FANDOM


Uwaga! Strona może zawierać treści nieodpowiednie dla Twojego wieku.
SzI1
Szkoła z internatem

Sezon pierwszy
NYO

Szkoła z internatem
Szkoła z internatem
Logo serii
Twórca: Sebolaaa
Sezon: pierwszy
Numer odcinka: 16 (w sezonie)

16 (w serialu)

66 (w historii)

Angielski tytuł: NYO
Chronologia
Poprzedni: Szkoła z internatem: Podróż w kosmicznej przestrzeni
Następny: Przerażająca Avery: Wizyta w internacie
Nazywam się Moranica Uglyfoot-Smellybody i jestem najpiękniejszą kobietą chodzącą po świecie.
- Moranica do uczniów

Jest to specjalny odcinek Seboliii.

Opis

Lata 80. Linda i jej siostra i najlepsza przyjaciółka, Lindsay, uczestniczą w wycieczce szkolnej do Nowego Yorku, której głównym celem jest zwiedzenie New York Orchestra (NYO).

Bohaterowie

Scenariusz

(Rok 1985, koniec września. W Dan School odbywa się lekcja. Linda siedzi ze swoją najlepszą przyjaciółką i siostrą, czyli Lindsay. Przy tablicy stoi stara skrzywiona nauczycielka)

Pani Pżoskfińska: A więc na poniedziałek zrobicie wypracowanie na temat renesansu w Europie.

Linda: Już wiadomo, że zrobi je za nas nasz klasowy kujonek...

(Linda patrzy się na kujona w pierwszej ławce, po czym cicho chichocze)

Kujon: A ile musi mieć ono stron?

Pani Pżoskfińska: Zoltan, minimum dwie strony.

(Nagle okno otwiera się. Wchodzi przez nie Moranica. Wygląda tak samo jak w teraźniejszości, jednak zamiast swojej fryzury ma ogromne afro)

Pani Pżoskfińska: Oooo, pani Moranica! Jak ci minęła trasa koncertowa?

Moranica: Fatalnie. Pokłóciłyśmy się z Wieśką, Wieśką, Wieśką, Wieśką i Wieśką. Disco Bis jest już rozwiązane.

Pani Pżoskfińska: Och, to fatalnie.

Moranica: Żartujesz? Będę miała więcej czasu, żeby torturować moich uczniów!

(Zoltan wstaje i podchodzi do Moranici)

Zoltan: Dzień dobry. Mam na imię Zoltan i jestem nowy w pani szko...

Moranica: A co mnie to obchodzi, kim jesteś?! Natomiast moja postać obchodzi już każdego.

(Moranica ustawia się w stronę klasy i prezentuje się dumna jak paw)

Moranica: Mnie już zapewne każdy zna, ale przedstawić się mogę raz jeszcze. Nazywam się Moranica Uglyfoot-Smellybody i jestem najpiękniejszą kobietą chodzącą po świecie.

Zoltan: Ale...

Moranica: Siadaj do ławki, kujonie!

(Smutny Zoltan siada do ławki)

Moranica: I tak pewnie nic w życiu nie osiągniesz.

Zoltan: Ja już mam zaplanowaną przyszłość! Założę kiedyś firmę i będę zarabiał miliardy!

Moranica: Tak, tak, tak, a ja się pozbędę mojego afro. Takiego nerda to żadna dziewczyna nie będzie chciała. Nieważne, mam dla tej klasy zaplanowaną wycieczkę do New York Orchestra, w skrócie NYO.

Pani Pżoskfińska: Zaraz, zaraz, ja jestem ich wychowawczynią i to ja powinnam im organizować wycieczki!

Moranica: Cicho, albo skrócę ci pensję o możliwość wychodzenia z budynku. Rozdam wam teraz zgody na wycieczkę. Czy się zgodzicie, czy nie, i tak jedziecie.

Lindsay: To po co te zgody?

Moranica: Żeby się nikt nie czepiał, że jacyś gówniarze jadą na wycieczkę bez papierów. Jutro o czwartej w nocy zbiórka.

Linda: O której?

Moranica: A co ja, po chińsku mówię? Macie być o tej godzinie albo podpalę wasze chałupy.

(Moranica wyskakuje przez okno)

Linda: Zapowiada się ciekawa wycieczka...

(Czołówka)

Głos: Gdzieś w Stanach Zjednoczonych...

W znanym wam mieście,

Gdzieś w Danville,

W szkole miliardera, naukowca Zoltana Davenporta,

Gdzieś w środku ukrywają się,

Najwięksi geniusze świata!

Fineasz i Ferb: To my!

(Pojawia się winda, a na niej narysowane liczby i znaki matematyczne, wychodzi ze środka Fineasz)

(Obok jest winda, na której są narysowane narzędzia, wychodzi ze środka Ferb)

(Piętro niżej na windzie są narysowane instrumenty, ze środka wychodzi Fretka)

(Obok z windy na której narysowane są wynalazki i znaki cechujące zło, wychodzi Dundersztyc)

(Wszyscy wymienieni bohaterowie pojawiają się przed budynkiem szkoły)

Narrator: Szkoła z internatem.

(Koniec czołówki)

Narrator: NYO.

(Następny dzień, czwarta w nocy. W ścianie jest wielka dziura, a na środku korytarza stoi bronkobus. Przy kierownicy siedzi Moranica)

Moranica: No dobra, jedziemy!

Linda (siedząca gdzieś w środku bronkobusa, wstaje z siedzenia i krzyczy): Ale jeszcze nie wszyscy wsiedli! Jeszcze ten Zoltan!

Moranica: A co mnie obchodzi jakiś głupi kujon?!

(Drzwi bronkobusa powoli zamykają się, jednak w ostatniej chwili przez środkowe wejście wskakuje Zoltan. Chłopak przewraca się na schodach)

Zoltan: Ała, moja dłoń...

(Zoltan powoli wstaje)

Moranica: Ruszamy!

(Bronkobus gwałtownie rusza, a Zoltan uderza ciałem w drzwi do toalety i przewraca się. Bronkobus przejeżdża, robiąc drugą dziurę w ścianie. Lindsay wstaje i pomaga Zoltanowi wstać)

Lindsay: Nic ci nie jest?

Zoltan: Na szczęście nie, ale strasznie mnie boli dłoń.

(Lindsay zaprowadza Zoltana do dwóch wolnych siedzeń za nią i Lindą)

Zoltan: Dzięki.

(Lindsay siada z Lindą, a Zoltan wyciąga ze swojego plecaka urządzenie przypominające tablet oraz podstawkę. Kładzie te rzeczy na siedzeniu obok i uruchamia tablet. Na ekranie wyskakuje komputerowy Teddy)

Teddy: O, pan ofermiasty.

Zoltan: Teddy!

Teddy: Znaczy się... przepraszam, tatusiu. Co chciałeś?

Zoltan: Żebyś mi pomógł.

Teddy: W czym znowu?

Zoltan: Przed nami siedzi taka ładna dziewczyna. Pomóż mi znaleźć jakiś fajny tekst na podryw.

Teddy: Czekaj, przejrzę Internet... O, mam! Bardzo proste. Powiedz jej, że ma coś bardzo ładnego. Na przykład oczy.

Zoltan: Okej, łapię.

(Zoltan wstaje i łapie się siedzeń Lindy i Lindsay)

Zoltan: Hej, Lindsay.

Lindsay (odwraca się): Cześć, Zoltan. Jak twoja dłoń?

Zoltan: Dobrze. Słuchaj, chciałem ci coś powiedzieć.

Lindsay: Tak?

Zoltan: Masz bardzo ładną...

Zoltan (w myślach): A może twarz? Nieee... to trochę bez sensu. Już wiem!

Zoltan: Masz bardzo ładną siostrę!

Linda: Och, dzięki.

(Zoltan strzela facepalm'a, a po chwili siada na miejscu)

Teddy: Haha! Już prędzej ja poderwę jakąś kocicę! Właśnie, zaprogramuj mi jakąś ładną dziewczynę.

(Kilka godzin później. Wszyscy uczniowie stoją pod budynkiem Filharmonii Nowojorskiej. Moranica dalej siedzi w bronkobusie)

Moranica: Poczekajcie, muszę jeszcze zaparkować!

(Moranica parkuje swój pojazd w poprzek ulicy, tamując ruch. Po chwili wychodzi z pojazdu z liną z hakiem)

Moranica: No dobra, bachory jedne. Przed wejściem do filharmonii czeka was test sprawności fizycznej.

(Moranica rzuca linę, której hak zaczepia się gdzieś na szczycie budynku. Puszcza koniec liny)

Linda: Odjazdowo!

Lindsay: Obstawiam, że to słowo wyjdzie z użycia za jakieś dwadzieścia lat.

Moranica: No dobra, macie tam wejść!

Zoltan: A nie łatwiej kupić bilety?

Moranica: Ciekawe, jaka kobieta będzie chciała wyjść za takiego nudziarza.

(Moranica zaczyna wspinać się po ścianie budynku bez pomocy liny)

Linda: Okej, ja pierwsza!

(Linda łapie się liny i zaczyna się wspinać nogami po ścianie budynku. Zoltan patrzy na wspinające się Moranicę i Lindę z niedowierzaniem. Po chwili uruchamia swój zegarek, na którego ekranie pojawia się Teddy)

Teddy: Czego znowu?

Zoltan: Wyrażaj się do mnie jakoś. Słuchaj, jak zaimponować tej Lindsay?

Teddy: Nie widzisz tej liny? Pokaż jej, że jesteś silny i odważny, a na pewno wylądujecie razem w łóżku.

Zoltan: Teddy! Ja wolę czekać do ślubu...

(Zoltan wyłącza Teddy'ego)

Zoltan: Ja idę drugi!

(Zoltan podchodzi do liny. Łapie się jej rękami, a stopy próbuje położyć na ścianie, jednak przewraca się i upada na ziemię. Moranica, która już stoi na szczycie budynku i obserwuje uczniów, wybucha śmiechem. Linda, która również już zdążyła się wdrapać, stoi obok niej z założonymi na piersi rękami)

Moranica: Haha! Ale oferma!

(Zdenerwowany Zoltan podnosi się. Łapie się mocno liny i stawia stopy na ścianie. Powoli zaczyna wchodzić na górę)

Moranica: E, słabiaku! Uważaj!

(Moranica podnosi jakąś cegłę i rzuca nią. Trafia w brzuch Zoltana. Chłopak spada na ziemię. Kobieta płacze ze śmiechu)

Moranica: Uwielbiam rzucać w ludzi cegłami.

(Do Zoltana podbiega Lindsay)

Lindsay: Zoltan, nic ci nie jest?

Zoltan: Nie, ale czuję jak moje śniadanie podskakuje mi do gardła.

(Godzinę później. Wszyscy uczniowie poza Lindą są posiniaczeni od cegieł)

Moranica: No dobra, a teraz musimy wejść do środka!

Lindsay: Ciekawe, co pani wymyśli.

(Moranica chwyta hak, a następnie zwija linę. Gdy łapie jej drugi koniec, rzuca liną tak, że zaczepia hakiem o bronkobus. Zaczyna przechodzić po tej linie)

Linda: To się nazywa wysportowana kobieta!

Moranica: Nie, ja po prostu jem Danonki!

(Moranica wraca po minucie z wiertarką w rękach. Zaczyna wiercić dziurę. Po chwili powstaje dziura w podłodze)

Moranica: A teraz do środka!

(Zoltan podchodzi do dziury i przygląda się jej głębokości)

Zoltan: Jak chce pani tam zejść? Też na linie?

Moranica: Nie.

(Moranica popycha Zoltana, który wpada do dziury i ląduje na siedzeniach widowni)

Moranica: Jak ja uwielbiam klasowe popychadła...

(Moranica wskakuje do środka)

Zoltan: AAAAA!!!!!!!111ONEONE Mój kręgosłup!

Moranica: Naprostować ci go?!

(Kilka minut później. Wszyscy uczniowie stoją między siedzeniami)

Moranica: A teraz wejdziemy na scenę.

Zoltan: Ale nie można. Jest zagrodzona słupem odgradzającym.

Moranica: I co z tego?

(Moranica idzie w stronę sceny i przestawia słupy odgradzające)

Moranica: Ktoś je niedokładnie ustawił. Chodźcie!

(Wszyscy uczniowie idą w stronę sceny. Zoltan patrzy na Teddy'ego w zegarku)

Teddy: Słuchaj, ciamajdo!

Zoltan: Trochę kulturalniej!

Teddy: Przepraszam, tatusiu... Żeby mieć u niej większe szanse, musisz znaleźć z nią wspólne zainteresowania.

Zoltan: Ale jak? Mam skonstruować jakieś urządzenie do podsłu...

Teddy: Nie! Podejdź i pogadaj!

Zoltan: Tak po prostu?

Teddy: Tak.

Zoltan: Już się robi!

(Zoltan wyłącza Teddy'ego. Podbiega do Lindsay)

Zoltan: Hej, Lindsay! Czym się interesujesz?!

Lindsay: Yyyy... cześć, Zoltan. Czemu cię to tak nagle zaciekawiło?

Zoltan: Eeee... chcę wiedzieć więcej o tobie.

Lindsay: No to tak. Interesuję się nauką, ale również z Lindą często chodzimy na zakupy.

Zoltan: Wow, ja też!

Lindsay: Czekaj, też często z Lindą chodzisz na zakupy?

Zoltan: Eeeee... nie, ja... echh... nieważne.

(Zoltan idzie na sam koniec z opuszczoną głową. Wszyscy wchodzą na scenę filharmonii)

Moranica: No, a dokładnie w tym miejscu oświadczył mi się mój mąż, Boleslav Smellybody.

Linda: Pani mąż oświadczył się za czerwonym słupem odgradzającym w Filharmonii Nowojorskiej?

Moranica: Mam szalonego męża, co nie?

(Zoltan uruchamia zegarek z Teddy'm)

Zoltan: Słuchaj, nie wiem, jak ją poderwać! Nie wychodzi mi nawet zapytanie o jej zainteresowania.

Teddy: Mam pomysł. Zapłodnij ją, a będzie twoja do końca życia.

Zoltan: Teddy!

Teddy: No co? Pomysł jest dobry.

Zoltan: Ja na poważnie.

Teddy: No to pokaż jej, że masz poczucie humoru. Opowiedz jej jakiś żart.

Zoltan: Dobra. Nawet wiem, jaki!

(Zoltan podchodzi do Lindsay)

Zoltan: Lindsay, posłuchaj. Przychodzi ruda do sklepu i...

(Lindsay strzela Zoltanowi porządnego plaskacza. Chłopak z płaczem ucieka)

Moranica: Uuuu... zuch dziewczyna! Chyba wiem, kto będzie miał wzorowe zachowanie.

(Po wycieczce. Wieczór. Linda i Lindsay wchodzą do swojego pokoju. Linda zamyka drzwi)

Linda: No dobra. Co ty najlepszego odwaliłaś?!

Lindsay: To znaczy?

Linda: Nie widziałaś?! Zoltan cię podrywał! A ty go tak spławiłaś...

Lindsay: Faktycznie!

(Lindsay siada na łóżku)

Linda: To jedyny pasujący do ciebie chłopak w szkole. Zapewne już się nigdy do ciebie nie odezwie.

Lindsay: Echhh... co ja najlepszego odwaliłam? Teraz muszę go przeprosić!

Linda: No raczej.

Lindsay: Dzięki. Dzięki, że mi powiedziałaś.

Linda: Nie ma za co. Od tego są siostry.

(Linda siada obok Lindsay i ją przytula)

Lindsay: Kupię dla niego jakąś czekoladę i mu w poniedziałek dam.

(Napisy końcowe)

(Poniedziałek. Dzwoni dzwonek na przerwę. Wszyscy wychodzą poza Lindsay, która podchodzi do pani Pżoskfińskiej)

Lindsay: Proszę pani... dlaczego Zoltana dzisiaj nie było w szkole?

Pani Pżoskfińska: Ach... tata Zoltana dostał pracę w Miami. Przeprowadzili się.

Lindsay (ze smutkiem): Och... rozumiem.

Pani Pżoskfińska: To dobrze. A, i cieszę się, że jako jedyna dałaś wypracowanie na czas.

Lindsay: Okej...

(Lindsay wychodzi z sali. Za drzwiami czeka Linda)

Linda: I co?

Lindsay: Przeprowadził się.

Linda: Ołłł... strasznie mocno się musiał przejąć tym plaskaczem.

Lindsay: Nie, jego ojciec dostał pracę w Miami.

Linda: Aha. Ale nie martw się. Przynajmniej mamy czekoladę.

KONIEC

Piosenki

Inne informacje

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.