FANDOM


Uwaga! Strona może zawierać treści nieodpowiednie dla Twojego wieku.
SzI2
Szkoła z internatem

Sezon drugi
Przerażająca Avery: Miłosny trójkąt

Szkoła z internatem
Szkoła z internatem
Logo serii
Twórca: Sebolaaa
Sezon: drugi
Numer odcinka: 8 (w sezonie)

33 (w serialu)

83 (w historii)

Angielski tytuł: Creepy Avery: Love triangle
Chronologia
Poprzedni: Magiczna noc Część 2
Następny: Reaktywacja
Dobra, ale jak ja wygram, to weźmiemy ślub oraz będziesz co tydzień robił mi masaż ust swoimi ustami.
- Moranica do Zoltana o warunkach zakładu

Jest to zwykły odcinek Seboliii.

Opis

Zoltan prezentuje uczniom jego najnowszy wynalazek - Teddy... w ludzkiej formie, który ma stanowić mechanizm obronny przed Moranicą. Robot zakochuje się w szpiegującej Irving'a szalonej Avery. Tymczasem Moranica i Zoltan zakładają się o to, kto jest lepszym rodzicem dla swojego dziecka, a Heinz buduje Odkochaj-Się-Inator, żeby rozwalić związek jego brata, Roger'a, i jego nowej dziewczyny.

Bohaterowie

Scenariusz

(Na zapleczu sklepu naprzeciwko G-Tech'u. Baljeet i Summer śpią. W pewnym momencie Baljeet budzi się)

Baljeet: Summer!

(Summer budzi się)

Summer: Tak?

Baljeet: Przyśniło mi się, jak możemy stąd zwiać! Możemy stąd wyskoczyć. Na trzy rzuć się z całej siły do góry w prawo.

Summer: To genialne!

Baljeet: Zatem... Raz, dwa, trzy!

(Krzesła podskakują, jednak krzywo lądują, przez co Baljeet i Summer lądują na podłodze)

Baljeet: Szlag! Teraz trzeba wykombinować, jak wstać.

(Światło zapala się, a w korytarzu z dłonią na włączniku stoi Jasmine)

Jasmine: A wy się gdzie wybieracie?

Baljeet: Próbujemy stąd zwiać.

Summer: Baljeet!

Baljeet: A co innego miałbym w takiej sytuacji powiedzieć?

Summer: W sumie to racja.

(Jasmine wyciąga z kieszeni srebrną taśmę klejącą. Podchodzi do Baljeet'a i Summer, po czym zakleja im usta)

Jasmine: Załatwione. Teraz nawet nie myślcie o ucieczce.

(Baljeet i Summer próbują coś powiedzieć, jednak taśma nie pozwala im na to)

Jasmine: Haha!

(Czołówka)

Głos: Gdzieś w Stanach Zjednoczonych...

W znanym wam mieście,

Gdzieś w Danville,

W szkole miliardera, naukowca Zoltana Davenporta,

Gdzieś w środku ukrywają się,

Najwięksi geniusze świata!

Fineasz i Ferb: To my!

(Pojawia się winda, a na niej narysowane liczby i znaki matematyczne, wychodzi ze środka Fineasz)

(Obok jest winda, na której są narysowane narzędzia, wychodzi ze środka Ferb)

(Piętro niżej na windzie są narysowane instrumenty, ze środka wychodzi Fretka)

(Obok z windy na której narysowane są wynalazki i znaki cechujące zło, wychodzi Dundersztyc)

(Wszyscy wymienieni bohaterowie pojawiają się przed budynkiem szkoły)

Narrator: Szkoła z internatem.

(Koniec czołówki)

Narrator: Przerażająca Avery: Miłosny trójkąt.

(W pomieszczeniu głównym G-Tech'u. Zoltan stoi przed stolikiem z nową wazą obok tajemniczego obiektu zasłoniętego prześcieradłem. Uczniowie siedzą na kanapach)

Zoltan: Dzisiaj chciałbym wam przedstawić mój najnowszy wynalazek, czyli...

(Drzwi windy otwierają się. Ze środka wychodzi Stephanie)

Stephanie: Hej.

Zoltan: Czy ktokolwiek kontroluje osoby wchodzące do tego budynku?

Stephanie: Nie wiem. Ale Moranica zbliża się do tego budynku.

Zoltan (energicznie wyciąga z kieszeni telefon, szybko wybiera numer i dynamicznie przykłada telefon do ucha): Kod czerwony, powtarzam, kod czerwony! Zamknąć wszystkie wejścia i okna!

(Zoltan rozłącza się. Po chwili okna w pomieszczeniu zostają zasłonięte metalową ścianą)

Zoltan: To chyba ją powstrzyma.

Stephanie: Generalnie to przyszłam tutaj oddać Izabeli jakiś podręcznik, bo zgubiła. Gdzie ona jest?

Fineasz: Stoi w kolejce do sklepu G-Tech'u od jakiegoś tygodnia.

Stephanie: Serio? A ja myślałam, że to kolejka do kibla.

Zoltan: Przyszłaś tylko oddać ten podręcznik?

Stephanie: No i zapytać się o pracę. Moranica wywaliła mnie z posady kucharki za dodanie pieprzu do pomidorowej, bo według jej dietetyka pieprz poszerza ją w udach.

Buford: Moranica to i tak jest popieprzona...

Zoltan: Jedna z naszych kucharek i tak rzuciła pracę po tym, jak spadł na jej głowę garnek z wrzącym sosem czosnkowym. Więc możesz tutaj pracować.

Stephanie: A ile będę dostawała kasy?

Zoltan: Średnie wynagrodzenie osoby pracującej w tym budynku wynosi osiem milionów...

Stephanie: MOGĘ ZACZĄĆ OD DZISIAJ!!!

Zoltan: To dobrze, zatem...

(Z windy wysiada Moranica i Claire)

Zoltan: Ej, no jak?!

Moranica: Wjechałam buldożerem w drzwi wejściowe.

Zoltan: Ale tak nie można!

Moranica: I co z tego? Ja jakoś przemyciłam bombę atomową z Korei Północnej i jakoś jeszcze mnie miśki nie złapały. A poza tym, moja Claire chce dostać się do tej szkoły.

Zoltan: Ale nie mogę przyjmować uczniów ot tak!

Moranica: To ja ci zaraz ot tak zrobię z d**y jesień średniowiecza!

Zoltan: Witamy w naszej szkole! A w ogóle to jaki ma pani córka talent?

Moranica: Nauczyłam ją wybekać cały alfabet w pięć sekund.

Zoltan: To nie żaden talent! Chodzi o jakiś taki bardziej powszechny.

Moranica: Claire umie tańczyć.

Zoltan: Co umie tańczyć? I nie chcę słyszeć odpowiedzi "na rurze".

Moranica: Zapisałam ją kiedyś do szkoły tańca, ale wywalili ją, bo była za dobra.

Zoltan: Claire, pokaż, jak tańczysz.

(Claire zaczyna tańczyć breakdance'a. Wykonuje różne niezwykłe ruchy, jak podskakiwanie na rękach)

Claire: Proszę bardzo.

(Wszyscy uczniowie zaczynają bić brawo)

Zoltan: Wow, to było niezwykłe!

Moranica: Widać, że to moje dziecko.

Zoltan: A pani tak umie zatańczyć?

Moranica: Umiem, ale nie tańczę, odkąd podczas piruetów w powietrzu spadłam ze stupiętrowego wieżowca. Leczył mnie beznadziejny lekarz, jakiś Jan Kowalski, który zostawił w mojej nodze szczypce. Do dzisiaj jak mocno machnę nogę, to mi jakąś żyłę przecina.

(Claire podchodzi do windy. Jej drzwi otwierają się. Ze środka wysiada Zack, a do środka wchodzi Claire)

Zack: Tato, telefon mi wpadł do wulkanu!

Zoltan: Znowu? Już czwarty raz w tym tygodniu niszczysz telefon, a jest dopiero wtorek.

(Zoltan wyjmuje z kieszeni jakiś telefon i daje go synowi)

Zoltan: Masz, tylko go nie zgub.

(Zack bierze telefon i ucieszony wsiada do windy i jedzie w dół)

Moranica: Twój syn to nie wyrośnie na porządnego człowieka.

Zoltan: Powiedziała kobieta, która wjechała buldożerem w budynek najpotężniejszej firmy na świecie, by zapisać swoją córkę do szkoły.

Moranica: Sugerujesz mi, że nie umiem wychować Claire?

Zoltan: Tak.

Moranica: No to się przekonajmy! Pierwszy rodzic, którego dziecko zrobi coś godnego szlabanu, przegrywa.

Zoltan: Jeżeli ja wygram, to... to nie będzie pani mnie już kochać i prześladować oraz nigdy pani nie wejdzie do tego budynku!

Moranica: Dobra, ale jak ja wygram, to weźmiemy ślub oraz będziesz co tydzień robił mi masaż ust swoimi ustami.

(Zoltan zamiera, jednak po chwili wystawia rękę Moranice)

Zoltan: Dobra, stoi! Hmmm... ale może bez podania ręki.

(Zoltan cofa rękę)

Moranica: Zatem szykuj już garnitur, Zoltek! Zobaczysz, twój Zack na pewno zaraz zrobi coś tak strasznego, jak makijaż mojej teściowej!

Zoltan: A twoja Claire zaraz coś tak przeskrobie, że... że... jesteś mistrzynią porównań, to trzeba przyznać.

Ferb: Panie Zoltan, miał pan nam pokazać jakiś wynalazek.

Zoltan: Ach, no tak, zapomniałbym.

(Zoltan podchodzi do tajemniczego obiektu zakrytego prześcieradłem. Podnosi je, a pod nim stoi chłopak o czarnych krótko strzyżonych włosach ubrany w czerwoną koszulkę i niebieski jeansy, ma również brązowe buty)

Fineasz: Kto to jest?

Zoltan: To jest Teddy w ludzkiej formie!

Fineasz: CO?!

(Wszyscy uczniowie stają się przerażeni. Fineasz bierze wazę ze stołu i rozbija ją o twarz Teddy'ego)

Zoltan: Teddy to robot. Nie czuje bólu. Ale ma uczucia.

Teddy: Właśnie. Mam też nieskończoną wiedzę o wszechświecie i kilka bionicznych mocy, więc mogę zrobić z twojej gęby kupę. A nie, sory, ona już nią jest.

Moranica: Pierwszy raz widzę tego gościa, ale wydaje się być bardzo fajny.

Teddy: O, a pani gęba jest jeszcze gorsza.

Moranica: Uuuu... i ma fajne teksty na podryw. Aż chyba się w nim zakochałam.

Teddy: Ale nie mam pieniędzy, bo robotowi są niepotrzebne.

Moranica: Chyba się odkochałam.

Teddy: To dobrze, bo jakbym się ożenił z taką brzydulą, to bym se kable podciął.

Moranica: Ale to nie zmienia faktu, że umie poderwać dziewczynę. Zoltan, pouczyłbyś się od niego.

(Moranica wsiada do windy i gdzieś jedzie)

Zoltan: Gdzie ona w ogóle pojechała?

(Teddy przykłada palec do skroni. Z jego oka wylatuje niebieski laser, który po spotkaniu ze ścianą wyświetla na niej przekrój poprzeczny budynku. Widać na nim przemieszczającą się windę)

Teddy: Do pana apartamentu.

Zoltan: Co?!

(Zoltan podbiega do windy i wsiada do niej. Jedzie w górę)

Fineasz: Teddy, takie pytanie. Ile w jednym szybie kursuje wind i czy one się nie zderzają ze sobą?

(Tymczasem w sklepie Jasmine i Brendy. Obie kobiety mają założone swoje maski z twarzami. Do sklepu wchodzi Zack)

Zack: Dzień dobry.

Jasmine: Dzień dobry. Coś pomóc, doradzić?

Zack: Szukam jakiejś fajnej koszulki.

Jasmine: Dla dziewczyny?

Zack: Nie, dla siebie.

Jasmine: Ale to sklep z damską odzieżą!

(Brenda uderza łokciem w rękę Jasmine)

Zack: A, to przepraszam. Do widzenia.

Brenda: Stój!

(Brenda wciska jakiś guzik na kasie. Okna i drzwi zostają zasłonięte metalową ścianą. Brenda i Jasmine zrywają swoje maski. Zack cały czas stoi nieruchomo)

Brenda: Ale możesz się odwrócić.

(Zack odwraca się. Po chwili uśmiecha się)

Zack: O, hej mamo. Dawno cię nie widziałem. Gdzie byłaś? Wiesz, że Briana nie żyje?

Brenda: I tak była adoptowana. Słuchaj, mam dla ciebie robotę.

Zack: Tak?

Brenda: Potrzebuję tajnego szyfru do laboratorium Zoltana.

Zack: To nie możesz się go zapytać? Przecież to twój mąż.

(Jasmine strzela tak porządnego facepalm'a, że aż przebija swoją głowę)

Brenda: Nie mogę się go spytać.

Zack: Dlaczego?

Brenda: Eeee... bo mam na niego focha.

Zack: A, okej. To ja się mam go spytać?

Brenda: Eeee... tak. Tylko nie mów, że to ja pytałam.

Zack: Spoko.

(Brenda klika guzik, a metalowe ściany z drzwi i okien znikają. Zack wychodzi ze sklepu. Brenda i Jasmine wyciągają nowe maski z szuflad i je zakładają)

Jasmine: A to jest serio idiota. Pamiętam, że kiedyś podczas krojenia cebuli, wbił sobie nóż w serce, ale zapomniał umrzeć, przez co skończyło się tylko na małej bliźnie na klacie.

(Tymczasem w spółce zło. Heinz majstruje ze swoim inatorem. Nagle na jego głowę spada balon z wodą. Heinz jest cały mokry. Spogląda w górę i zauważa stojącego w powietrzu Pepe na jetpack'u)

Dundersztyc: Bardzo śmieszne, Panie Dziobaku. Zlatuj tu na dół!

(Pepe ląduje na balkonie)

Dundersztyc: Że też nie mogę uwierzyć, że stanąłeś na namalowanym iksie!

(Dundersztyc wyciąga zza siebie pilota i wciska przycisk. Na Pepe spada klatka)

Dundersztyc: No dobra, tak na szybkości, bo jesteśmy w połowie odcinka, a jeszcze się nie pojawiła tytułowa bohaterka. To jest mój Okochaj-Się-Inator. Ostatnio dowiedziałem się, że Roger się z kimś umawia. Dlatego skonstruowałem ten inator, żeby strzelić w tę jego dziewczynę, ta go rzuci, Roger będzie smutny, zrezygnuje z posady burmistrza, a ja przejmę władzę.

(Pepe przewraca oczami)

Dundersztyc: Przestań, przecież to genialny pomysł. Muszę tylko zlokalizować tę dziewczynę Roger'a.

(Tymczasem w G-Tech'u. Zoltan siedzi na kanapie i czyta coś na tablecie. Na kanapie na przeciwko siedzą Fineasz, Ferb i Buford i oglądają jakiś filmik na telefonie czerwonowłosego. Nagle z windy wychodzi Irving)

Irving: Fineasz, Ferb, Buford! Cześć!

Fineasz: O, hej, Irving.

Zoltan: Chyba muszę porozmawiać z ochroną.

Irving: Co porabiacie?

Fineasz: Oglądamy jakiś filmik w internecie.

(Irving podchodzi do przyjaciół i ogląda z nimi. Po chwili winda otwiera się, a tam Avery z nożem w ręce)

Avery: IRVIŚ!!!

(Wszyscy poza Zoltanem zaczynają krzyczeć, po czym uciekają. Avery biegnie za nimi)

Zoltan: Dobra, następną osobę, która tutaj wejdzie, zastrzelę z mojego G-Blastera 3!

(Drzwi windy otwierają się. Zoltan energicznie wstaje i ustawia blaster w stronę osoby, która wyszła ze środka, czyli w kierunku Zack'a)

Zoltan: O, Zack... ja... testowałem broń.

(Zoltan chowa blaster)

Zack: Tato, chciałbym się ciebie spytać o tajny kod do twojego laboratorium. I to nie Brenda pyta.

(Zza kanapy wynurza się Moranica)

Moranica: BU!!!

(Zoltan i Zack z przerażenia odskakują do tyłu)

Zoltan: Moranica!

Moranica: I co?! Co przeskrobał?!

Zoltan: Zack... co zrobiłeś?

Zack: Brenda się mnie nie pytała o kod do twojego laboratorium.

Zoltan: Brenda?! Gdzie?!

Moranica (piszczy z radości): Zaraz chyba zadzwonię do cukierni po tort...

Zack: Brenda nie jest w sklepie naprzeciwko G-Tech'u. Nie spotkałem ją, gdy nie kupowałem sobie koszulki.

Zoltan (rozwścieczony): Gadałeś z Brendą i...

(Zoltan patrzy na tańczącą z radości Moranicę)

Zoltan (spokojnie): Zaprowadź mnie do niej.

Moranica: Idę z wami!

(Zoltan, Zack i Moranica wsiadają do windy)

Zack: Kto tak śmierdzi zdechłym kotem?

(Drzwi windy zamykają się)

Zoltan: Odpowiedź jest przecież oczywista.

(Tymczasem Fineasz, Ferb, Buford i Irving wbiegają do jednej z sal lekcyjnych. Za nimi wbiega Avery)

Fineasz: Kuźde, dalej nie uciekniemy...

Avery: Irvisiu, chodź, nasze wesele jest już gotowe.

Irving: Ale na cholerę ci nóż?! Przecież mnie kochasz!

Avery: A, no tak. Kroiłam nim tort weselny. Strasznie pyszny. Z nutellą.

Irving: O, to fajno. Może jednak zostanę twoim mężem.

Ferb: Irving, ożenisz się z nią?!

Irving: Nie, to był taki ostatni żarcik przed śmiercią.

(Do sali wchodzi Teddy)

Teddy: Ej, zaraz co tu się dzieje?! Wy dwaj, kim wy jesteście?!

(Teddy przykłada palec do skroni. Chwila ciszy)

Teddy: Nie jesteście uczniami naszej szkoły. Ani pracownikami. Muszę was wywalić, żeby mój tatuś mnie nie rozmontował.

Fineasz: Chyba po raz pierwszy cieszę się na widok Teddy'ego.

Teddy: Gdyby nie to, że pilnowanie was to mój obowiązek, to was też bym stąd wywalił.

Avery: Proszę! Możesz mnie wywalić, ale tylko razem z Irvisiem.

Teddy: Spoko, ale jesteśmy w okolicach setnego piętra, a okno to najszybsze wyjście.

Avery: A no to nie.

Teddy (wyciąga ręce w stronę Avery i Irving'a): Mój obowiązek. Fineasz, otwórz okno.

Fineasz: Nie możesz wywalić Irving'a! To nasz przyjaciel. Wywal tylko tę dziewczynę.

Teddy: Zaraz to ci wywalę w tę twoją krzywą twarz.

(Teddy strzela laserem w okno, które roztapia się. Lewitujący Avery i Irving wiszą około dwieście metrów nad ulicą)

Teddy: A teraz powiedzcie papa!

(Irving i Avery zaczynają spadać)

Fineasz: NIEEEE!!!

(Fineasz podnosi krzesło i rzuca nim w Teddy'ego. Teddy staje nieruchomo, a jego oczy zaczynają cały czas zmieniać barwę)

Teddy: Trwa przeprogramowywanie. Ukończono.

Fineasz: Eeee... Teddy?

Teddy: Tak? Jestem gotowy spełnić każdy wasz rozkaz.

Fineasz: NO TO KU*WA OCAL NASZYCH PRZYJACIÓŁ, BO SPADAJĄ Z WYSOKOŚCI DWUSTU METRÓW!!!

Teddy: Co?!

(Teddy podbiega do okna, po czym kinetyką molekularną zatrzymuje w powietrzu Irving'a i Avery. Po chwili oboje lecą w górę, a po kilkunastu sekundach wlatują do środka pokoju)

Fineasz: Nic wam nie jest?

Irving: Nie...

Teddy: Oooo... co to za ładna dziewczyna?

Avery: Spadaj, ja zaraz mam ślub!

Irving: O nie, nie, nie!

Avery: O tak, tak, tak!

(Irving wybiega z sali, a Avery zaczyna go gonić)

Teddy: Wracaj, śliczna!

(Teddy zaczyna gonić Avery)

Fineasz: Hmmm...

Buford: Oglądamy dalej?

Fineasz (wyciąga z kieszeni telefon): No pewka!

(Tymczasem w sklepie naprzeciwko G-Tech'u. Zoltan, Zack i Moranica wchodzą do środka i od razu podchodzą do kasy, gdzie stoją przebrane Jasmine z Brendą)

Zack: Moglibyśmy porozmawiać z Brendą i Jasmine?

Jasmine: Z kim?!

Brenda: Nikt taki tutaj nie pracuje.

Zack: Przed chwilą rozmawiałem z nimi w tym sklepie!

Brenda: Więc może to były klientki?

Zack: To klientki mogą stać za ladą?

Zoltan: Widzisz, Zack. Pewnie ci się coś przewidziało.

Moranica (zdenerwowana tupie nogą): Nie, nie mogło mu się przewidzieć! Ja muszę wygrać ten zakład! A może one ukrywają się na zapleczu?

Jasmine: Nikogo nie ma na naszym zapleczu. Tam są tylko produkty.

Moranica: No to... a może to wy jesteście tą Brendą i Jasmine, ale w przebraniu!

(Brenda spogląda wrogim spojrzeniem na Moranicę. Po kryjomu wyciąga z kasy dolara i przerywa go tak, że widzi to tylko Moranica)

Brenda: Trzeba być idiotą, żeby przebierać się za kogoś i obsługiwać sklep naprzeciwko siedziby swojego wroga, gdzie są przeróżne bronie najnowszej generacji.

Zoltan: Racja. Brenda i Jasmine nie są na tyle głupie, żeby wpaść na taki pomysł. Wracajmy do domu.

(Zoltan i Zack wychodzą ze sklepu)

Brenda (zrywa maskę): Oszalałaś?! Prawie nasz plan poszedłby się czochrać!

Moranica: No co? Mamy z Zoltanem zakład!

Jasmine (zrywa maskę): Prawie nas wydałaś!

Brenda: Jeszcze jeden taki wybryk i po tobie. Nie zapominaj, że w kasie mam guziczek, po którego kliknięciu chip z mocami wleje ci do krwi śmiertelną truciznę i umrzesz.

Moranica: Dobra, dobra, przepraszam.

(Tymczasem w spółce zło)

Dundersztyc: I wtedy ona powiedziała: "Sory, ale nie sprzedajemy tu nieświeżych bułek". Oj, ale się rozgadałem. Aż zapomniałem o moim planie. Muszę tylko znaleźć tę dziewczynę i...

(Pepe stojący za Dundersztycem po jego lewej stronie podskakuje i puka go w prawie ramię. Heinz odwraca się)

Dundersztyc: Kto to? Mamo, jeżeli to ty, to wiedz, że nadal nie kupiłem tego sera.

(Pepe terkocze, a Heinz patrzy w jego stronę)

Dundersztyc: Pepe Panie Dziobaku, ale jak wydostałeś się z pułap... ach, no tak, zapomniałem, że nie była przymocowana do ziemi i po prostu ją podniosłeś.

(Pepe wciska przycisk autodestrukcji na maszynie. Wylatuje z niej ostatni promień, po czym inator wybucha)

Dundersztyc: Co? Tak po prostu mi zniszczysz maszynę? Nie jesteś kreatywny.

(Pepe odlatuje ze spółki zło)

Dundersztyc: Tia... i teraz tak po prostu odleci stąd. A żeby cię...

(Tymczasem w G-Tech'u. Zoltan siedzi i przegląda coś na tablecie. Obok niego siada Claire)

Claire: Co pan robi?

Zoltan: Przeglądam coś w internecie.

Claire: Słyszałam od Zack'a, że ma pan jakiś zakład z moją mamą.

Zoltan: Tak, założyliśmy się o to, kto jest lepszym rodzicem. Jeżeli przegram, to będę musiał wziąć ślub z Moranicą.

Claire: A jeżeli pan wygra?

Zoltan: To Moranica odczepi się ode mnie na zawsze.

Claire: Nie ma nic o mnie w tym zakładzie, więc mogę panu pomóc wygrać. Nawet wiem jak.

Zoltan: Naprawdę?

Claire (z uśmiechem na twarzy): Tak.

(Claire coś szepcze Zoltanowi na ucho)

Zoltan: To genialne!

(Tymczasem w pokoju Fineasza i Ferba. Irving wysiada z windy i szybko dobiega do drzwi, jednak nie może ich otworzyć. Avery wysiada z windy i dobiega do Irving'a)

Avery: Teraz mi nie uciekniesz!

(Do pokoju teleportuje się Teddy)

Teddy: Avery!

Avery: Spadaj, ćwoku!

Teddy: Ale Avery, ja cię kocham.

Avery: A ja kocham Irving'a. I niedługo bierzemy ślub!

Teddy (krzywi się): Bierzesz z nim ślub?! Nie możesz... Będę musiał cię zniszczyć, Irving'u!

(Teddy wytwarza w ręce żółty plazmogranat, po czym rzuca nim w stronę dwójki. Oboje szybko schylają się, a plazmogranat trafia w drzwi, które wylatują z zawiasów. Irving i Avery wbiegają do głównego pomieszczenia)

Teddy: Nie uciekniesz mi!

(Teddy strzela w Irving'a fioletową kulą. Po chwili Irving zostaje uwięziony w bańce, która dolatuje do sufitu)

Irving (zakłada ręce na piersi): Ja to mam zwalone życie. Nie dość, że goni mnie dziewczyna, która mnie kocha, to jeszcze goni mnie chłopak, który zakochał się w tej dziewczynie. Avery to ma jednak farta, bo jej to nie goni nikt.

Teddy: Muszę cię unicestwić, żeby być na zawsze z Avery!

Avery: Zapomnij o mnie.

(Teddy strzela laserem w bańkę. Bańka zaczyna nagrzewać się)

Irving: AAA! Parzy!

Teddy: Zaraz spłoniesz żywcem!

Avery: Zaraz, stój! Teddy, ja... ja nie kocham Irving'a.

Teddy: Mówisz tak tylko, żeby go uratować.

Avery: Nie! Ja... ja kocham samą siebie.

Teddy: Co?! Czyli muszę cię zniszczyć, żeby cię kochać!

(Teddy zaczyna się trząść)

Irving: Tak! On zaraz wybuchnie!

(Z windy wysiada Zoltan)

Zoltan: Co tu się dzieje?! Dlaczego ten chłopak jest w bańce, na podłodze leżą drzwi, a Teddy trzęsie się jakby miał Parkinsona?

(Z pokoju Fineasza i Ferba wychodzą dwaj bracia oraz Buford)

Zoltan: Fineasz, Ferb, Buford, możecie mi to wyjaśnić?!

Fineasz: Eeeee... dobra. Avery to wariatka zakochana w Irving'u, naszym koledze. Teddy chciał ich wywalić przez okno, ale chcieliśmy ich uratować, więc rzuciłem w Teddy'ego krzesłem, ale ten zaczął wariować!

Zoltan: To wyciągnijcie z Teddy'ego zielony kabel, bo wybuchnie!

Fineasz: A gdzie on jest?

Zoltan: W du*ie!

Fineasz: Panie Zoltan, na serio się pytam!

Zoltan: No to mówię! Umieściłem tam wszystkie przewody.

Fineasz: Aaaa... fuj! Nie dotknę go tam!

Zoltan: To robot! On nie wydala nic z siebie!

Fineasz (zniesmaczony): Okeeej...

(Fineasz ściąga Teddy'emu spodnie i majtki. Z jego tyłka wystają przewody. Fineasz wyciąga zielony, a Teddy przestaje się ruszać i zamyka oczy. Bańka pęka. Irving upada na podłogę. Avery podbiega do niego i go podnosi)

Avery: Irviś!!! Żyjesz! Tak się cieszę! Czas na pocałunek!

(Avery zbliża swoje usta do ust Irving'a. Gdy usta są w odległości od siebie centymetra, w dziewczynę trafia zielony promień, który wleciał przez okno)

Avery: Nic nie czuję.

(Wszyscy poza Avery drapią się po głowie. Avery wsiada do windy)

Avery: Nie kocham cię, Irving!

(Drzwi windy zamykają się, a dziewczyna jedzie w dół)

Zoltan: Co się stało?

Fineasz: Zielony promień. W Danville to normalne.

Zoltan: Aha, okej.

Irving (tańczy ucieszony): Avery mnie już zostawi w spokoju! TAAAK!

(Irving podbiega do otwartego okna i wystawia za nie głowę)

Irving (krzyczy na całe gardło): AVERY MNIE JUŻ ZOSTAWI W SPOKOJU!!!

(Nagle w głowę Irving'a uderza żelazko)

Ktoś (z jednego z pobliskich wieżowców): ZAMKNIJ JAPĘ, PRÓBUJĘ SIĘ ZDRZEMNĄĆ!!!

(Potem. Zoltan siedzi na kanapie, a Moranica też)

Moranica: Która to już godzina?

(Zoltan sprawdza godzinę na telefonie)

Zoltan: 16.18.

Moranica: Gdzie jest ta Claire? Spóźnia się już!

(Z windy wysiada Claire. Moranica wstaje i podchodzi do niej. Zoltan staje za Moranicą)

Moranica: Och, w końcu jesteś! Spóźniłaś się!

(Zoltan puszcza Claire oczko)

Claire: Przepraszam mamo, ale ja zapisywałam się do wolontariatu.

Moranica (zaczyna gotować się ze złości): CO?! CLAIRE!!! NIE TAK CIĘ WYCHOWAŁAM, ŻEBYŚ PRACOWAŁA Z WŁASNEJ WOLI BEZ WYNAGRODZENIA!!!

(Moranica ogląda się za siebie i widzi Zoltana z bananem na twarzy)

Zoltan: O, co to za banan?

(Zoltan zabiera banana z twarzy i zaczyna go jeść. Moranica z powrotem patrzy na Claire, z której oczu ciekną udawane łzy. Moranica zaciska pięści, jednak odwraca się w stronę Zoltana, który je banana. Stara się uspokoić)

Moranica: Claire...

(Moranica odwraca się do swojej córki i robi się spokojna)

Moranica (ze smutkiem): Masz szlaban.

Zoltan (tańczy ucieszony): Moranica mnie już zostawi w spokoju! TAAAK!

(Zoltan podbiega do otwartego okna i wystawia za nie głowę)

Zoltan (krzyczy na całe gardło): MORANICA MNIE JUŻ ZOSTAWI W SPOKOJU!!!

(Nagle w głowę Zoltana uderza żelazko)

Ktoś (z jednego z pobliskich wieżowców): ZAMKNIJ JAPĘ, PRÓBUJĘ SIĘ ZDRZEMNĄĆ!!!

(Zoltan zaczyna masować się po głowie. Odwraca się w stronę Moranici)

Zoltan: Ha! A teraz wynoś się i więcej nie wracaj!

Moranica: Pfff... chyba żartujesz.

Zoltan: Przecież taki był zakład!

Moranica: Zakład, srakład, za bardzo się w tobie zakochałam, żeby cię teraz opuścić.

Zoltan: To chyba jakieś żarty...

(Napisy końcowe)

(Spółka zło. Heinz siedzi w fotelu i rozmyśla)

Dundersztyc: No i znowu Pepe zepsuł mi moje plany. Nie udało mi się nawet dowiedzieć, kim jest ta dziewczyna Roger'a. A w sumie to mogę to teraz zrobić.

(Dundersztyc podnosi ze stolika lornetkę i idzie na balkon. Zaczyna obserwować miasto)

Dundersztyc: Podobno miał być dzisiaj z nią na randce.

(Dundersztyc odnajduje Roger'a i jego dziewczynę)

Dundersztyc: ABIGAIL?!

KONIEC

Piosenki

Inne informacje

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.