FANDOM


Z krwi trolla

29939634 757381614652676 1733716218 n
Autor: XDemon666
Fanon: Nasze królestwo
Opublikowano: 4 kwietnia 2018


Z krwi trolla - one shot do serii Nasze Królestwo.

Bohaterowie

  • Eleonora Hyrrokin
  • Birger Hyrrokin
  • Znachorka
  • Aleksandra Hyrrokin
  • Właścicielka obory
  • Rolnik

Opis

Historia opowiada o nietypowym pochodzeniu medyczki zamieszkującej stolicę Królestwa Fandomu.

Fabuła

Eleonora wbiegła do chaty swojego narzeczonego i wpadła mu w ramiona. Mężczyzna był wyraźnie zdziwiony jej zadowoleniem.
- Wiesz co? Byłam u znachorki. Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko! - wykrzyknęła uradowana i próbowała pocałować ukochanego, jednak ten odwrócił się. Zależało mu tylko na zabawie, nie na zakładaniu rodziny.
- Słucham? Nie może być. T-to niemożliwe. - zdenerwował się i zaczął chodzić w kółko. Nie wiedział, co ma teraz zrobić. Nie potrafił opiekować się dzieckiem. W tym momencie spod jego rubachy zaczął wyrastać długi ogon, pokryty na końcu rudymi włosami. Uszy zaczęły mu się wydłużać, a oczy stały się żółte i błyszczące jak u zwierzęcia. Birger nie zauważył w ogóle swojej przemiany, jednak Eleonora stała jak wryta.
- Na bogów... - zdołała tylko wydukać, po czym w biegu opuściła dom. Mężczyzna nie pobiegł za nią. Nie łączyło go z nią nic. Oprócz dziecka, które go całkowicie nie obchodziło.

Kobieta wróciła do znajomej znachorki. Opowiedziała o całej sytuacji.
- Nie martw się, zaraz zaradzimy. Nie chcesz tego dziecka, prawda? - zapytała, przeszukując kufer. Wyciągnęła z niego fiolkę z niebieskawym płynem.
- Kocham je. Chcę je wychować, tylko... boję się, że urodzi się takie samo jak on. - ukryła twarz w dłoniach i łzy zaczęły spływać jej po palcach. Starsza medyczka podała jej książkę otwartą na opisach potworów, które można było spotkać na Północy. Był tam rysunek trolla, jednak w niczym nie przypominał Birgera. Wyglądał na dużo starszego. Był tak ogromny, że jego plecy porastał mały las. Obok niego narysowana była kobieta. Jednak nie była ona człowiekiem. Miała trolli ogon, zakończony "pędzlem", długie, sterczące do góry uszy i małe różki, przypominające te młodych jelonków. Eleonora długo przyglądała się rysunkowi dziewczyny.
- To właśnie jest huldra. Hybryda ludzkiej samicy i samca trolla. Jest szansa, że tak będzie wyglądało twoje dziecko, jeśli będzie dziewczynką. Jeśli urodzi się chłopiec, prawdopodobnie i on i ty umrzecie po kilku dniach od porodu. Jest też szansa, że dziecko urodzi się całkowicie normalne. - staruszka poklepała młodą mamę po ramieniu. Kobieta wyciągnęła z lnianej torby kilka srebrnych monet.
- To wszystko, co teraz mam. Dziękuję bardzo za pomoc. - przytuliła znachorkę i wręczyła jej pieniądze. Medyczka jakby chwilę się zawahała, ale oddała pieniądze Eleonorze.
- Nie mogłabym przyjąć twoich ostatnich pieniędzy, dziewczyno. Tobie teraz będą bardziej potrzebne. - uśmiechnęła się i poklepała kobietę po ramieniu.
- Jeszcze raz dziękuję! - pomachała do niej i wybiegła za drzwi. Staruszka uśmiechnęła się jeszcze raz i wróciła do swojej pracy.

Miesiące mijały, a młoda mama zdążyła już przywyknąć do dziwnych spojrzeń, jakie lądowały na jej brzuchu, gdyż nigdy podczas trwania ciąży nie widziano jej z mężczyzną. Pogodziła się też z faktem, że jej dziecko może być wypaczone albo nawet nie przeżyć. Jednak przerażało ją to, że ona sama może zginąć przy porodzie, lub trochę po nim. Wiedziała, że jedyną osobą, która mogła jej pomóc przy narodzinach dziecka była stara znachorka. Odwiedzała ją bardzo często w czasie ciąży, jednak skurcze przyszły nagle. W momencie, gdy kupowała warzywa na targowisku, poczuła jak nowy członek rodziny pragnie wyjść na świat. Zdążyła wejść do obory, w której poczciwa rolniczka doiła krowy, a jej mąż je karmił. Małżeństwo przeraziło się okropnie na widok Eleonory, która wyglądała jak siedem nieszczęść.
- Pomocy, zaraz urodzę. - powiedziała tylko i upadła, gdy silnie zabolał ją brzuch. Kobieta zaraz podbiegła do niej. Widać było, że zna się na rzeczy.

Po godzinie, z pomocą małżeństwa rolników, Eleonora urodziła córeczkę. Miała śliczne zielone oczka i rude włosy, a jej twarz zdobiły liczne piegi. Nic nie wskazywało na to, że może być podobna do ojca. Miła właścicielka gospodarstwa podała wycieńczonej kobiecie obiad i umyła dziewczynkę. Jej mąż pobiegł po starą znachorkę, jednak w jej gabinecie zastał inną medyczkę, znacznie młodszą od poprzedniej. Przyprowadził ją, by zajęła się nowo narodzonym dzieckiem. Matka dała jej na imię Aleksandra, co w starodawnym języku znaczyło "obrońca ludzi".

Mijał czas, a Aleks dorastała. Przez pierwsze lata jej życia wszystko wskazywało na to, że jest normalnym dzieckiem, mimo że była bardzo uczuciowa i lubiła obcować z naturą i zwierzętami, co trochę niepokoiło jej matkę. Gdy Aleks poszła do szkoły po raz pierwszy, nauczyciele pytali, czy aby na pewno ma tyle lat, ile podała jej matka, bo bez problemu radziła sobie z podstawowymi zadaniami i szukała coraz trudniejszych. Eleonora próbowała skontaktować się ze starą znachorką, jednak jedyne, czego się dowiedziała to to, że kobieta pojechała do stolicy Królestwa Fandom, aby nauczać młodych w akademii medycznej. Nie znała nawet jej adresu.

Pewnego dnia, gdy rudowłosa dziewczyna wiązała swoje włosy w warkocz, zauważyła malutkie różki na swojej głowie. Przestraszyła się i nic nie powiedziała mamie. Wróciła ze szkoły pobita i smutna.
- Mamo, oni mówią, że jestem potworem! - wydukała ocierając łzy z policzka.
- Nie jesteś żadnym potworem, brońcie bogowie! Jesteś po prostu nieprzeciętna. - kobieta przytuliła Aleks. W oczy rzuciły jej się niedbale ukryte pod włosami malutkie jelenie różki. Przeraziła się, jednak kochała dziewczynkę taką, jaka jest. Gdy położyła córkę spać, zaczęła szukać ksiąg magicznych, które dostała od matki. Nigdy nie zajmowała się czarami, jednak postanowiła nauczyć Aleks paru sztuczek, żeby nie musiała bać się odrzucenia z powodu wyglądu oraz mogła się bronić. Przestudiowała całą księgę. Następnego dnia rano, gdy Aleks weszła do jej pokoju, aby ją obudzić, bo za długo czytała, zobaczyła u córki mały ogonek, a jej uszy bardzo się wydłużyły i sterczały w górę. Rogi, które miała wieczorem, nieznacznie urosły. Jej oczy przybrały barwę zieleni, ale bardziej dzikiej niż kiedykolwiek. Eleonora przeraziła się. Zaraz złapała księgę i zaczęła uczyć rudowłosą dziewczynkę zaklęć. Czar, który utrzymywał jej ludzką formę, działał aż do zaśnięcia dziewczyny, więc nie mogła sobie pozwolić na drzemki w szkole, jak inni uczniowie znudzeni lekcją.

Gdy Aleksandra skończyła szkołę, planowała udać się na studia medyczne na akademii w Stolicy. Matka miała pewne obawy przed tym, czy sobie poradzi, jednak puściła Aleksandrę. Dziewczyna wynajęła sobie chatkę na przedmieściu. Uczyła się pilnie u znachorki, która co chwilę dziwnie się jej przyglądała. Pewnego dnia jednak, kobieta zaczepiła ją.
- Czy twoja matka nie ma czasem na imię Eleonora? Bo słyszałam, że pochodzisz z Północy, a tam zajmowałam się jedną taką. Była bardzo podobna do ciebie... - stara zmarszczyła czoło i z coraz większym niedowierzaniem przyglądała się młodej studentce.
- T-tak... skąd pani wiedziała? - zapytała przerażona tym, że kobieta zna jej matkę. Znachorka przyniosła eliksir i podała Aleksandrze. Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na napój, a starsza medyczka pokiwała głową na znak, że ma wypić. W tym samym momencie czar prysł i Aleks powróciła do swojej prawdziwej formy.
- Aha! Czyli jednak huldra. Już się bałam, że Eleonorka nie żyje. Nie lękaj się dziecino, nic ci nie zrobię. Wiem o co chodzi. Za to ty wiesz, kto jest twoim ojcem? - zapytała po czym weszła do swojej kanciapy i wróciła ze stertą starych ksiąg. Aleks nadal stała jak wryta. Matka nigdy nie powiedziała jej, kim był jej ojciec. Nawet nie zaczynała tego tematu. 
- Bardzo żałuję, że nie mogłam być przy twoich narodzinach, przeproś mamę jak będziesz wracać. - wręczyła jej księgę otwartą na tej samej stronie, co pokazywała jej matce. Aleks mimowolnie upuściła łzę.
- Co, martwisz się swoim pochodzeniem? - starsza kobieta objęła ją troskliwie ramieniem.
- Nie byłam na to przygotowana. - wycedziła przez zęby, wycierając oczy mokre od płaczu. - Czy ja jestem... potworem?
- Brońcie bogowie! Nigdy tak nie mów! Na pocieszenie dodam, że nie jesteś jedyna. Jest nas więcej. - odpowiedziała, po czym dopiła resztę mikstury, którą podała Aleks i sama ukazała swoją prawdziwą formę. Jej rogi były dużo większe, a włosy na końcu ogona, gęste i srebrzyste. Na końcach uszu miała drobne pędzle w tym samym kolorze.
- Pani też jest córką trolla? - zapytała nieśmiało.
- Jestem dzieckiem z gwałtu. Moja mama bardzo chciała mnie urodzić, mimo że wiedziała, jakie skutki może to za sobą ciągnąć. Skutkiem ubocznym łączenia gatunków jest fakt, że dzieci-hybrydy nie będą mogły dalej przekazywać swoich genów. Co za tym idzie, nie ma dalszego ryzyka zgonów podczas porodu, gdy okaże się, że to był chłopiec. Bardzo boli mnie to, że nie mam swoich dzieci. My huldre musimy się czymś opiekować, dlatego mam dla ciebie prezent. - powiedziała, po czym znowu zamknęła się w swoim pokoiku. Aleks myślała, czemu tak właściwie mama nie powiedziała jej o ojcu. I jak do tego doszło. Wiedziała przecież jak powstają dzieci! Eleonora przecież nie jest wiatropylna. Gdy znachorka wróciła, wręczyła dziewczynie pudełko.
- Rozpakuj dopiero w domu, obchodź się z tym bardzo delikatnie. - powiedziała. Aleks nie mogła powstrzymać się od zajrzenia i gdy tylko medyczka na chwilę się odwróciła, młoda huldra otworzyła pojemnik. Jej oczom ukazała się malutka, ciemnozielona jaszczurka z niebieskimi paskami na ciele. Szybko zamknęła wieko pudełka, gdy znachorka na nią spojrzała. Spędził jeszcze kilka dobrych godzin na rozmowie o pochodzeniu Aleks. Starsza kobieta znała całą historię, bo przyjaźniła się z Eleonorą. Zaczęło się robić ciemno, więc Aleks użyła zaklęcia-maski i wsiadła na swojego konia, który pasł się w ogródku przy gabinecie medycznym i już miała jechać, gdyby nie zatrzymał ją krzyk jakiejś kobiety. Koło niej stała zdenerwowana lichwiarka z pobliskiego osiedla.
- Twój koń nadepnął mi na suknię! - poskarżyła się.
- A co pani w ogóle tu robi? - zapytała zaskoczona studentka. Była już zmęczona i chciała tylko dojechać do domu.
- Nie pani, tylko Agata, proszę. Ja emm, byłam ciekawa, bo rzadko widuję tak zadbane rumaki w królestwie i... jesteś tu nowa, tak? - próbowała się usprawiedliwić. Aleksandra nie była zbyt chętna do rozmowy.
- Jutro przyjdę do twojego biura i oddam pieniądze za zniszczoną suknię, nie mam teraz czasu rozmawiać, cześć! - zbyła ją rudowłosa. Studentka po jakimś czasie spokojnym kłusem dojechała do chaty. Jedyne, o czym teraz myślała, to sen.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.