzącego obok niego pająka. Przesuwa stopę i miażdży go)

Fineasz (w myślach): Został tylko Poecilotheria.

Fineasz: ... właśnie szykowaliśmy się do snu.

Zoltan: No mam nadzieję. Coś mnie swędzi po plecach. I strasznie chce mi się wymiotować...

(Zoltan odwraca się. Chłopcy zauważają olbrzymiego pająka na plecach mężczyzny)

Zoltan: Nie mam nic na plecach?

Ferb: Eeee... nie. Skądże?

Zoltan: Dobra, idę się kąp...

(Zoltan spogląda na jakieś lustro na ścianie z jego lewej stronie)

Zoltan: AAAAAAAAA!!! Pająk, zabierzcie go, zabierzcie!

(Zoltan biega chwilę w kółko, aż nagle wyskakuje przez okno)

KONIEC

Piosenki

Inne informacje

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.